Dlaczego najlepsi maratończycy są z Afryki? Biegowy fenomen niezwykłego ludu z Kenii

Sportowcy z kenijskiego ludu Kalendżin są od lat mistrzami w biegach długodystansowych
Sportowcy z kenijskiego ludu Kalendżin są od lat mistrzami w biegach długodystansowych Screen z YouTube: "Born To Run: The Kenyan Secrets" / The Runner
Na długich dystansach nie masz statystycznie żadnych szans z Afrykaninem - takie są fakty, które spędzają sen z powiek trenerów i ekspertów z reszty świata, a rasistom dają pretekst do żartów. I mało tego - najwięcej mistrzów maratonu pochodzi z maleńkiego ludu w Kenii. Dlaczego?


Każdy maratończyk-amator, który dystans 42 km przebiega z trudem w około 4 godziny, z pewnością przecierał oczy ze zdumienia po ostatnim wyczynie Eliuda Kipchoge. 35-letni Kenijczyk przełamał "magiczną" barierę dwóch godzin jako pierwszy człowiek w historii. 12 października w Wiedniu ustanowił nowy nieoficjalny rekord świata wynoszący dokładnie 1:59.40,2.

Tymczasem pierwszy oficjalny rekord pochodzi z 1908 roku, wynosi 2:55:18.4 i należy do Amerykanina Johnny'ego Hayesa. Tak więc sto lat temu nawet najlepsi sportowcy na Ziemi przebiegali maraton o godzinę dłużej niż współcześni mistrzowie. Kenia dominuje w rankingach
Kenia stała się ojczyzną najszybszych biegaczy długodystansowych. W ostatnich latach reprezentanci tego nieco liczebniejszego od Polski kraju (w tym roku szacuje się, że populacja wynosi niespełna 50 mln), nieprawdopodobnie często wchodzili na najwyższe stopnie podium na igrzyskach i mistrzostwach - od biegu na 800 metrów po maraton.

Przykład? Najstarszy nowożytny maraton w Bostonie. Od 1988 do 2019 roku aż 22 na 32 zwycięzców urodziło się w Kenii, a niektórzy bronili tytułu kilka lat z rzędu jak Robert Kipkoech Cheruiyot i Cosmas Ndeti. Kilku też pochodzi z sąsiadującej z nią Etiopii.

Wystarczy rzucić okiem na wyniki. "Zauważysz, że mniej więcej 70-80 proc. zwycięzców od końcówki lat 80., kiedy poziom technologii i odżywiania Wschodniej Afryki zaczął doganiać Zachód, pochodzi z Kenii" - czytamy w artykule serwisu "The Atlantic".


U sportsmenek rankingi prezentują się podobnie, ale rzecz jasna, w zależności od dystansu, kobiety są wolniejsze od kilkunastu sekund do kilkudziesięciu minut od mężczyzn. Nie sposób jednak nie zauważyć flagi Kenii na poniższej, choć zawodniczki z tego kraju zaczęły startować nieco później (to kwestia dyskryminacji i przymusu zamążpójścia dla dziewczynek, który został częściowo zniesiony w latach 90.).
Coś tu jednak i tak nie gra. Przecież biegacze z innych krajów korzystają z tych samych lub podobnych zdobyczy techniki (chociażby... buty), czy odkryć i postępu nauki (dotyczących diety, technik biegania, metabolizmu, wydajności płuc, mięśni itd.). Jakim cudem zatem Europejczycy nie mogą dogonić Kenijczyków? Przecież wszyscy należymy do tego samego gatunku, który notabene pochodzi z Afryki.

Zagadka staje się odrobinę prostsza, jeśli przyjrzymy się skąd dokładnie pochodzi najwięcej mistrzów (w tym również Eliud Kipchoge). W 2011 roku wśród 100 najlepszych biegaczy maratońskich 60 było z Kenii i prawie wszyscy należeli do ludu Kalendżin (teraz już wiecie skąd pochodzi nazwa popularnej marki odzieży sportowej). Plemię to stanowi zaledwie 0,0006% populacji globu - szacuje się, że w Kenii żyje niecałe 6 milionów Kalendżin. Na czym polega ich fenomen?Kalendżin - lud maratończyków
Wyjaśnienia tego stanu rzeczy są przeróżne - jedne opierają się na środowisku, drugie na genach, a jeszcze inne na stereotypach dotyczących biedy i zacofania. W książce "Dogonić Kenijczyków" Adharanand Finn wyjaśnia, że Kenijczycy wszędzie biegają: do szkoły, za autobusem, do sklepu w innej wiosce.

