Roman S. wypiera się słów "kto to rucha". Tak miał powiedzieć o uczestniczkach "czarnego protestu".
Roman S. wypiera się słów "kto to rucha". Tak miał powiedzieć o uczestniczkach "czarnego protestu". Fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta

Roman S., oskarżony o haniebne słowa o uczestniczkach "czarnego protestu" wypiera się, że obraził uczestniczki zgromadzenia. Zaprzecza, że wypowiedział słowa "kto to rucha" – podaje "Gazeta Wyborcza".

REKLAMA
Roman S. jest prawnikiem, szefem powołanego przez siebie Stowarzyszenia Osób Poszkodowanych przez System Bankowy i Prawny. A oprócz tego często gości w mediach "dobrej zmiany".
Skandalem zakończył się występ Romana S. na antenie internetowej telewizji wRealu24. W październiku 2017 r. komentował dla tej stacji marsze w ramach "czarnego protestu".
– Ładne laski idą na dyskotekę, a brzydkie, których nikt nie chce bzykać, to idą na demonstracje – twierdził. – Mówię: "Ta? O Jezus, o Boże". Tak stałem i myślałem: "Kto to rucha?". Doszedłem do wniosku, że nikt. I dlatego idą w tej manifestacji – dodawał.
Tych słów nie odpuściła Romanowi S. żona byłego opozycjonisty, Magdalena Dobrzańska-Frasyniuk. Wystąpiła przeciwko mężczyźnie na drogę prawną – domaga się od niego przeprosin w dzienniku "Rzeczpospolita" i wpłaty 10 tys. zł na Centrum Praw Kobiet.
"Gazeta Wyborcza" podaje, że 26 czerwca przed sądem we Wrocławiu odbyła się kolejna rozprawa w tej sprawie. Roman S. nie przyznaje się do winy i zaprzecza, że wypowiedział słowa "kto to rucha". – To określenie w ogóle nie należy do moich pojęć. Nigdy nie użyłem tego wyrażenia. Jest mi znane od momentu publikacji – przekonywał.
Kiedy sąd dostał nagrania z programów, w których S. używał wspomnianego określenia, pozwany zaczął kwestionować ich prawdziwość i twierdził, że są "technicznie zmanipulowane". Kolejna rozprawa zaplanowana jest na wrzesień tego roku.
źródło: "Gazeta Wyborcza"