Śmiecisz - jesteś złym człowiekiem. Mateusz Damięcki w nowej akcji nie owija w bawełnę

Mateusz Damięcki został  ambasadorem akcji #SkuteczniePosprzatane
Mateusz Damięcki został ambasadorem akcji #SkuteczniePosprzatane Fot. na:Temat
Mateusz Damięcki wspiera akcję #SkuteczniePosprzatane - taki nagłówek nie powinien zrobić internetowej furory. Kolejna akcja z udziałem znanego aktora, który grzecznie prosi, aby jednak nie wrzucać wszystkich śmieci do jednego worka i nie śmiecić w parkach narodowych - nuda? Nie z Damięckim te numery.


Można odnieść wrażenie, że do akcji, które wspiera, przygotowuje się jak do roli - i to pierwszoplanowej. Nie chce być paprotką, którą można postawić przy billboardzie losowo wybranej inicjatywy - jakkolwiek szlachetna by nie była. - Muszę znać temat, w który się angażuję - stwierdza kategorycznie.

A jak już się zaangażuje, to nie siedzi cichutko z założonymi rękami, nie mówi miłymi dla ucha sloganami, ale krzyczy - własnymi, nierzadko gorzkimi zdaniami. Rozmowa na temat śmieci, w których toniemy oraz środowiska, które na własne życzenie niszczymy, też nie była sztampowa. Damięcki jest zdania, że sprawy należy stawiać na ostrzu noża: śmiecisz - jesteś zły; sprzątasz - jesteś dobry. I właśnie dlatego akcja zorganizowana przez markę Tefal we współpracy z Fundacją Nasza Ziemia - #SkuteczniePosprzatane - ma szansę do nas przemówić.

“Zaangażowany społecznie” - to słowa, które dobrze cię opisują?

Mimowolnie tak, chociaż mam wielu podpowiadaczy, którzy sugerują, żebym zajął się swoją pracą. Mam jednak mocne poczucie odpowiedzialności obywatelskiej za wszystko, co mnie otacza.

Dokładnie pamiętam, kiedy zacząłem o tym bardzo stanowczo myśleć: to było w 2002 roku, kiedy z Adamem Hanuszkiewiczem robiliśmy “Kordiana” w Teatrze Nowym. Byłem dorosły, parę razy poszedłem na wybory, miałem 21 lat, ale to wtedy przyszła do mnie taka obywatelska dorosłość.


Od tego czasu nie mam wątpliwości, że bez względu na to, jaki wykonuje się zawód, to jeśli ma się coś do powiedzenia w kwestii obywatelskiej, to trzeba o tym mówić.

A wcześniej? Jako dziecko angażowałeś się w różne akcje typu “Sprzątanie świata”?

Jestem osobą dość porządną. Nie lubię chaosu, nie lubię bałaganu. Jeśli w jakiejś przestrzeni nie ma fizycznego porządku, to trudno mi się skupić. Moja żona ma podobnie - nie może układać choreografii, jeśli w zlewie leżą brudne naczynia.

Pewnie dlatego zawsze raziło mnie takie bezczelne i bezmyślne śmiecenie. Bardzo tego nie lubiłem, podobnie jak tłumaczeń: “Śmiecę, żeby ludzie, którzy sprzątają, mieli pracę”. Strasznie mnie to denerwuje, to dla mnie przejaw braku kultury osobistej, na co jestem uczulony. Bałaganiarstwo jest bezproduktywne, niegrzeczne, nieestetyczne, niekulturalne.
A co z artystycznym nieładem? W środowisku artystycznym takie pedantyczne podejście jest chyba rzadko spotykane.

Paradoksalnie te dwie rzeczy nie wykluczają się. Można improwizować, prowadzić burze mózgów i jednocześnie nie rzucać papierków po batonach na ulicę, bo to chamstwo i tyle.

Mówisz o tym głośno? Upominasz?

Miałem kiedyś takie zabawne dosyć doświadczenie. Zaczynałem naukę w Akademii Teatralnej. Wymyśliłem sobie wtedy, że będę chodził po wszystkich korytarzach, powyciągam z koszów plastikowe butelki, będę je odkręcał, a potem zgniatał i mocno zakręcał.

