Mierzy 122 cm i znacie ją z "Mam talent". Mówi, czemu w polskich serialach nie ma niskorosłych

"Czarnoskórzy mają swoje słowo na 'n', przez które można dostać wpie*dol. Ja mam słowo na 'k', tylko że mnie się nikt nie boi"
"Czarnoskórzy mają swoje słowo na 'n', przez które można dostać wpie*dol. Ja mam słowo na 'k', tylko że mnie się nikt nie boi" Facebook.com
– Mój wygląd jest spowodowany mutacją genetyczną, ale nie jestem osobnym gatunkiem człowieka. Mam tylko rzadką cechę wyglądu, którą ktoś bez powodu uznał za gorszą – opowiada mierząca 122 centymetry i wychodząca na dźwięk słowa "karzeł" z pokoju Ola Petrus. Komiczka i autorka facebookowego posta, który za serca i żołądki złapał tysiące Polek i Polaków.


"Pierwszy raz to powiedziałam"
Najpierw zobaczyła okładkę wrześniowego wydania Vogue'a. Wyjątkowego z wielu powodów – dla niej najważniejszy był jednak ten, że na jednej z okładek pojawiła się mierząca 104 centymetry Sinead Burke.

"Niepozorna. A jednak tak wyrazista. Sinead Burke. Aktywistka, pisarka, projektantka, adwokatka osób którym świat ogranicza głos. Kobieta niskorosła. Taka jak ja. Taka.
Jak. Ja. Wiecie ile razy w życiu to powiedziałam? Nigdy. To jest pierwszy raz. To jest pierwsza kobieta. Na okładce Vogue. Taka jak ja" – napisała Ola.
Mimo że zdrowy rozsądek sugeruje, że pieniędzy nie wydaje się z litości, Oli – podobnie jak figurującej na okładce Vogue'a Sinead – zarzucano, że to właśnie "z litości" osiągnęła komercyjny sukces. Sugerowano, że za jej osiągnięcia odpowiada poprawność polityczna, która sznuruje niezadowolonym usta. Sęk w tym, że sale podczas jej występów są pełne.


Zdaniem komiczki wypluwane w jej stronę zarzuty nie są personalne, pojawiają się bowiem zawsze, kiedy ktoś poszerza możliwe w sferze publicznej spektrum wyglądu. To bunt w imię zachowania statusu quo.

Dziś już potrafimy rozmawiać o różnorodności, a wpisy takie jak twój, budzą pozytywne reakcje.

Coś się zmienia. Ale wskaż mi powód, dla którego postać osoby niskorosłej nie mogłaby się pojawić np. w "Na Wspólnej"? Nie w wątku związanym tylko z jej wyglądem, ale jako zupełnie zwyczajna postać z takimi samymi problemami jak inni. Seriale tłumaczą ludziom świat, pokazuje się w nich całe spektrum problemów: od aborcji, przez dopalacze, aż po zmianę płci.


Osób, które różnią się wyglądem, nie ma zbyt wiele w mediach, a jest bardzo dużo na świecie rzeczywistym. Moja przypadłość nie jest rzadka. Pojawia się u jednej na 26 tysięcy osób, spośród których większość izoluje się od otoczenia. Nie wychodzą do ludzi właśnie dlatego, że ludzie nie są "przyzwyczajeni" do ich wyglądu. Dlatego nie żyją normalnie, bo uważają, że nie mają wyboru. Ja myślę inaczej, dlatego wielokrotnie podpadłam temu środowisku.

"W jej oczach bycie taką osobą jak ja to koniec świata"

Nie masz znajomych z achondroplazją?


Tylko raz poszłam na spotkanie osób niskorosłych. Poznałam na nim dziewczynę, która właśnie urodziła córkę – nie tylko niskorosłą, ale też czarnoskórą. Strasznie płakała, bała się podwójnego ostracyzmu. Starszyna całego zgrupowania miała dla niej tylko jedną radę – ze względu na nieczułość świata trzeba trzymać się razem. Wyszłam stamtąd z hukiem, bo uświadomiłam sobie, że oni sami siebie spychają na margines. Najgorszemu wrogowi nie życzyłabym dołączenia do tego grona.

Po tym spotkaniu jeden z obecnych tam chłopaków zaczął do mnie pisać, nachalnie namawiać na randkę. Zaproponował mi nawet spędzenie razem Sylwestra, mimo że widziałam go tylko raz. Zasugerował, że musimy trzymać się razem, bo jesteśmy "tego samego typu". Zabolało mnie to, bo ten człowiek był przekonany, że nikt wysoki nie będzie mną zainteresowany. A było dokładnie odwrotnie.

Pewnie miał takie przekonanie wdrukowane przez rodziców, którzy bojąc się o jego przyszłość, usiłowali go jakoś nakierunkować.

Rodzice to w tej społeczności spory problem. Kiedyś przeczytałam post przyszłej matki, która dowiedziała się, że jej dziecko będzie miało achondroplazję. Napisała, że "świat się jej zawalił". Poczułam się, jakbym dostała siekierą między oczy. Bo siłą rzeczy w jej rozumieniu bycie taką osobą jak ja to jest koniec świata.

Inna pani w sieci pytała, "czy może puszczać 11-letniego niskorosłego syna samego tramwajem, bo ona widzi jak ludzie na niego patrzą i reagują". Cóż, jeśli mama będzie za nim szła i mówiła "patrzą się na ciebie", to dzieciak, który do tej pory mógł kompletnie ignorować to, jak otoczenie na niego reaguje, nagle zobaczy w oczach własnej matki, że coś jest z nim nie tak. I to dopiero go uderzy.
Twoi rodzice nie przekazali ci lęku?

