
Beata Szydło zdecydowanie zareagowała po tekście "Super Expressu" o tym, jakoby jej kierowca doprowadził do kolejnej kolizji, tym razem w Starowej Górze w województwie łódzkim. Była premier napisała o bezczelnej manipulacji w tweecie.
REKLAMA
"'Super Express' używa mojego nazwiska w tytule i treści tekstu o wypadku funkcjonariusza SOP, który nigdy nie był moim kierowcą. To bezczelna manipulacja, którą w dodatku powielają inne media. Oczekuję, że SOP wyda oświadczenie w tej sprawie" – napisała była premier w tweecie.
W sobotę bus z funkcjonariuszami SOP uderzył w samochód osobowy w Starowej Górze w województwie łódzkim. Według informacji "Super Expressu", za kierownicą siedział kierowca Beaty Szydło, który na swoim koncie ma już inne stłuczki.
Jak podał tabloid, o Marcinie W. było już głośno w 2018 r., gdy spowodował wypadek w Imielinie w województwie śląskim. Wówczas jechał w kolumnie ówczesnej wicepremier jako kierowca audi Q7, którym uderzył w pancerne bmw z Beatą Szydło na pokładzie. Wszystko skończyło się karambolem i zderzeniem z cywilnym peugeotem. W następstwie kolizji Tomasz Miłkowski stracił posadę szefa SOP.
Miłkowski informował, że Marcin W. został zatrudniony w SOP w 2016 r. Wcześniej przez pięć lat był kierowcą zawodowym. Jak się jednak okazało, rzeczywiście wcześniej jeździł po kraju, ale jako... kurier. A po słynnej stłuczce z Beatą Szydło nie poniósł żadnych konsekwencji.
Według informacji "SE", siedział za kierownicą, gdy doszło do sobotniej stłuczki w Starowej Górze. – Dotychczas nie poniósł prawie żadnych konsekwencji, a mógłby zabić pięć osób – powiedział rozmówca gazety. Po incydencie z Szydło trafił do zespołu zabezpieczającego wizyty ochranianych osób.
