Poznaliście się sekundę temu na imprezie, znasz już cały jego życiorys. Dlaczego mówimy obcym o swoim życiu?

Niektórzy nie mają oporów przed opowiadaniem ludziom intymnych szczegółów o swoim życiu
Niektórzy nie mają oporów przed opowiadaniem ludziom intymnych szczegółów o swoim życiu Fot. Kadr z serialu "Przyjaciele"
Na pewno to znacie. Jedziecie autobusem i starsza osoba siedząca obok zaczyna pogawędkę o pogodzie, która płynnie przechodzi w historię o trzech operacjach serca, które przebyła i chorobach, na które się leczy. Jesteście w pubie i do stolika przysiada się jakiś obcy człowiek, który opowiada o swojej pracy, swoim psie i byłej dziewczynie. Spotykacie się z koleżanką, która ze szczegółami relacjonuje intymną rozmowę z partnerem. Oversharing – tak nazywa się to po angielsku. Dlaczego to robimy?


Po polsku to po prostu zbytnie dzielenie się się osobistymi szczegółami ze swojego życia. Często bardzo intymnymi.

Dlaczego niektórzy nie mają zahamowań w mówieniu obcemu człowiekowi o swoim życiu seksualnym albo problemach psychicznych? Nie widzą, że drugiej osobie jest wyraźnie niekomfortowo? A może widzą, ale zupełnie im to nie przeszkadza?

Wyjaśnia to psychologia.Posłuchaj mnie!
– Wstydzę się chodzić z moim ojcem w miejsca publiczne. To dlatego, że zawsze, przy każdej okazji mówi o swoim prywatnym życiu: w przychodzi lekarskiej, w sklepie, banku, na ławce w parku. Powtarzam mu, że nie każdy musi słuchać o jego chorobach, przyjaciołach z dzieciństwa i jego dzieciach. Ale on jakby tego nie rozumie, mówi, że po prostu lubi rozmawiać z ludźmi. Czasem chcę zapaść się pod ziemię, kiedy w kawiarni tata zatrzymuje kelnerkę na 10 minut i mówi jej o swoich ostatnich badaniach medycznych – opowiada Ania.


– Kiedy ludzie dzielą się szczegółami ze swojego życia, bardzo często chcą po prostu nawiązać z kimś relację – mówi portalowi Mic amerykańska terapeutka Carolyn Cole. Wtóruje jej kolega po fachu Gary Brown, według którego motorami "oversharingu" są samotność i potrzeba kontaktu z ludźmi, ale także poczucie lęku i niepokoju.


Jednak ktoś, kto uwielbia opowiadać każdemu o swoim małżeństwie, zdrowiu i problemach z wypróżnianiem się swojego psa, niekoniecznie musi czuć być osamotniony i spragniony przyjaźni. Czasami jest po prostu narcyzem. – Niektórzy muszą mówić wszystko, co wpadnie im do głowy, bo po prostu chcą, żeby ludzie ich słuchali – mówi Brown.To samo tyczy się zresztą nie tylko rozmów z ludźmi, ale również aktywności w mediach społecznościowych. Każdy na pewno zna chociaż jedną osobę, która opisuje swój dzień na Facebooku albo pisze intymne posty. To prawdziwy raj i dla narcyzów lubiących opowiadać o sobie, i dla osób niedowartościowanych i samotnych. Wtedy wiedzą, że mają całą widownię, która słucha tego, co mają do powiedzenia.
Gorzej, kiedy nikt na post nie reaguje...


Bo tak naprawdę, jak na to zareagować? Takie wyznania są najczęściej wybitnie kłopotliwe i krępujące dla słuchających – szczególnie na żywo.

– Byłam raz na spotkaniu ze znajomymi z szkoły i jedna dziewczyna nagle zaczęła mówić o swojej walce z depresją. Ni stąd, ni zowąd i jakby nigdy nic powiedziała nam, że miała dwie próby samobójcze i niezrażona mówiła dalej. Nie mieliśmy pojęcia, jak na to zareagować, to było mega krępujące. Na pewno nie powinno się mówić o takich poważnych sprawach ot tak – opowiada Kasia.

Im jesteś starszy, tym więcej wyjawiasz
Kto "oversharuje" najczęściej?

Według badań zamieszczonych w periodyku "ScienceDaily" autorstwa naukowców z Uniwersytetu w Edynburgu w Wielkiej Brytanii oraz Północno-Zachodniego Uniwersytetu w Illinois w USA ryzyko dzielenia się szczegółami ze swojego życia wzrasta z wiekiem. W grupie 100 osób w wieku 17-84 osób to właśnie ci najstarsi wyjawiali słuchaczom więcej osobistych detali, niż młodsze osoby.

