"Wielkie nagrody biorą się z wielkich wyzwań". Wywiad z astronautą-alpinistą polskiego pochodzenia

W 50. rocznicę lądowania człowieka na Księżycu o pracy w NASA i przyszłości programów kosmicznych rozmawiamy ze Scottem Parazynskim, astronautą, alpinistą, lekarzem i innowatorem, którego przodkowie pochodzą z Polski
W 50. rocznicę lądowania człowieka na Księżycu o pracy w NASA i przyszłości programów kosmicznych rozmawiamy ze Scottem Parazynskim, astronautą, alpinistą, lekarzem i innowatorem, którego przodkowie pochodzą z Polski Scott Parazynski Website / www.parazynski.com/
O takich jak on mówi się "człowiek orkiestra". Astronauta, alpinista, lekarz, innowator. Na koncie 7 spacerów kosmicznych i udana wspinaczka na szczyt Mount Everest, a wśród odznaczeń Order Zasługi RP. W 50. rocznicę lądowania człowieka na Księżycu tacy ludzie jak Scott Parazynski przypominają, że zawsze warto sięgać gwiazd.


– Miałem 7 lat, gdy 20 lipca 1969 roku człowiek postawił stopę na Księżycu. Widok Neila Armstronga i Buzza Aldrina biorących udział w tym wiekopomnym wydarzeniu zainspirował mnie, by podążać wyznaczoną przez siebie ścieżką w życiu – wspomina mający polskie korzenie Scott Parazynski, autor książki autobiograficznej "Ponad niebem".

Twoja książka "Ponad niebem" zaczyna się zdaniem: "Wszystko jest możliwe, dopóki nie zostanie udowodnione, że jest niemożliwe, a wtedy trzeba być bardziej kreatywnym".

Jest to moje życiowe credo, dlatego umieściłem je na samym początku mojej autobiografii.

Czy kiedy wymyśliłeś to motto, miałeś na myśli, że warto się nim kierować w nauce czy życiu, a może w obu tych sferach?

Motto to wyraża moje ogólne podejście do wielu wyzwań, jakie niesie życie. Sądzę, że każdy może tylko zyskać na tym, jeśli nie rezygnuje ze starań, a po napotkaniu przeszkody szuka sposobu, by ją ominąć. Myśl, jaka wypływa z tej dewizy, jest więc skierowana i do prowadzącego badania naukowca, i do dzieciaka, który marzy, by kiedyś zostać astronautą.
Z książki dowiedziałem się, że m.in. twój ojciec, który pracował w programie Apollo, zainspirował cię do zostania astronautą. Jakie miałeś wyobrażenie o tej pracy?

Dorastając w cieniu programu Apollo, postrzegałem eksplorację kosmosu jako coś znacznie większego nawet od życia, jako dziedzinę, która naprawdę może przynieść korzyść całej ludzkości. Pragnąłem być częścią tego świata i mieć udział w tym wielkim dziele, nawet jeśli miałbym nigdy nie zostać latającym w kosmos astronautą.


Co najbardziej zaskoczyło cię, gdy zderzyłeś się z rzeczywistością, w jakiej funkcjonują astronauci?

Wielkość naszej planety i otaczająca ją ciemność kosmosu, która po prostu oszałamia. Tego nie da się pokazać nawet w najlepszym filmie w technologii IMAX. Nasza planeta Ziemia jest piękną oazą pośród ogromu wszechświata.
Masz polskie korzenie i zostałeś odznaczony Orderem Zasługi RP. Jaki wpływ na ciebie miało twoje pochodzenie?

Doskonale pamiętam, jak ogromnie ważna była edukacja dla moich pradziadków oraz prapradziadków, bo to właśnie oni wyemigrowali z Polski do Stanów Zjednoczonych na przełomie wieków XIX i XX. Mój pradziadek był pierwszą osobą w naszej rodzinie, która poszła na studia do koledżu, i nie było opcji, żebym nie poszedł w jego ślady.

Można powiedzieć, że twoja rodzina urzeczywistniła własny "amerykański sen".

