Są takie pytania, które nieustannie krążą w przestrzeni publicznej i powracają do prezentującego pewne poglądy. Tak jest z pytaniem, a co gdyby Pana córka/żona została zgwałcona? Czy wtedy też byłby Pan przeciwko aborcji? Tym razem zadał mi je bloger z portalu naTemat.pl Sergio de Arana, który przy okazji pokazał, że rozmawianie z nim o poglądach jest zajęciem jałowym, bo on ich zwyczajnie nie ma.
REKLAMA
Bloger zdecydował się polemizować z moim tekstem o tym, że ludzie proponujący zgwałconym kobietom aborcję gwałcą je po raz drugi. I żeby uświadomić jakim potworem jestem postanowił przedstawić hipotetyczną sytuację, w której moja córka (hipotetyczna) zostałaby zgwałcona i zaszła w ciążę. A na koniec postawił pytania.
„Jak by się Pan zachował?
1. udałby się razem z córką do szpitala, aby przerwać ciążę i nie pogłębiać traumy po gwałcie 9-miesięczną ciążą oraz rodzeniem dziecka gwałcicielowi,
2. czy może uznałby Pan, że tygodniowy zarodek jest człowiekiem, a aborcja jest morderstwem takim samym jak zabójstwo i odwodziłby Pan córkę od myślenia o przerwaniu ciąży?”
Odpowiedzi w istocie autor nie oczekuje, bo on już wie, co odpowiedzieć powinienem. I czego dowodziłaby odpowiedź numer 2.
„Tutaj znajduje się podstawowa różnica pomiędzy podejściem humanistycznym (wielu ludzi głęboko wierzących nie zmusiłoby swojej córki do rodzenia), a podejściem fundamentalistycznym (w tym podejściu kobieta jest tylko inkubatorem, a jej emocje i zdrowie psychiczne nie mają znaczenia).
Panie redaktorze proszę się dokładnie zastanowić jak by się Pan w takiej sytuacji zachował oraz jakie znaczenie na tą decyzję mają poglądy konserwatywne, lewicowe czy też wyznawana przez kogoś wiara.
Otóż moim zdaniem w przypadku takiego konkretnego przypadku, gdy ofiarą gwałtu jest ktoś nam bliski, to poglądy polityczne i wyznanie przestają mieć znaczenie. Człowiek albo się zachowuje empatycznie i przyzwoicie, albo dogmatycznie i okrutnie. I nie mają tu znaczenia wiara, kolor skóry lub narodowość. Liczy się w takiej sytuacji człowieczeństwo”.
Te słowa pokazują całkowicie jednoznacznie, że Sergio de Arana nie jest w stanie dyskutować o moralności. Dla niego jest ona bowiem wyłącznie wyzwaniem, jakie stawia się innym, gdy zaś wyzwanie moralne staje przede mną lub moimi bliskimi wówczas – jeśli mam zostać człowiekiem – muszę stać się nihilistą i uznać, że zasad i norm moralnych nie ma. Na takie myślenie nie ma i nie może być zgody kogoś, kto uznaje, że istnieje prawda czy dobro. One istnieją niezależnie od tego, czy trudności związane z zachowaniem się uczciwie dotyczą mnie osobiście czy kogoś innego. Prawda nie znika tylko dlatego, że dochowanie jej wierności jest trudne dla kogoś z moich bliskich. Ona po prostu jest, a ja albo staram się zachować jej wierność, albo ją zdradzam. I nawet jeśli ją zdradzę, to ona nie przestanie istnieć.
A teraz czas na odpowiedź Sergio de Arana. Otóż niezależnie od tego, jakbym się zachował i jak bym wybrał, to dziesięciodniowe dziecko pozostałoby człowiekiem, a jego zabicie byłoby zabójstwem. Z faktu, że rzecz miałaby dotyczyć mojej córki nijak nie wynika, że prawda przestaje istnieć, a człowiek przestaje być człowiekiem. W sposób oczywisty zatem powinienem wówczas odwodzić ją od zabójstwa i zrobić wszystko, by zdecydowała się urodzić mojego wnuka. A powodem takiego postępowania jest nie tylko świadomość tego, czym jest aborcja dla dziecka (likwidacją go), ale także świadomość tego, czym jest ona dla kobiety. Inaczej niż aborcjoniści ja nie mam ochoty pozwalać, by psychicznie i emocjonalnie powtórnie gwałcono bliskie mi osoby, nie mam zamiaru do jednej gigantycznej zbrodni dodawać drugiej. I skazywać moich dzieci na życie ze świadomością, że zabiły swoje dziecko.
I jeśli ktoś tu prezentuje poglądy dogmatyczne i okrutne, to jako żywo nie ja. Dla mnie bowiem uratowanie życia tego dziecka jest tak samo ważne, jak uratowanie zdrowia i równowagi psychicznej moich dzieci. A ja wiem, że aborcja nie tylko równowagi po gwałcie nie przywraca (bardzo proszę Sergio de Arane, by przedstawił naukowy dowód na to, że aborcja po gwałcie polepsza stan kobiety i pomaga uporać się jej z traumą), ale jeszcze pogarsza stan kobiety. Okrucieństwem jest zatem dodawanie – w imię ideologii proaborcyjnej – dodawanie do jednej traumy drugiej, a nie próba uratowania nie tylko życia dziecka, ale także kobiety przed dodatkową traumą.