To raczej nie dziwi – starsze osoby w komunikacji miejskiej czy przychodniach lekarskich uwielbiają o sobie opowiadać. To potrafi być oczywiście irytujące dla wszystkich dookoła, ale również niebezpieczne dla mówiących. Nigdy bowiem nie wiadomo, kim są ich słuchacze i czy nie wykorzystają zasłyszanych detali przeciwko wygadanym seniorom. Albo czy nie wyciągną takich informacji, jak adres czy PESEL.Pokazuje to też, że wiele osób starszych bardzo często czuje się samotnych i potrzebuje kontaktu z ludźmi. Szczególnie, jeśli mieszkają samotnie i daleko od swojej najbliższej rodziny.

Osobom starszym trudniej także włączyć tryb "wewnętrznego cenzora", niż większości młodym ludziom.

Cenzura mile widziana
Co to jest? To po prostu świadomość tego, co się mówi – niektórzy automatycznie zdają sobie sprawę, że mówią za dużo, reflektują się i zmieniają temat albo się wycofują.

Jednak nie wszyscy są tak świadomymi "oversharowcami".

– Mam koleżankę, która mówi o absolutnie wszystkim. Imprezy są jej żywiołem, bo może tam znaleźć wielu słuchaczy. Jednak – najczęściej po alkoholu – zaczyna mówić o zbyt intymnych rzeczach. Raz wygadała sekret powierzony jej przez przyjaciółkę i był wielki dramat. Innym razem z kolei wyznała, że doświadczyła przemocy seksualnej. W obu tych sytuacjach było jej absolutnie głupio, że nie ugryzła się w język i żałowała, że to powiedziała. Powiedziała mi, że czuje się "obnażona" – opowiada Ewa.Według Carolyn Cole dzielenie się osobistymi szczegółami jest właśnie najczęściej zupełnie nieświadomym aktem i ktoś zdaje sobie sprawę, że coś mu się wymsknęło dopiero po fakcie. Albo osoba zupełnie nie potrafi cenzorować tego, co wychodzi z jej ust, albo – jak tłumaczy z kolei Brown – nie potrafi "czytać" swoich słuchaczy i stawiać granic.

Niektórzy bardzo dobrze zdają sobie jednak sprawę z tego, co mówią i zupełnie im to nie przeszkadza. – Przyznam się bez bicia – jestem takim typem. Zawsze byłam śmiałam i otwarta, nie mam tematów tabu i nie widzę problemów w mówieniu ludziom o swoim życiu zawodowym, rodzinnym czy seksualnym. Mało jest rzeczy, o których nie chcę mówić, w końcu szczerość jest w cenie – śmieje się Weronika.

"Przepraszam, spieszę się"
Ale co robić, kiedy niekoniecznie chce się o czymś mówić, a istnieje ryzyko, że i tak to się powie? Jeśli nie ma się "wewnętrznego cenzora", może być ciężko. Nie oznacza to jednak, że nie da się tego wypracować.

Terapeutka Carolyn Cole radzi, żeby zawsze zadać sobie pytanie po co, chcę coś powiedzieć. – Uważasz, że pogłębiasz relację z kimś poprzez dzielenie się intymnymi szczegółami? A może potrzebujesz głębszych rozmów, bo masz dość gadania o niczym? – Cole przytacza pytania, które powinniśmy sobie postawić.

Z kolei według terapeuty Gary'ego Browna często pomaga wyobrażenie sobie reakcji słuchającego – ta może się bowiem różnić w zależności od osoby i jej poczucia komfortu. Jeśli na przykład kobieta opowiada trzech różnych osobom o swoim życiu seksualnym, może uzyskać trzy różne reakcje: jedna osoba stwierdzi, że to za dużo informacji i nie chce tego wiedzieć, druga uzna, że nie ma w tym nic złego, trzecia pociągnie temat, bo będzie chciała dowiedzieć się czegoś więcej.
A co ze słuchaczami? Według terapeutów, z którymi rozmawia portal Mic, jeśli czujemy się niekomfortowo, możemy na przykład przekierować rozmowę na inny temat. Jednak to nie zawsze działa – w biurze można powiedzieć do kolegi, że "mamy dużo pracy" albo "może pogadamy kiedyś o tym poza pracą", ale w rozmowie ze znajomym w pubie może być nam głupio, że wyjdziemy na gburów. W przypadku kogoś obcego zawsze można użyć nieśmiertelnego zwrotu "przepraszam, spieszę się".

Jeśli coś takiego dzieje się z kolei na pierwszej randce, zawsze można powiedzieć, że wolimy, żeby wszystko toczyło się trochę wolniej. A jeśli ktoś, kto "oversharuje" w rozmowie z nami, zaczyna mówić o trudnych relacjach z rodziną czy życiu psychicznym, zawsze warto powiedzieć, że taką rozmowę powinno się raczej przeprowadzić z terapeutą.

Czasem jednak trzeba zacisnąć zęby i posłuchać. Może ktoś naprawdę chce się wygadać. Jednak jeśli przekroczy naszą granicę komfortu – lepiej zareagować. Dla własnego zdrowia psychicznego.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...