Kryminalny debiut roku. Kim jest diabelnie utalentowana autorka "Czerwieni"?

Fot. Kuba Lewandowski
„Gdy miałam kilka lat porzucony konkubent mojej cioci zabił ją oraz jej kilkuletnią córkę. Znaleziono je utopione w wannie. Kilka miesięcy później w wypadku zginęła moja druga kuzynka. Mieliśmy w domu album z jej pogrzebu, przyglądałyśmy się z siostrą zbliżeniom ciała w otwartej trumnie. Zbrodnie fascynowały mnie od dziecka” - opowiada Małgorzata Oliwia Sobczak, której kryminalny debiut „Czerwień” ukaże się na początku września.


Jesteśmy na dwa tygodnie przed premierą, a blogosfera już huczy, że to najlepszy kryminał tego roku. Mówi się też, że autorka, jako pierwsza kobieta od lat, ma szansę zdeklasować panteon gwiazd gatunku. Z tym wywiadem nie chcieliśmy czekać do premiery. Kim jest autorka serii „Kolory zła”?

Jesteśmy jeszcze przed premierą, a już Twoja książka, będąca zresztą debiutem, zbiera w sieci mnóstwo pozytywnych recenzji. Spodziewałaś się takiego odzewu?
Skądże! Nadal ciężko mi uwierzyć w skalę tego wszystkiego. Chyba dopiero, gdy dostałam parę dni temu do rąk egzemplarz recenzencki swojej książki i przeczytałam na nim polecenie Severskiego, uwierzyłam, że to się dzieje naprawdę i że nikt sobie ze mnie nie żartuje.

„Czerwień” otwiera scena makabrycznej zbrodni, choć zdaniem niektórych równie strasznej, co pięknej. Ofiara ginie prawdopodobnie z rąk psychopaty. Czy powołany przez Ciebie do życia morderca miał swój pierwowzór w rzeczywistości?
Do napisania „Czerwieni” zainspirowała mnie rzeczywiście prawdziwa historia. Kilka lat temu oglądałam Fakty i nagle usłyszałam hasła: „płaszcz z ludzkiej skóry wyłowiony z Wisły”, „wypreparowana skóra zaplątana w silnik”, „nierozwiązana zagadka sprzed lat”. Chodziło o sprawę zabójstwa kobiety w 1998 roku, którą w 2017 wznowiono w związku z ujawnieniem nowych śladów kryminalistycznych.


Całą noc czytałam artykuły, komentarze i wpisy na forach, w których snuto domysły, kto mógł dopuścić się morderstwa i oskórować studentkę religioznawstwa. Mieszkaliśmy wtedy w kawalerce w Sopocie. Cichutko, siedząc pod kołdrą, przeglądałam kolejne strony internetowe. Po jednej stronie spał mąż, po drugiej pies, a pośrodku ja czytająca coraz bardziej przerażające historie o morderstwach, które miały miejsce w rzeczywistości, jak np. sprawa zwyrodnialca spod Krakowa, który zabił ojca, zdjął skórę z jego twarzy i nosił jak maskę.

Któraś z tych historii trafiła do książki?
One były jedynie pewnym punktem wyjścia, zapalnikiem. Ofiary pojawiające się w „Czerwieni” są okaleczone w nietypowy sposób, ale nie chciałam powielać prawdziwych zdarzeń. Po pierwsze, ze względu na szacunek wobec rodzin zmarłych, a po drugie, chciałam, żeby morderstwa w mojej książce były bezprecedensowe, wyjątkowe, można powiedzieć oryginalne, choć brzmi to dość makabrycznie. Całościowe oskórowanie młodych kobiet wydało mi się mimo wszystko zbyt radykalne. Nie byłam gotowa mierzyć się z takim tematem. Wiedziałam, że jego mrok mógłby pochłonąć mnie zbyt mocno.

