Amerykanin miał wypadek pod Płońskiem. Dziękuje polskim policjantom za pomoc.
Amerykanin miał wypadek pod Płońskiem. Dziękuje polskim policjantom za pomoc. Fot. KPP Płońsk

Sunil Hegde podróżował po całym świecie i niedawno zawitał do Polski. Na początku sierpnia pod Płońskiem miał wypadek, o czym informowały polskie media. Jednak to, co spotkało go potem, spowodowało, że do lokalnej redakcji Amerykanin wysłał list. Z podziękowaniem i słowami uznania dla wszystkich, którzy mu pomogli. Szczególnie policjantom. "Dziękuję, Polsko kocham Cię" – napisał.

REKLAMA
Sunil Hegde, 60-letni emerytowany lekarz, zawitał do Polski głównie po to, by odwiedzić Muzeum Solidarności i Westerplatte w Gdańsku. Jest zapalonym podróżnikiem i swoim kamperem przejechał około 30 krajów.
6 sierpnia, na drodze krajowej nr 7 w miejscowości Pawłowo, miał wypadek. W jego kamper uderzyło audi. Kierowca samochodu osobowego nie przeżył wypadku. Hedge trafił do szpitala. "Ze wstępnych ustaleń wynika, że kierujący samochodem osobowym m-ki Audi jadąc w kierunku Gdańska z nieustalonych przyczyn zjechał na przeciwległy pas ruchu i zderzył się czołowo z prawidłowo jadącym samochodem ciężarowym" – informowała KPP Płońsk.
Kilka dni temu redakcja "Płońsk w Sieci" otrzymała od Amerykanina list.
"Piszę niniejszą notatkę, aby wyrazić moje podziękowania pierwszym osobom udzielającym pomocy, personelowi szpitala w Płońsku, a zwłaszcza funkcjonariuszom policji" – napisał Amerykanin. Zwłaszcza zachowanie policjantów zrobiło na nim wrażenie.
Podróżnik pisze, że było wyjątkowe i profesjonalne. Hedge z nazwiska wymienia policjantów, którzy mu pomagali. Nie znał słowa po polsku. "Przestrzegali zasad i przepisów wymaganych przez prawo. Najważniejsze było jednak to, że byli empatyczni i tam, gdzie mogli, zrobili wszystko, aby mi pomóc" – opisuje.
Sunil Hegde
plonskwsieci.pl

"Kiedy zostałem zwolniony ze szpitala, nie miałem żadnych pieniędzy ani dokumentów. Poprosiłem szpital o skontaktowanie się z policją. Dwaj funkcjonariusze, pan Mirosław Woliński i Jarosław Lasecki, przybyli do szpitala i przedstawili się, pokazali swoje odznaki i powiedzieli mi, że zanim dadzą mi dostęp do kampera, muszą mnie przesłuchać. Na posterunku policji zaproponowali mi kawę i poinformowali, że muszą znaleźć tłumacza. Gdy czekałem, informowali mnie o terminie przybycia tłumacza. Kiedy powiedziałem im, że nie jadłem i nie mam pieniędzy, dali mi pieniądze i zabrali mnie do restauracji." Czytaj więcej

Policjanci negocjowali w jego imieniu przechowanie kampera na parkingu, zorganizowali przegląd uszkodzeń. "Wsadzili mnie do taksówki na Lotnisko Chopina" – opisuje.
Pisze, że jeździł po świecie. Zna realia, ma porównanie. Co więcej, jego ojciec był też funkcjonariuszem policji w policji federalnej w Indiach.
fragment listu

"Kiedy zdarzy się taki wypadek, w wielu krajach po wypadku kierowca zostaje pobity, portfel i pieniądze skradzione, pojazd splądrowany, a na dodatek siły policyjne, co najmniej, nie są pomocne. Kierowcy są przetrzymywani przez długi czas w oczekiwaniu na zakończenie dochodzenia". Czytaj więcej

"Nie wierzę, że otrzymałbym taką pomoc od policji w dowolnym miejscu na świecie. Moje doświadczenia w Polsce opisywałem dziś komendantowi policji w moim rodzinnym mieście w Indiach i on nie mógł w to uwierzyć" – stwierdził.
Na koniec dodał, że kieruje myśli do rodziny kierowcy, który stracił życie. Zapowiedział, że wróci do Polski, aby zakończyć zwiedzanie kraju, kiedy zbuduje kolejnego kampera.
źródło: Płońsk w Sieci