Jeździłem ze Stigiem i poczułem się jak prowadzący Top Gear. To najlepsza zapowiedź nowego sezonu programu

Stig odwiedził Tor Łódź. A ja miałem okazję przejechać się z nim i opowiedzieć o pierwszym odcinku 27. sezonu Top Gear.
Stig odwiedził Tor Łódź. A ja miałem okazję przejechać się z nim i opowiedzieć o pierwszym odcinku 27. sezonu Top Gear. Fot. Materiały prasowe
Za nami premiera 27. sezonu Top Gear. Zmienili się prowadzący, ale formuła programu jest taka sama – to nadal ma być efektowne show. Kilka dni przed emisją pierwszego odcinka do Polski zawitał Stig, czyli słynny kierowca w białym kombinezonie, i najbardziej tajemnicza postać w programie. A ja miałem okazję przejechać się z nim po torze przy zawrotnej prędkości.


Wielu z was pewnie wychowało się na Top Gear. Dla fanów motoryzacji na całym świecie to pozycja numer jeden wśród tego typu programów, i nie ma się co dziwić. Poprzedni prowadzący wyrobili tak mocną markę, że trudno było oczekiwać rewolucji w 27. sezonie.


Ale po kolei. Kilka dni przed emisją pierwszego odcinka kolejnej serii, przygotowano coś specjalnego. Udaliśmy się na Tor Łódź, gdzie mieliśmy okazję dowiedzieć się trochę więcej o programie, a przede wszystkim spotkać gościa specjalnego – Stiga.


To kierowca z Top Gear, który zawsze występuje w kasku i białym kombinezonie. Jego tożsamość ma pozostać zagadką. Stig wcześniej trochę pozwiedzał Warszawę, aż w końcu dojechał w okolice Łodzi, gdzie pokazał, co potrafi na torze.



Scenariusz był dynamiczny, zresztą tak jak każdy odcinek Top Gear. Mieliśmy na własnej skórze poczuć emocje, jakich dostarcza udział w tym programie. Zorganizowano nam dwa okrążenia na Torze Łódź ze Stigiem za kierownicą Lamborghini. Przejazd trwał łącznie niecałe dwie minuty.

To był dopiero początek zabawy
W aucie znalazły się trzy kamery, ponieważ w czasie jazdy mieliśmy recenzować pierwszy odcinek nowej serii, który obejrzeliśmy trochę wcześniej.


Uwierzcie, że przy prędkości około 160 km/h i pokonywaniu zakrętów z kontrolowanymi poślizgami nie było to łatwe. Wszystko na początku brzmiało jak szalony pomysł, ale muszę przyznać, że lepszej formuły chyba nie dało się wcielić w życie. No bo jak najlepiej opowiadać o Top Gear, jeśli nie w takich warunkach?

I żeby było jasne – w tym wszystkim nie było taryfy ulgowej i oszczędzania opon. Kierowca nie oszukiwał i nie puszczał nogi z gazu w kluczowych momentach.


Zobaczcie sami, co działo się na Torze Łódź ze Stigiem w roli głównej. W materiale usłyszycie też kilka słów ode mnie na temat tego, co można zobaczyć w pierwszym odcinku najnowszej serii.

Co nowego w Top Gear?
Top Gear wrócił z całkowicie nową ekipą prezenterów. Do znanego już widzom Chrisa Harrisa dołączył komik Paddy McGuinness oraz legenda krykieta Andrew "Freddie" Flintoff. Po pierwszym odcinku można było zauważyć, że panowie dogadują się doskonale, a w zasadach przyjętych w programie czują się jak ryby w wodzie.

– Od pierwszych wspólnych wygłupów nasza trójka świetnie się dogaduje. Doskonale się bawimy. Paddy i Fred nie mają problemu z robieniem z siebie żartów. To jest naprawdę ważne, bo chemii nie da się udawać – podkreśla Chris Harris. Paddy McGuinness nie ma wątpliwości, że za pracę przy tym programie można "dać sobie uciąć rękę". – Wszyscy moi koledzy proszą o bilety na nagrania w studio – dodaje z kolei Andrew Flintoff.

Nowe odcinki Top Gear można oglądać w każdy piątek o godz. 22:30 na kanale BBC Brit.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0"Dłużnik pisze z więzienia, że jak wyjdzie, to mnie dopadnie". Komornik o kulisach zawodu
ACTINA 0 0Stąd wyjdą przyszli zwycięzcy turniejów gamingowych. Dom marzeń każdego gracza
POLECAMY 0 0"Cały dom robi we wiadra". Sławojki i wychodki w środku polskiego miasta
0 0Przekop mierzei przyciąga turystów. Nie wszyscy się cieszą
0 0Będzie nowy serial w świecie "Star Wars". Jest mroczny zwiastun