Mimo prób złagodzenia sytuacji mierzysz się z tym mrokiem, opisy zbrodni są bardzo sugestywne. Pisząc, powołujesz do życia rodzaj zła. Skąd bierze się w pisarzach skłonność do opisywania takich historii?
Mnie od dziecka fascynowała tematyka zbrodni. Gdy miałam zaledwie kilka lat, do morderstwa doszło w mojej rodzinie. Porzucony konkubent mojej cioci zabił ją oraz jej kilkuletnią córkę. Obie znaleziono utopione w wannie. Kilka miesięcy później w wypadku zginęła moja druga kuzynka. To była okropna trauma dla całej rodziny. Nie do końca rozumiałam wtedy, co się wydarzyło. Wszyscy płakali, wyli, rwali włosy z głów, a ja obserwowałam wszystko z boku, jakbym tak naprawdę w tym nie uczestniczyła i wszystko działo się poza mną. Do tej pory potrafię odtworzyć ten dzień w zwolnionym tempie. W głowie utkwiły mi obrazy, osoby, spazmatycznie wykręcone twarze.

Taki widok chyba zostaje w człowieku na całe życie.
Tak, poza tym mieliśmy w domu album z pogrzebu, co teraz wydaje mi się dość niezwykłe.

I niepokojące.
Ja tak chyba nie uważam, jestem przeciwna przekłamywaniu rzeczywistości. Rodzice nigdy nie ukrywali przed nami, co się stało, dzięki temu nie budowali w nas poczucia lęku. Często z siostrą sięgałyśmy do tego albumu, przyglądałyśmy się zbliżeniom ciała w otwartej trumnie, porównywałyśmy ze zdjęciami kuzynki z wakacji.

Kilka miesięcy później w polskiej telewizji wyemitowano „Miasteczko Twin Peaks”. Rodziców nie było w domu, opiekowała się nami babcia przysypiająca na dole. Siostra była w pokoju obok. Telewizor był odpalony. Usłyszałam przeszywającą muzykę. Stanęłam tuż przed ekranem. Akurat odnaleziono leżącą nad rzeką zmarłą Laurę Palmer. Była zawinięta w folię. Jej nieruchoma, zastygła twarz była przerażająco piękna. Blada skóra, błękitne usta, cała aparycja do złudzenia przypominały leżącą w trumnie kuzynkę. Od tej pory nie ominęłam ani jednego odcinka, a muszę dodać, że miałam wtedy jedynie dziewięć lat. Ten serial był objawieniem. Mocno ukształtował moje poczucie estetyki.
Nie masz poczucia, że większość naszej kultury skupia się na złych emocjach – lęku, strachu, smutku? Czemu tak bardzo interesuje nas to, co przerażające?
Spójrz na starożytne mity, które przecież powstały po to, by racjonalizować niezrozumiałe zjawiska wywołujące w ludziach strach, lęk i przerażenie. Ta pierwotna funkcja przeniknęła w pewnym sensie do współczesnej kultury. Literatura i kinematografia poświęcona tematyce lęku, strachu i smutku pozwalają na oswojenie negatywnych uczuć wypełniających nasze życie. Paradoksalnie pełni to więc pozytywną funkcję.

Poza tym szczęście i spełnienie to chyba niezbyt zajmujące tematy. Mogą stanowić doskonały punkt wyjścia lub ostateczny wynik, ale czy są na tyle ciekawe, by stanowić sedno fabuły? To tak naprawdę te negatywne, złe zjawiska budzą emocje, i to nie tylko lęk, ale i ciekawość. Zbrodnia zawsze skorelowana jest z pewną tajemnicą, która rozsadza normalność i codzienność. Już samo pojęcie „morderca” rodzi w ludziach pewnego rodzaju ekscytację, bo zasadza się w opozycji „My – Normalni” i „Oni – Inni”.