Ludzie się dziwili, pytali: “Co ty, śmieciarz jesteś?” A ja, już nie pamiętam, czy miałem jakiś sen, czy obejrzałem dokument z Davidem Attenborough, w każdym razie coś mnie zainspirowało, żeby sobie to wszystko przeliczyć.

Myślałem tak: jedna zgnieciona butelka, to jedna biała foka w Kanadzie czy na Biegunie, którą uda się uratować. Potem zacząłem to jeszcze przeliczać na pieniądze. Robiłem research i sprawdzałem, ile kosztuje wysłanie ekipy, która by te foki ratowała, a ile kampania uświadamiająca ludzi, żeby nie kupowali futer.

Jak znaleźć na to pieniądze? Oszczędzając na wywozie śmieci: zgniecionych butelek zmieści się w koszu 10, a nie pięć. Oszczędzimy więc dwa razy więcej przestrzeni, czyli de facto, dwa razy więcej pieniędzy, które trzeba by było wydać na przyjazd śmieciarki. Z samej oszczędności benzyny wyszło mi, że da się tego typu inicjatywę sfinansować.

To było trochę dzikie z mojej strony i być może infantylne, ale po 20 latach okazuje się, że różne firmy właśnie do tego wracają: zaczynają przeliczać nasz wysiłek na bardzo konkretne liczby.

Wystarczy trochę wyobraźni: nie zakręcasz wody podczas mycia zębów? To jest to samo, jakbyś wziął do ręki piłę mechaniczną i ściął dwa drzewa w lesie równikowym.
Jak ludzie reagują na tak radykalne argumenty?

Spotykam się ze skrajnymi reakcjami. Bardzo łatwo natomiast rozmawia się z osobami, które mają dzieci. To jest coś niebywałego, jak zmienia się chemia w głowie, kiedy nagle przestajesz myśleć tylko o sobie. Kiedy widzisz wyliczenia naukowców i okazuje się, że twój syn, albo syn twojego syna, będzie miał przerąbane, to zaczynasz zdawać sobie sprawę, że odpowiedzialny za to będziesz ty sam: nie kolega, nie wujek, nie sąsiad tylko ty.

Dużo wysiłku kosztuje cię zaangażowanie ludzi w temat ekologii?

Staram się nie być figurantem, buzią, przyczepioną do jakiegoś problemu. Zdjęcie można wysłać zawsze, tylko później, kiedy będę robił z tobą wywiad i ty mnie konkretnie zapytasz, co miałem na myśli przystępując do danej kampanii, to wolałbym jednak mieć na ten temat coś do powiedzenia, przeżyć coś na własnej skórze.

Przy okazji jednego z programów byłem z Magdą Różczką w Ghanie. Chodziliśmy z tamtejszymi kobietami wodę: najpierw rano, 3,5 km w jedną stronę, z kanistrem po benzynie, który służył za zbiornik. Ta ilość wystarcza, żeby zrobić śniadanie i umyć dzieci. Przed obiadem trzeba pokonać ten sam dystans, przed kolacją - tak samo. Tak wygląda każdy dzień z, przeciętnie, 45-letniego życia tamtejszych kobiet.

Poznajesz ten świat i zdajesz sobie sprawę, że jeśli nie zaczniemy dbać o wodę to będziemy mieli dokładnie ten sam problem. Tylko że oni będą do tego przygotowani, a my nie. Nie damy sobie rady. Dostaniemy do ręki szwajcarski scyzoryk i jedyne, co będziemy umieli nim zrobić, to popełnić nim samobójstwo.
Przerażają cię takie scenariusze? Brak wody, góry śmieci czy brak zasobów naturalnych?

Na własne oczy widziałem spustoszenie, jakie wywołuje ścięcie jednego tysiącletniego drzewa.

Wyobraź sobie, że drzewo może rosnąć tyle, ile trwa nasz kraj. I nagle przychodzi ktoś, kto chce z tego drzewa zrobić sobie meble do jakiegoś ekskluzywnego sklepu w Paryżu czy Londynie. I może, bo ścięcie takiego tysiącletniego drzewa to koszt mniej więcej 6 dolarów.

Nikt nie wspomina o tym, że na przestrzeni stuleci wokół tego drzewa wykształciły się różne ekosystemy. Jego korona ma średnicę kilku metrów - jest parasolem ochronnym dla wszystkich roślin poniżej. Kiedy je zetniesz, te mniejsze drzewa nagle zostają same, gołe. Nie są na to przygotowane więc palą się w ostrym słońcu. I nagle wszystko wokół płonie lub schnie.