Tak i to dzięki niezłomnemu dążeniu. Etyka ciężkiej, a przy tym uczciwej pracy moich przodków zawsze budziła we mnie podziw. Tę samą determinację, a także duże przywiązanie do wartości rodzinnych widziałem również w Polsce podczas moich krótkich wizyt, jakie odbyłem w waszym kraju w ostatnich latach.

Właśnie, kilkukrotnie odwiedziłeś Polskę. Co spodobało ci się w naszym kraju poza etosem pracy i rodzinnością?

Zawsze ceniłem otwartość i życzliwość wielu Polaków, jakich spotkałem. Polska jest niesamowicie pięknym i różnorodnym krajem, więc zostało mi jeszcze wiele do odkrycia w waszym kraju. Mam zatem powody, by jeszcze nie raz go odwiedzić.

Jak wygląda program szkoleniowy NASA? Co jest największym wyzwaniem dla jego uczestników?

Powiem tak – trening jest rygorystyczny, ale koniec końców daje dużo frajdy. To, co najbardziej mnie zachwyciło, a zarazem zaskoczyło to szeroki zakres dziedzin, które musieliśmy zgłębić, ponieważ w kosmosie czekały nas prace badawcze i inżynierskie z myślą o wielu naukowcach z całego świata.

W jakich dziedzinach musieliście się szkolić?

Fizyka spalania, biologia roślin, meteorologia, geologia planetarna, nauki przyrodnicze, robotyka. Długo by wymieniać [śmiech].
Masz na swoim koncie 5 lotów wahadłowcem i 7 spacerów kosmicznych. Co czuje człowiek, który po raz pierwszy wychodzi na spacer w kosmosie?

Wyjście na zewnątrz statku kosmicznego stanowi głębokie przeżycie duchowe, ponieważ zanurzasz się w ogromie wszechświata, którego widzisz z okna twojego statku kosmicznego. A gdy patrzysz na Ziemię, zwłaszcza z punktu obserwacyjnego, stwierdzasz, że nasza planeta jest piękniejsza niż jakiekolwiek słowa, jakie mogłyby opisać jej piękno.

Jesteś też jedynym astronautą, który zdobył Mount Everest. Jakie są podobieństwa między spacerami w komosie a wspinaczką wysokogórską?

Każde z tych zajęć jest ekstremalnie wymagające i bezlitosne dla każdego, kto popełni błąd. W związku z tym w obu przypadkach konieczny jest rygorystyczny trening podparty później dobrym planowaniem. Wiele lekcji z moich przygotowań do lotu w kosmos pomogło mi przygotować się do wspięcia się na Mount Everest.

Co czułeś, gdy stanąłeś na szczycie tej najwyższej na świecie góry?

W dniu zdobycia szczytu, gdy w środku nocy opuszczałem mój mały namiot rozbity na górze, czułem się tak jak wtedy, gdy obładowany sprzętem wylatywałem przez właz śluzy powietrznej, aby odbyć spacer w kosmosie.
W książce dwie kluczowe i emocjonalne sceny to właśnie zdobycie Mount Everest, a także misja kosmiczna STS-120 z nieplanowaną naprawą panelu słonecznego. Możesz zdradzić stan swojego umysłu w tych zadaniach?

Dokonałem prewizualizacji każdego scenariusza mojego spaceru w kosmosie i zdobywania góry, rozpatrując wszystkie najważniejsze szczegóły. Pozwoliło mi to skupić się na chwili obecnej, dając mi zarówno pewność siebie, jak i siłę do wytrwania w sytuacji, gdyby sprawy nie potoczyły się tak, jak było to zaplanowane.

W tym roku obchodzimy 50-lecie lądowania na Księżycu. Jak zapamiętałeś to przełomowe wydarzenie?

Miałem 7 lat, gdy 20 lipca 1969 roku misja Apollo 11 zakończyła się sukcesem. Widok Neila Armstronga i Buzza Aldrina stąpających po powierzchni Księżyca zainspirował mnie, by podążać wyznaczoną przez siebie ścieżką w życiu.

