
Trzeba przyznać, że Boris Johnson nie ma dobrego PR-u ani w Wielkiej Brytanii, ani w Unii Europejskiej. Przykładem na to była ostatnia sytuacja z Luksemburga ze spotkania brytyjskiego premiera z jego luksemburskim odpowiednikiem Xavierem Bettlerem ws. brexitu. Obaj mieli wystąpić też na wspólnej konferencji prasowej, ale do tego nie doszło, bo Johnson przestraszył się okrzyków i gwizdów protestujących przeciwko niemu Luksemburczyków.
REKLAMA
Prawdziwy komitet powitalny pojawił się w Luksemburgu na miejscu, gdzie premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson i jego luksemburski odpowiednik Xavier Bettler mieli podsumować rozmowy dotyczące nowej umowy brexitowej, do zawarcia której de facto nie doszło.
Jednak Johnson nie pojawił się na podium obok Luksemburczyka. W ostatniej chwili zrezygnował z konferencji, ponieważ przestraszył się gwizdów i okrzyków demonstrantów, którym nie podobały się plany brytyjskiego premiera, który dąży do "rozwodu" z UE nawet bez umowy.
Brytyjczyk bał się zapewne złego PR-u, bo jego przemówienie w tle skierowanych pod jego adresem gwizdów i okrzyków, nie wyglądałoby za dobrze. Wystarczy, że Johnson musi zmagać się ze złą famą w Wielkiej Brytanii. Premier ponosi klęskę za klęską w forsowanym przez niego planie wyjścia z UE do 31 października.
źródło: "The Guardian"
