– Ustawa o jawności lotów VIP-ów w praktyce da władzy nieograniczone możliwości ukrywania przed opinią publiczną wszystkiego – pisze w naTemat Eliza Michalik.
– Ustawa o jawności lotów VIP-ów w praktyce da władzy nieograniczone możliwości ukrywania przed opinią publiczną wszystkiego – pisze w naTemat Eliza Michalik. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Dziś, kiedy pod obrady sejmu trafiła ustawa autorstwa PiS pozwalająca na utajnianie lotów najważniejszych osób w państwie, chcę Państwu przypomnieć, że to właśnie jawność jest jedną z najważniejszych zasad i absolutnie niezbędnym fundamentem państwa prawa.

REKLAMA
Jawność to przecież nic innego, jak prawo obywateli do kontrolowania władzy i tylko temu służy. Chodzi o to, żeby ludzie wybierani na stanowiska w powszechnych wyborach czuli na sobie oddech wyborców i byli pewni, że jeśli zrobią jakiś przekręt, to szybko się wyda.
Działa to tak: im bardziej demokratyczne państwo, tym większe swobody obywatelskie i prawo obywateli do kontrolowania władzy, a im demokracji mniej, tym więcej rzeczy, które robi władza zaczyna być tajnych.
Słowa „tajność” i „kontrola” są tutaj kluczowe, bo temu właśnie, zawsze i bez wyjątku służy utajnianie: wyjęciu czegoś spod możliwości weryfikacji i sprawdzenia, a w efekcie umożliwienie politykom nadużywania władzy.
Więc jeśli przyjąć (a tak dokładnie jest) że jawność to bardzo czuły i precyzyjny wskaźnik stanu, w jakim znajduje się państwo, to z Polską jest już naprawdę źle.
W głosowanej dziś w Sejmie pisowskiej ustawie o lotach najważniejszych osób w państwie zawarto dla niepoznaki kilka niepotrzebnych przepisów (niepotrzebnych, bo już obowiązują), jak zakaz latania dla premiera czy marszałków Sejmu i Senatu poza oficjalnymi misjami i zakaz zabierania najbliższych członków rodziny, jeśli ich obecność nie jest niezbędna do wykonania misji dyplomatycznej.
Nowości to wprowadzenie limitu lotów i przekazanie kontroli nad nimi w ręce Kancelarii Premiera – choć jak kancelaria się z tego obowiązku wywiązuje nie będziemy mieli okazji sprawdzić, bo równocześnie ustawa wprowadza możliwość utajnienia lotów "ze względu na ważny interes państwa lub bezpieczeństwo osoby", a wnioskować o utajnienie może minister obrony, szefowie Kancelarii Sejmu i Senatu i szef KPRM.
A ponieważ ustawa nie precyzuje, kiedy będzie można lot utajnić, w praktyce da to władzy nieograniczone możliwości ukrywania przed opinią publiczną wszystkiego, co dla niej niewygodne, z własnymi nadużyciami na czele.
Wniosek jest jeden: po aferze z Markiem Kuchcińskim PiS robi wszystko, żeby na przyszłość być wyjętym spod jakiejkolwiek kontroli.
Tajność jest w ogóle znakiem firmowym PiS, co także powinno wyborcom dawać do myślenia. Od kiedy ta partia objęła rządy, rośnie obszar rzeczy i instytucji do których opinii publicznej celowo utrudnia się dostęp. Są ministerstwa, na przykład MON, ale dotyczy to niemal każdego w tym rządzie, z których nie sposób wydobyć żadnych informacji, mimo że ustawa o dostępie do informacji publicznej nakazuje ich udzielania.
Sejm stał się strefą chronioną przed dziennikarzami, którzy praktycznie nie mogą już pracować, jeśli weźmiemy pod uwagę, że do ich obowiązków należy patrzenie politykom na ręce. Dofinansowywanie milionami ze spółek skarbu państwa upadające prawicowe pisemka (Dlaczego, skoro niemal nikt ich nie czyta? Tego się też nie dowiedzieliśmy) też służy zmniejszeniu jawności: bo przecież pisma te, które bez rządu by upadły, nie będą go krytykować i wyciągać jego brudów.
I tak, krok po kroku, nie tylko metaforycznie, ale całkiem dosłownie, Polska pogrąża się w ciemnościach.