
Debiutancka książka "Kontakt. Polskie specsłużby w Afganistanie" ściągnęła do jego mieszkania oraz współpracującego z nim Wydawnictwa Bellona funkcjonariuszy Żandarmerii Wojskowej z nakazem przeszukania. Prokuratura żądała zaś wydania wszelkich materiałów z pracy nad ów publikacją. Autor nie złożył jednak broni. Tym razem zdradza kulisy działania służb w "Hajlajf".
Reklamowana hasłem "Czysta prawda o brudnej służbie" powieść to kolejny popis twórczości byłego oficera Wojskowych Służb Informacyjnych (WSI), a następnie Służby Kontrwywiadu Wojskowego (SKW), ukrywającego swoją tożsamość za pseudonimem Kafir. Tak też podpisał swoją pierwszą skandalizującą książkę o polskich specsłużbach w Afganistanie.

Hermetyczny i pełen niebezpieczeństw świat, w którym na co dzień obracają się agenci i ich informatorzy, "Hajlajf" przedstawia oczami Radosława Sztylca, młodego oficera Wojska Polskiego, który dostaje szanse zrobienia kariery w jednostce kontrwywiadu WSI. Bohater trafia pod skrzydła tej polskiej służby, która owiana złą sławą została rozwiązana w 2006 roku.
W nowej pracy oficer wojskowych służb specjalnych musi nie tylko grać w kotka i myszkę z innymi agentami po obu stronach Oceanu Atlantyckiego, czy użerać się z wojskowym "betonem" i dwulicowymi "kolegami" z Firmy. Przyjdzie mu również wrócić do nierozwiązanej w przeszłości zbrodni, której sprawca ma mieć dostęp do tajemnic PRL-owskich służb.
Kafir, Łukasz Maziewski
Fragment książki "Hajlajf", Wydawnictwo Bellona
"Hajlajfu", książki zrodzonej ze współpracy Kafira i dziennikarza Łukasza Maziewskiego, nie sposób łatwo zaszufladkować gatunkowo. Powieści najbliżej oczywiście do historii szpiegowskich, w których intrygi mnożą się w tempie iście ekspresowym, a twardzi, głównie męscy bohaterowie prześcigają się w tym, kto kogo ogra i czyje będzie na wierzchu.
W swojej najnowszej książce były funkcjonariusz służb wojskowych sięga po motywy znane z najkrwawszych kryminałów. W pierwszym rozdziale powieści (czasy, gdy Sztylc służy jeszcze jako żołnierz batalionu rozpoznawczego na poligonie w Orzyszu) serwuje bestialski mord, by później pociągnąć ten wątek, zmieniając go w pościg za sadystycznym seryjnym zabójcą.

Pikanterii misji zdemaskowania psychopaty w mundurze dodaje międzynarodowe tło sprawy. Tajniacy z Polski muszą nie tylko przerwać pasmo zbrodni, ale także przejąć będące w posiadaniu rodziny podejrzanego teczki z kwitami i hakami na tajnych współpracowników, zanim łapę położą na nich zainteresowane tym łakomym kąskiem światowe agencje, w tym CIA.
Kafir, Łukasz Maziewski
Fragment książki "Hajlajf", Wydawnictwo Bellona
Nie ma co się oszukiwać – "Hajlajf" to nie jest lektura dla grzecznych chłopców. Postacie klną jak szewc, nie wylewają za kołnierz (delikatnie mówiąc, choć do Białorusinów jeszcze trochę im brakuje) i mają swoje za uszami, choć nie można powiedzieć o nich, że są bandą zdemoralizowanych trepów, którzy nie kierują się w życiu żadnymi wartościami.
Jak tłumaczy Kafir, swoją wymyśloną, ale też przeplataną faktami fabułą chciał uzmysłowić czytelnikom, że "w WSI służyli tacy ludzie, jak w całej armii – dobrzy, źli, lepsi i gorsi, ale na pewno nie głupi". Anonimowy autor nie wybiela zatem zlikwidowanej wojskowej służby, ale też nie odmawia jej skuteczności, pokazując, że jej czarny obraz to zbyt duże uproszczenie.
Kafir, Łukasz Maziewski
Fragment książki "Hajlajf", Wydawnictwo Bellona
Co ciekawe, z finału najnowszej książki Kafira wynika, że autor niczym w dobrym filmie sensacyjnym zostawił sobie furtkę na ciąg dalszy. Pytania, czy zdecyduje się na kontynuację losów Sztylca i czy tym razem nie zdradził jakieś narażającej go na wizytę żandarmów ściśle tajnej informacji, pozostają na razie otwarte. Czas pokaże, bo "Hajlajf" jest już w księgarniach.