Skąd bierze się w ludziach zło?
Wydaje mi się, że są dwa wyjaśnienia.
W pierwszym przypadku zło wynika z traum doświadczonych w dzieciństwie albo wczesnym okresie dorastania. Osoby, które doświadczyły przemocy fizycznej albo psychicznej, były wykorzystywane seksualnie albo dotknęły je inne traumy, często transferują to zło dalej.

Drugi przypadek dużo ciężej jest wyjaśnić. Mówię tutaj o złu zakorzenionym w człowieku bez wyraźnej przyczyny. Słyszy się o dzieciach, które mają sadystyczne skłonności, na przykład znęcają się nad zwierzętami ,i to one w przyszłości dopuszczają się najbardziej przerażających zbrodni. To prawdziwe monstra, których postępowania nie da się zrozumieć. Mamy tutaj do czynienia ze złem totalnym, złem w swojej czystej postaci. I to chyba to zło wykraczające poza wszelkie moralne i społeczne tabu jest dla nas najbardziej przerażające.

Mordercy muszą być od nas bardziej inteligentni?
Nie ma reguły. Psychopatyczni zabójcy to postaci niezwykle złożone, często wzbudzające zaufanie, potrafiące przez długi czas mamić swoje ofiary. Hannibal Leckter, wybitny psychiatra, też przecież był błyskotliwym, przemiłym, kulturalnym bohaterem, w chwilach gdy nie miał ochoty na ludzkie mięso. Seryjnymi mordercami wielokrotnie okazywały się osoby zupełnie niepozorne, normalnie żyjące w społeczeństwie, lubiane, niewzbudzające żadnych podejrzeń.

Postać głównej bohaterki – szarej myszki, która zmieniła się w „wampa” jest Ci bliska?
Szarą myszką raczej nigdy nie byłam, ale i do wampa mi daleko. Postać Moniki zbudowana jest na skrajnościach. Pragnie doświadczać granicznych emocji, nie stroni od niebezpiecznych sytuacji, ciągle gdzieś biegnie, poszukuje, eksperymentuje – tylko wtedy czuje, że żyje.
Kojarzysz takie dziewczyny, które stojąc w grupie, wyraźnie się wyróżniają? Od razu widać, że stanowią centrum, że wszyscy zwracają się właśnie do nich, że to im każdy chce zaimponować.

Chłopacy chcą je mieć, dziewczyny chcą się nimi stać. Jest w ich postawie, sposobie bycia coś takiego, że od razu widać, że są wybrane, to wokół nich krążą planety. Nie chodzi tylko o wygląd, one sprawiają wrażenie jakby niczego się nie bały. Takie dziewczyny zawsze mnie fascynowały. Lubię się im przyglądać, wyobrażać sobie, co myślą, do czego są zdolne.

Uroda w życiu pomaga czy przeszkadza? Dla Twoich bohaterek skończyła się tragicznie.
W „Czerwieni” mamy do czynienia ze szczególnym typem kobiet. Nie tylko o wyjątkowej urodzie, ale przede wszystkim o wyjątkowym charakterze. To postaci temperamentne, niespokojne, poszukujące, odczuwające niezaspokojoną żądzę, by czuć i przeżywać więcej, by stać się kimś więcej, by stać się kimś innym. To chyba to pragnienie, by uciec od samych siebie, ostatecznie jest dla nich zgubne.

W książce jest taka scena, w której szef sopockiej mafii – Kazar poznaje w Cristalu Monikę. Zachwyca się urodą dziewczyny i woła, że zostanie jego żoną. Ta sytuacja miała miejsce naprawdę. Kazar to po części odpowiednik Daniela Zacharzewskiego, pseudonim „Zachar” – szefa podziemnej mafii na Pomorzu. Monika, zupełnie tak jak moja koleżanka, uciekła stamtąd przez okno dzięki pomocy jednego z jego goryli.