Jakie ważne lekcje możemy wszyscy wynieść z tego wielkiego osiągnięcia ludzkości?

Oczywistą, ale nieraz zapominaną: wielkie nagrody biorą się z wielkich wyzwań.

Nie mogę się powstrzymać, by nie zapytać cię o te wszystkie dotyczące Apollo 11 teorie spiskowe, które krążą w internecie?

Szczerze? Czysta głupota [śmiech]. Nie ma o czym w ogóle dyskutować.
Dawniej sądziłeś, że już po 10 latach od lądowania na Księżycu ludzie zostaną wysłani na Marsa. Tak się nie stało, ale trwają do tego przymiarki. Jakie są twoje obecne zapatrywania na eksplorację Marsa i pierwszą misję człowieka na tej planecie?

Wierzę, że dysponujemy już technologią, by wysyłać załogi na Marsa nawet teraz, jednak potrzeba międzynarodowej współpracy i kilku lat, by zbudować konieczną infrastrukturę. Ale jest ku temu wola. Biorąc pod uwagę wszystkie wspaniałe rzeczy dziejące w branży kosmicznej, uważam, że konkurencja tylko przyspieszy bieg wydarzeń.

Jesteś prezesem technologicznego start-upu Fluidity Technologies. Jakie produkty już wdrożyliście? Czy jest duże pole do współpracy między takimi kosmicznymi agencjami jak NASA a start-upami?

Zaprojektowaliśmy rewolucyjny pilot, początkowo przeznaczony na rynek dronów, a ostatecznie pomyślany do wszystkiego, co przemieszcza się w fizycznej i wirtualnej przestrzeni np. roboty, które przeprowadzają operacje. A co do drugiego pytania? Oczywiście, jest duże pole do partnerstwa NASA i działalności start-upowej.

Jakie innowacje obecnie rozwijacie w ramach start-upu?

Pracujemy nad nowym sposobem przemieszczania jedną ręką obiektów w fizycznej i wirtualnej przestrzeni. Chcemy, by interfejs był bardziej intuicyjny, łatwiejszy do nauki i umożliwiający proste latanie z dużą precyzją. W przyszłości ta technologia przysłuży się pilotom dronów, graczom komputerowym, robotom chirurgicznym i wielu innym.

Co chciałbyś, aby program kosmiczny osiągnął w ciągu następnej dekady?

Mam nadzieję, że założymy stałą placówkę na Księżycu, podobną do stacji badawczej na Antarktydzie, która będzie naszą pierwszą osadą poza Ziemią. W nie tak odległej przyszłości powinniśmy zaś być w stanie organizować załogowe wyprawy na Marsa, a nawet dalej.
Jakie rady dałbyś młodym ludziom, którzy chcieliby pójść twoimi śladami i budować przyszłość ludzkości?

Młodym ludziom chcącym zdobywać kosmos doradziłbym to, że muszą nauczyć się płynnie mówić w "językach" matematyki, nauki i technologii. A to dlatego, że przyjdzie im wykonywać wiele funkcji w tych dziedzinach zarówno w trakcie szkolenia, jak i po. I nie mowa tu tylko o pracy w NASA, ESA czy innych narodowych agencjach kosmicznych.

To znaczy?

W branży kosmicznej powstaje przecież wiele komercyjnych przedsięwzięć, które będą potrzebowały własnych astronautów. W rzeczy samej rysuje się świetlana przyszłość dla młodych ludzi zafascynowanych kosmosem!

Artykuł powstał we współpracy z Wydawnictwem Bellona

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0"Lodowiec cofnął się o 2 kilometry". Polak na własne oczy widział, co w Arktyce zrobiła zmiana klimatu
0 0Widać dym z kosmosu. Tak płoną lasy w Amazonii i na Syberii. To NIE JEST lokalny problem
0 0Jak ministerstwo mogło płacić za usługi trolli? Detektyw ujawnia możliwe scenariusze
0 0"Dowiemy się, kto stoi za @KastaWatch". Te profile na Twitterze rozkręcały kampanię hejtu