To drzewo przez wieki emitowało tlen - również dla nas. Ale my woleliśmy myśleć o sobie tu i teraz, nie zastanawiając się w ogóle, co będzie za kolejne 100 lat.

W Polsce mamy miejsca, w których drzewa mogą spokojnie rosnąć, mamy parki narodowe, tylko co z tego, skoro zamiast wszystkie śmieci zabrać ze sobą, wolimy je tam zostawić.

To jest coś, co powinno zostać napiętnowane. Musimy rozpocząć kampanię walki z chamstwem i brakiem wychowania. Dla mnie te rzeczy idą w parze: jeśli jesteś kulturalny, to jesteś dobry, uśmiechnięty, praktyczny, miły. Kiedy śmiecisz, zamieniasz się w potwora. To może być jeden papierek, ale jeśli zostawiasz ten jeden papierek, to znaczy, że robisz to z premedytacją, że nie myślisz. A jeśli myślisz i robisz to złośliwie, to jesteś szkodnikiem.

W 2005 roku pojechaliśmy z moją siostrą i przyjacielem do Stanów, zwiedziliśmy kilka parków narodowych. W Sequoia National Park zobaczyliśmy napisy, mówiące że za śmiecenie jest kara tysiąc dolarów. Pamiętam, że przeliczaliśmy to na złotówki i dziwiliśmy się, co to za bzdura: tyle kasy za papierek czy niedopałek? Tak! Bo tylko fakt, że kara jest wysoka i nieunikniona powoduje, że tamtejsze parki są czyściusieńkie.
Niezwykle czarny scenariusz. Naprawdę myślisz, że tylko kara potrafi nas skłonić do zmiany przyzwyczajeń?

Ludzkość chamieje. Może to nie będzie kolorowo wyglądało w artykule, ale dla mnie hejt, złośliwość, wyśmiewanie cudzych błędów, czy nieszczęść idą w parze z tym, że ktoś nagle bierze kalosz i wrzuca do pieca w domu, bo to co leci do atmosfery, to nie jego problem. Takie zachowanie ma proste konsekwencje: obciążamy gospodarkę, obciążamy służbę zdrowia, zatruwamy środowisko i samych siebie.

Masz w swoim otoczeniu ludzi, którzy starają się jednak dawać pozytywny przykład?

Tak. Dobrych przykładów widzę wiele, na przykład gdy jeżdżę z przedstawieniami. W tych naszych grupach są ludzie w różnym wieku. I nagle okazuje się, że każdy z nas ma coś ciekawego do powiedzenia w tym temacie. Jeden przyniesie wielorazową butelkę, którą można napełniać. Inny pokaże system, który pozwala taką wodę gazować. Sam mam takie urządzenie, więc plastikowych butelek już właściwie nie używam.

Inni znajomi chwalą się ciuchami z second-handów, jeszcze inni po przeprowadzce rezygnują z wanny, bo wystarczy im tylko prysznic. To jest matematyka: jedna wanna to dziesięć pryszniców, a czysty jesteś tak samo.

Oczywiście, nie jestem ekologicznym faszystą, więc raz na jakiś czas, po ciężkim treningu kładę się w wannie żeby mięśnie odpoczęły. I nic wielkiego się nie dzieje, pod warunkiem, że na co dzień włączy się myślenie.

My, wchodząc do lasu chyba częściej je wyłączamy, chociaż szacunek do ziemi, do przyrody wydaje się u nas w kraju sięgać dość głęboko.

Tu przychodzi mi na myśl przykład Wiktora Zborowskiego, który pomalutku, po cichutku, od lat wybierając się na spacer do parku czy do lasu, bierze ze sobą rękawiczki oraz torbę, do której zbiera śmieci. I to jest postawa obywatelska, coś wspaniałego.

Byłem ostatnio w Rowach nad morzem i obserwowałem ludzi, którzy w trakcie kilku dni urlopu tak desperacko chcą wypocząć, nachapać się, obkupić do cna, tragicznie przy okazji śmiecąc. Rzucają papierki po lodach, czy innych rzeczach, gdzie popadnie. Idąc za nimi brałem te papierki i wrzucałem do kosza.

