Egzamin na aplikację adwokacką i radcowską we Wrocławiu
Egzamin na aplikację adwokacką i radcowską we Wrocławiu Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta

W opinii wielu stojący na przedsionku wielkiej kariery, z dobrą pensją, król salonów, przyszła gwiazda palestry. Jak naprawdę wygląda życie młodego prawnika?

REKLAMA
Według przeciętnego zjadacza chleba życie adwokata czy radcy prawnego jest usłanie różami, pełne pieniędzy, równocześnie wolnego czasu, prestiżu i wszystkiego czego tylko dusza zapragnie. Na „troszeczkę” niższym poziomie żyje sobie przyszły adwokat, czy radca, którym jest aplikant do tychże profesji. A jaka jest szara rzeczywistość?

Różni się od powyższego opisu niemal w każdym aspekcie. Aplikanci sami już nie wiedzą, która sytuacja jest gorsza. Czy ta, kiedy przed reformą egzaminów wstępnych na aplikację dostawali się na nią nieliczni, ale tym nielicznym, w myśl jednego z haseł wyborczych, „żyło się lepiej”. Czy może ta, która jest teraz, gdy w dobie jednolitego egzaminu, przeprowadzanego pod nadzorem Ministerstwa Sprawiedliwości, wszyscy muszą ciułać grosz do grosza, by podołać kosztom aplikacji i życia codziennego.

Najpierw egzamin
Absolwent studiów prawniczych, po zdanym egzaminie magisterskim, staje przed wyborem: czy i na którą z dostępnych aplikacji prawniczych ma zdawać egzamin wstępny. Dla tych, którzy nie mają jeszcze pracy, pierwszym problemem jest kwestia, czy jej szukać jeszcze przed egzaminem? Czy też czas ten poświęcić na spokojną naukę?
Rzecz jasna luksus, związany z brakiem przymusu zarabiania, dotyczy nielicznych. Sam koszt egzaminu wstępnego to w tym roku 750 zł. Egzamin to 150 pytań testowych, 3 warianty odpowiedzi, z których jedna jest poprawna. By go zdać należy odpowiedzieć prawidłowo na 100 pytań. Po uzyskaniu niezbędnego minimum punktowego, aplikację czas zacząć i czas ją opłacić.
Płać, aplikancie, płać
Można mieć różną opinię o ministrze Gowinie, jednak aplikanci zawdzięczają mu zmniejszenie opłaty rocznej za aplikację do 4200 zł., czyli 2,8 krotności płacy minimalnej. Wcześniej opłata oscylowała wokół 3,5, 3 minimalnych krajowych, w zależności od rodzaju aplikacji. Ustawowy termin jej rozpoczęcia to początek każdego roku.
I właśnie koszt, mimo tej obniżki, często spędza sen z powiek przyszłym mecenasom. Może nie jest on tak wysoki, w porównaniu choćby z opłatami za niektóre kierunki studiów na uczelniach prywatnych, czy za studia niestacjonarne. Jednak i taka opłata wydaje się być kolosalna przy zarobkach, jakie są proponowane młodym adeptom prawa.
Według "Dziennika Gazety Prawnej" aplikanci w kancelariach mogą liczyć na kwoty od 500 do 1500 zł miesięcznie. Kancelarie argumentują, że więcej nie zapłacą, bo taka osoba nie ma niezbędnego obycia i doświadczenia. Tyle, że to koronny argument wszystkich pracodawców. Poza tym, pracownik-aplikant często jest dyspozycyjny zaledwie trzy dni w tygodniu, bo dwa pozostałe musi poświęcić na obowiązki związane ze szkoleniem aplikacyjnym.

Niewesoła prawda

Całą tą sytuację podsumowuje Marek, aplikant i jednocześnie pracownik w jednej z kancelarii na Śląsku – Zarabiam minimalną krajową, w pracy jestem od 9 do 17, czasami również zostaję po pracy, bo np. mija termin złożenia apelacji. Aby wiązać koniec z końcem, w weekendy pracuję jako kelner. Wielu moich znajomych aplikantów to z kolei różnej maści przedstawiciele handlowi, lub po prostu bezrobotni na utrzymaniu rodziców, dla których od czasu ukończenia studiów nic się nie zmieniło.
Agnieszka, również aplikanta i pracowniczka kancelarii w Krakowie wskazuje z kolei: – Gdy mówię znajomym, że jestem na aplikacji adwokackiej, często stwierdzają: "No to zarabiasz pewnie te pięć tysięcy, nieźle jesteś ustawiona. I to dopiero początek." A mi pozostaje lekko się uśmiechnąć.