
Barack Obama wyolbrzymia swoją medialną popularność? Wszystko na to wskazuje. 70 proc. jego "followerów" na Twitterze to duchy. Sprytny trick by zamydlić wszystkim oczy? Fałszywa aktywność w internecie to rosnący biznes.
REKLAMA
Fałszywe "lajki", "followerzy" czy wyświetlenia na YouTube to prężny biznes. Są firmy, które zajmują się tylko tym. Za odpowiednie wynagrodzenie nasze posty i konta zyskają setki nowych wielbicieli. Duże zainteresowanie na portalu społecznościowym jest kluczem do dobrego medialnego wizerunku, dlatego taka oferta adresowana jest głównie do polityków, celebrytów i korporacji.
Firma Pew Research opublikowała analizę internetowej popularności i aktywności obu kandydatów na stanowisko prezydenta USA. Z analizy wynika, że Obama dosłownie zdeklasował Romneya, jeśli chodzi o popularność na Twitterze, z oszałamiającym wynikiem 19 milionów śledzących. Republikanin mógł pochwalić się tylko 787 tysiącami "followerów".
"New York Times" zdaje się demaskować te rewelacje. Nowojorskie medium ujawnia, że większość z 19 milionów obserwujących Baracka Obamę na Twitterze to sztuczne konta. Co oznacza, że na tym portalu społecznościowym popularność obecnego prezydenta jest znacznie mniejsza, niż się powszechnie sądzi. Dziennikarze "NYT" posłużyli się programem komputerowym "Fake Follower Check" autorstwa firmy StatusPeople, który został stworzony w odpowiedzi właśnie na rosnącą skalę zjawiska kupowania fałszywej aktywności w internecie.
Zadaniem tego programu jest weryfikowanie "lajków" czy "followerów" i ujawnianie, które z nich są fałszywe. Dziennikarze sprawdzili, czy właściciel danego konta przejawia w sieci jakąś indywidualną aktywność. Jeśli jedyne co robi, to "lajki", uznany zostaje za fałszywkę. "Lajki" miał też nabywać sztab Mitta Romneya, którego twitterowe konto zanotowało nagły skok obserwujących. Sztaby obu kandydatów stanowczo zaprzeczają, że takie transakcje zostały zawarte.
Zobacz też: "Obama that I used to know". Internet, dawny sprzymierzeniec prezydenta USA, zwraca się przeciw niemu?
Ile kosztuje taki skok popularności na portalach społecznościowych? Niewiele. 250 tysięcy fałszywych kont na naszych profilach to wydatek rzędu 2500 dolarów. Robi to wiele amerykańskich firm, które otwarcie się do tego przyznają. Mówią, że co prawda jest to wbrew zasadom Twittera, lecz całkowicie legalne. Szefostwu portalu niezbyt się to podoba, dlatego pozywają spamerów. Zdaje się jednak, że nikt za bardzo się tym nie przejmuje. Świadczy o tym przypadek Lady Gagi, którą obserwuje 29 milionów ludzi. Okazuje się, że aż 71 proc. z nich to duchy.
Źródło: "New York Times"