"To dla nich tak naturalne jak dla nas zatrzymanie się na czerwonym świetle. Samo bieganie i możliwość wygrania nagrody w jakiś zawodach (nie mówiąc o wyjeździe do Europy czy USA) stanowi po prostu gigantyczna okazję na poprawę życia nie tylko swojego, ale także swojej rodziny. Więc biegają. A jak się uda wygrać pieniądze, to pierwszą rzeczą jaką należy uczynić to zakup krowy – bo to ilość krów, a nie medal, stanowi o lokalnym statusie społecznym" – czytamy w recenzji książki na stronie BiegamBoLubię.

Nadludzkie zdolności Kalendżin są też tłumaczone innymi uwarunkowaniami niż społeczno-gospodarcze. W 2000 roku przeprowadzono też wielomiesięczne, kontrowersyjne badania dowodzące przewagi kenijskiego plemienia nad Duńczykami.

Jedną z zaskakujących obserwacji była wyraźna różnica w tętnie - u Kalendżin jest bardzo niskie nawet na długich dystansach. Powiązano to z otoczeniem - lud żyje na płaskowyżu na wysokości 2130 metrów nad poziomem morza. Ich ciała produkują więcej czerwonych krwinek do transportu tlenu po organizmie. Dlatego na "normalnych" wysokościach są bardziej wydajni.

Naukowcy zwrócili też uwagę na ich "ptasie nogi". "Odkryto, że najlepsi biegacze z plemienia Kalendżin, podobnie jak nietrenowani chłopcy z tego plemienia, mają znacznie lepszą ekonomikę biegu niż Duńczycy. Przyczyną są prawdopodobnie smuklejsze nogi Kenijczyków, które zużywają w czasie biegu mniej energii" – czytamy w książce "Bieganie bez wysiłku" autorstwa Danny Dreyera i Katherine Dreyera.
"Bieganie bez wysiłku"
Danny Dreyer, Katherine Dreyer

Badacze mieli rację - Kalendżin zużywają stosunkowo mniej energii, ale nie dlatego, że ich nogi są szczuplejsze. Jest dokładnie odwrotnie: nogi są szczupłe dzięki doskonałej ekonomii biegu. Kalendżin są tak wydajni, że nie potrzebują dużych mięśni.

Bengt Saltin z Duńskiego Instytutu Nauk Sportowych (Danish Sports Science Institute) stwierdził, że Kalendżin mają przewagę genetyczną nad innymi lekkoatletami. Potwierdził to Mike Boit, medalista olimpijski z Kenii z 1972 roku. Jego rodak, dwukrotny medalista olimpijski Kip Keino, nazwał to badanie rasistowskim i uznał, że "na tym świecie nic nie osiągniesz bez ciężkiej pracy".
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
Reserved 0 0Reserved pokazuje inną twarz lat 80. Wieczorowa kolekcja bierze z nich to, co najlepsze
Cinergia 0 0Reżyser “Pokoju” i aktor z “Matriksa” przyjadą do Łodzi. Rusza festiwal Cinergia
Skoda Polska 0 0Nowe auto nie musi być kupione za gotówkę. Można je mieć jak telefon na abonament
T-mobile 0 0Zachwyciła go postać epizodyczna. Raczek o kultowym już filmie
0 0Edycja genów to rynek wart miliardy. Opiera się na metodzie podejrzanej u bakterii
0 0Tu będą chciały rodzić wszystkie kobiety. Szpital w Polsce jak dom
0 0Michalkiewicz ujawnił dane ofiary księdza. Pytamy, czy mu nie wstyd
0 0Robią coś, czego bał się rząd PiS. Czesi wprowadzają podatek, który tak drażni Amerykanów
0 0Dulkiewicz o kandydaturze Jaśkowiaka. Wymowna reakcja prezydent Gdańska
0 0Z domowym budżetem to by nie przeszło. Rząd zachowuje się jak nieodpowiedzialna gospodyni

MOTO

0 0Gdzieś już to widziałeś. Seat Tarraco to dobre… niemieckie auto – nie licz na hiszpański temperament
0 0Ten dziwoląg da się lubić. Nowy C-HR ma przekonać tych, którzy do tej pory mówili mu "nie"