
Wszyscy lubimy oglądać filmy akcji i kibicować dobrym gliniarzom, którzy wnikają do mafii i udają gangsterów, żeby rozwalić ją od środka. Wyobraźmy więc sobie, co mogłoby się zdarzyć, gdyby się kiedyś okazało, że w polskiej polityce jest odwrotnie: że regularni gangsterzy czy też jak kto woli, ludzie o kryminalnej przeszłości, przenikają do struktur rządu i władzy, żeby pod przykryciem immunitetu robić podejrzane interesy i rozwalać państwo, prawo i porządek od środka.
Taka operacja miałaby z punktu widzenia świata przestępczego głęboki sens, bo typ spod ciemnej gwiazdy, który wybieliwszy się najpierw dzięki PR-owym sztuczkom, dostałby bardzo ważną państwową posadę, mógłby piastując ją nie tylko szkodzić państwu, ale przede wszystkim skutecznie umożliwiać i kryć złodziejstwa swoje i innych.
Warto rozumieć ten mechanizm i uświadomić sobie, że przenikanie kryminalistów do struktur władzy odbywa się zawsze po to, żeby skorumpować i zdegenerować ją trwale i systemowo z pożytkiem dla wszelkiego rodzaju zorganizowanych grup przestępczych, półświatka, a może i mafii, którym żadne prawo, procedury, przepisy i urzędnicy nie byłyby już w stanie przeszkodzić.
Oczywiście piszę to wszystko sobie a muzom i czysto teoretycznie, bo Polska to akurat kraj bardzo porządny, w którym takie rzeczy nie mają miejsca, jako że nad przestrzeganiem prawa czuwają dwa superresorty – sprawiedliwości i spraw wewnętrznych.
Ale właśnie dlatego, że przodujemy w Europie pod względem praworządności i jesteśmy przedmiotem debat w PE i TS wyłącznie pod kątem wspaniałości naszego systemu prawnego, którego nam wszyscy zazdroszczą, warto zacząć zawczasu zastanawiać się, co mogłoby się wydarzyć, gdyby rządząca partia (pozostająca przecież, czego dowody mamy codziennie, poza kontrolą służb i prawa) nie była tak krystalicznie uczciwa!
Bo mogłyby, drodzy moi Czytelnicy, wydarzyć się rzeczy przerażające. Na przykład (i jest to tak straszne, że pisząc mam gęsią skórkę, choć to przecież fikcja) szefem Najwyższej Izby Kontroli mógłby zostać człowiek utrzymujący kontakty z półświatkiem, a może i gangsterami, który korzystając z immunitetu i pełnionych wcześniej funkcji dokonywałby nadużyć podatkowych, kłamał w oświadczeniach majątkowych, wynajmował swoją kamienicę właścicielom jaskini nierządu i był na "ty" z przestępcami.
Pomyślcie tylko Państwo, że nie moglibyśmy wtedy dać wiary żadnemu raportowi NIK, niezwykle dotąd szacownej i wiarygodnej instytucji, bo zawsze mielibyśmy z tyłu głowy, że być może jest nierzetelny, że może zepsuty do szpiku kości szef NIK ukrywa przestępstwa innych ludzi władzy lub półświatka, żeby czerpać z nich korzyść, a przy okazji zbierać haki na swoich konkurentów.
Jest to wyobrażenie tak straszne, że tylko wiedza, o jego kompletnej nieprawdziwości pozwala mi je wyrazić głośno i wyłącznie ku przestrodze: byśmy wszyscy każdego dnia przypominali sobie, jak to dobrze żyć w kraju rządzonym przez jedną wszechwładną, pozostającą poza jakąkolwiek kontrolą (oprócz medialnej) superpartię, która jednak, mimo wyżej wymienionych wad, do czegoś tak przerażającego nigdy by nie dopuściła.