W książce jest więcej odniesień do prawdziwego sopockiego półświatka?
Analogie między postaciami Kazara i Zachara dla tych, którzy znają historię mafii na Wybrzeżu, powinny być jasne. Mojemu bohaterowi podobnie jak Zacharzewskiemu nie udało się udowodnić przed sądem żadnego ze stawianych mu ciężkich zarzutów. Nie chciałam jednak, by czytelnicy literalnie uosabiali ich ze sobą, gdyż fabuła, w którą go wplotłam, nie wydarzyła się naprawdę. Zupełnie świadomie przekręciłam fakty z życia Zacharzewskiego.

Mój bohater, w przeciwieństwie do Zachara, przeżywa zamach na swoje życie, nie mając szansy stać się trójmiejską legendą. Tu znów w pewnym sensie zabawiłam się konwencją, łamiąc schemat, w którym śmieć bossów mafii zapisuje te postacie w historii. Ja odebrałam Kazarowi ten „przywilej”. Natomiast pozostali przestępcy, którzy pojawiają się na kartach powieści, są zupełnie fikcyjni. Wata, Waldemar Mila, Pażałsta – to bohaterowie wymyśleni od podstaw.

Wiernie oddajesz też sopocką rzeczywistość lat 90-tych. Jak to jest, że do nadmorskiego kurortu zjeżdżali się przestępcy z całej Polski?
Nim Warszawa pod koniec lat osiemdziesiątych przystosowała się do nowych realiów, nad Zatoką Gdańską wszyscy od dawna kombinowali, robiąc interesy z zagranicą na własny rachunek. To tutaj po przeobrażeniach ustrojowych najszybciej rozwinęła się przestępczość zorganizowana, zresztą, jak mówiono, „bardzo źle zorganizowana”.

To znaczy?
Do grup przestępczych należeli zupełni amatorzy. Ludzie z nizin społecznych, nieudacznicy, których świat przestępczy przyciągał jak magnes. Krążące na ich temat historie wręcz wprawiają w osłupienie głupotą i bezmyślnością. Nie chce się wierzyć, że ci sami ludzie dokonywali w Trójmieście największych i najbardziej krwawych zbrodni.
Prawda jest też taka, że w to wszystko wmieszana była policja i funkcjonariusze wymiaru sprawiedliwości. Bez nich zorganizowana przestępczość nie mogła by tak prężnie działać. To również w książce starałam się zobrazować, czyniąc z tego faktu dość ważny wątek.
Nie mogło zabraknąć również słynnych trójmiejskich knajp i klubów, których mury były świadkami tych barwnych i brutalnych czasów – Maxima, Cristala, Lido, Spatifu, Cockneya. Spatif funkcjonuje zresztą do dzisiaj.
Mam poczucie, że po tej książce zrobi się o Tobie głośno. Kim więc jest Małgorzata Oliwia Sobczak?
Hm, myślę, że jestem zlepkiem przeciwieństw. Gdy byłam mała, byłam chorobliwie nieśmiała. Nie przerażały mnie zbrodnie, ale przerażał mnie kontakt z ludźmi. Długo walczyłam z tą moją aspołecznością. Krok po kroku przełamywałam własne bariery, te dziwne, niewytłumaczalne lęki. Maska, którą przybieramy, żeby sobie radzić z własnymi ograniczeniami, z czasem staje się rzeczywistością. Dziś nie ma wyzwań, których bym się nie podjęła.

Małgorzata Oliwia Sobczak – pisarka, z wykształcenia kulturoznawczyni i dziennikarka. Niedawno urodziła się jej córeczka. Pochodzi z Trójmiasta, gdzie mieszka całe życie. To Sopot uczyniła miejscem akcji swojej pierwszej powieści kryminalnej.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
Actina 0 0Stąd wyjdą przyszli zwycięzcy turniejów gamingowych. Dom marzeń każdego gracza
Kazar 0 0Przestaniecie tęsknić za latem. Wczesnojesienna kolekcja Kazar to kwintesencja stylu

INNPOLAND