Myślałem sobie wtedy, że z takim człowiekiem przy stole to bym się nie spotkał, nie znajdziemy wspólnego języka. Może powinienem im zwracać uwagę, ale wtedy ktoś może coś tylko odburknąć, powiedzieć, żebym pilnował swojego nosa… Czasem trzeba po prostu podjąć podwójny wysiłek: za siebie i za tą drugą osobę.

Lubię przykład Kalifornii: tam ludzie, zamiast samochodami, jeżdżą po wybrzeżu na rolkach, longboardach, deskach. Ubierają się głównie w lumpeksach. I żyje im się lepiej: są opaleni, szczęśliwi. Nad Wisłę oczywiście ciężko jest to przenieść jeden do jednego, ale też możemy się starać: poczuć, że wprowadzanie porządku wokół siebie jest fajne i miłe.
Posprzątamy i będzie nam się żyło lepiej?

Oczywiście. To działanie ma dwa aspekty. Pierwszy to taki, że fizycznie oczyścimy przestrzeń. Wyobraźmy sobie małego żuczka. Nagle przed takim zwierzątkiem staje plastikowy kubek. Żuczek wspina się po ściance, ale powiew wiatru sprawia, że kubek się przewraca, a żuczek znajduje się w pułapce. Następnie, przez parę dni gotuje się pod tym plastikiem, który nigdy się nie rozłoży. Podnosząc ten kubek o z ziemi, w wymiarze zero-jedynkowym, po prostu ratujemy świat.

Inny wymiar sprzątania, na przykład parków narodowych w ramach akcji #SkuteczniePosprzatane, jest taki, że robimy coś dla siebie. Budujemy społeczność ludzi działających w słusznej sprawie. Uświadamiamy sobie, że zrobiliśmy coś dobrego, że nasz dzień był zielony, że przyczyniliśmy się do tego, że świat stanie się odrobinę lepszy.

Który z parków biorących udział w głosowaniu sam posprzątałbyś najchętniej?

Nie ma go akurat na liście, ale najbliżej mi do Słowińskiego. Kiedy jeżdżę nad morze, w tamte okolice i idę w stronę Ustki moją ulubioną trasą, zawsze zbieram śmieci dookoła. Na szczęście nie ma ich dużo. Ludzie śmiecą jednak na plaży, której ja z kolei unikam.

Z dostępnych opcji wybrałbym Kampinos, bo to bliska ciału koszula. Lubię ten park. Latami byłem związany z jedną ze stadnin, które leżą na jego granicy, jeździłem tam konno po lesie. Wielokrotnie zdarzyło mi się, że galopujący koń nagle mi stawał dęba, bo przestraszył się celofanu albo plastikowej siatki czy błyszczącego w słońcu pozłotka z pudełka papierosów. Spadanie z konia nie należy do przyjemności. Dlatego wolałbym, żeby było tam czysto.

Artykuł powstał w ramach akcji #SkuteczniePosprzatane

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
Reserved 0 0Reserved pokazuje inną twarz lat 80. Wieczorowa kolekcja bierze z nich to, co najlepsze
Cinergia 0 0Reżyser “Pokoju” i aktor z “Matriksa” przyjadą do Łodzi. Rusza festiwal Cinergia
Skoda Polska 0 0Nowe auto nie musi być kupione za gotówkę. Można je mieć jak telefon na abonament
T-mobile 0 0Zachwyciła go postać epizodyczna. Raczek o kultowym już filmie
0 0Michalkiewicz ujawnił dane ofiary księdza. Pytamy, czy mu nie wstyd
0 0Robią coś, czego bał się rząd PiS. Czesi wprowadzają podatek, który tak drażni Amerykanów
0 0Edycja genów to rynek wart miliardy. Opiera się na metodzie podejrzanej u bakterii
O TYM SIĘ MÓWI 0 0Psy zagryzły kobietę w ciąży. Umarła w lesie, w którym trwało polowanie
0 0Dulkiewicz o kandydaturze Jaśkowiaka. Wymowna reakcja prezydent Gdańska
0 0Z domowym budżetem to by nie przeszło. Rząd zachowuje się jak nieodpowiedzialna gospodyni

MOTO

0 0Gdzieś już to widziałeś. Seat Tarraco to dobre… niemieckie auto – nie licz na hiszpański temperament
0 0Ten dziwoląg da się lubić. Nowy C-HR ma przekonać tych, którzy do tej pory mówili mu "nie"