Nigdy nie wyrażali obawy, że nie dam sobie rady. Chodziłam na tańce, kursy komputerowe, karate. Radziłam sobie, nie bałam się wychodzić do ludzi i teraz domyślnie oczekuję akceptacji. Nie biorę pod uwagę, że komuś mogę nie pasować tylko dlatego, że jestem niska. Uważam, że uciekanie od "podłego świata, który nas nie rozumie" działa jak samospełniająca się przepowiednia.

Realne problemy osób niskorosłych – dosięganie, obsługa samochodu i innych sprzętów – można dostosować do ich potrzeb. Są jednak czynniki psychologiczne: trudno przełamać brak akceptacji ciała i lęk przed funkcjonowaniem w społeczeństwie, albo np. dyskwalifikacją z pracy ze względu na wygląd.

Domyślne oczekiwanie akceptacji nie załatwi problemów, które społeczeństwo może z tobą mieć wbrew twojej woli.

To prawda, dlatego np. w kontaktach zawodowych warto wyprzedzać fakty. Na "dzień dobry" rozwiewać wątpliwości potencjalnego pracodawcy, o których może bać się wspominać, by nie popełnić gafy. Obecny kodeks pracy oferuje szereg udogodnień, które wspomagają i firmę i pracownika. Warto je znać, aby pokazać, że nawet w sytuacji wymagającej dostosowań nadal jest się najlepszym kandydatem.

Oczywiście nie można popadać w skrajności i oczekiwać, że cała firma przystosuje się do jednej osoby. Pamiętam rozmowę z niskorosłą dziewczyną, która chciała pracować na kasie w McDonaldzie. Nie dostała tej pracy, ale trudno się dziwić – oczekiwanie od pracodawcy, że na stanowisku dostępnym dla większości młodych ludzi dostosuje kasę do jej potrzeb, jest absurdalne i niebezpieczne. Umieszczenie podestu na przejściu w takim miejscu może doprowadzić do wypadków.

Co innego od strony klienta. W miejscach obsługi człowieka powinna być przynajmniej jedna lada niższa. Nie tylko dla nas, ale również dla ludzi na wózkach inwalidzkich, dzieci. Ta perspektywa widzenia nie należy jedynie do achondroplazjaków!

Cała reszta blokad siedzi w głowach. Nie tylko społeczeństwa, ale przede wszystkim osób niskorosłych. Dlatego reprezentacja w mediach jest tak ważna.

Miejmy to z głowy i wyjaśnijmy zwolennikom teorii o niepotrzebnej "politycznej poprawności", skąd ta potrzeba bycia reprezentowanym. Ktoś powie na pewno, że blondynka nie musi wzorować się na drugiej blondynce.

Wytłumaczę na przykładzie kiecki od Prady. Każdy może o niej marzyć, ale teoretycznie nie każdy może sobie na nią pozwolić. Sęk w tym, że kwestia finansowa jest do przeskoczenia – pytanie, czy się opłaca i ile to potrwa. A dla mnie taki strój jest nieosiągalny, bo i tak będę musiała tę sukienkę obciąć w połowie, więc straci fason. To już nie będzie to samo. Jeśli więc zaglądam do Vogue'a i widzę, że Sinead Burke ma dopasowany płaszczyk od Burberry, że jest taka sama jak ja, że to nie jest problem... to jest to cudowne uczucie.

W moim przypadku chodzi także o wzorce zachowania. Kiedy dwa lata temu w amerykańskiej edycji "Tańca z Gwiazdami" pojawiła się dziewczyna niskorosła, zobaczyłam, że mogę tańczyć z chłopakiem i on nie musi klękać! Byłam szczęśliwa, że kiedy będę się hajtać, to już będę wiedziała, na jakim pierwszym tańcu mogę się wzorować.

Ci, którzy wzorców mają bez liku, usilnie chcą utrzymać status quo.

Teraz każdy wybór odbiegający od norm społecznych jest traktowany jako siłowe narzucanie różnorodności i poprawności politycznej, bez zwracania uwagi na intencje.

Pierwsze dwa przykłady z brzegu: atakowano wybór Meghan Markle na gościnną redaktorkę naczelną wrześniowego numeru Vogue'a. Uznano, że otrzymała taką funkcję tylko przez wzgląd na koneksje z rodziną królewską. Nikt się nie zastanawiał czy faktycznie miała ku temu predyspozycje. Jej pomysł na okładkę z kobietami zmieniającymi świat komentowano jako uderzenie pod publiczkę.

Atakowano też czarnoskórą Hermionę w sztuce teatralnej o Harrym Potterze. J.K Rowling zamknęła krytykom usta – poprosiła ich o wskazanie choćby jednego zdania z książki, które mówiłoby o tym, że Hermiona była biała. Bo w książce podano tylko, że miała kręcone włosy.

Czy dla ciebie niskorosła kobieta, która jest podziwiana, jest jak dla kobiety z niewielkim biustem Keira Knightley?

Tak. Mój wygląd jest spowodowany mutacją genetyczną, ale nie jestem osobnym gatunkiem człowieka. Mam tylko rzadką cechę wyglądu, którą ktoś bez powodu uznał za gorszą.

Keira Knightley udowadnia kobietom z małym biustem, że nie od wielkości piersi zależy seksapil i sukces. Podobnie jest ze mną, chociaż akurat w tym obszarze mam odwrotny problem.

Nigdy nie próbowałaś "doskoczyć" do standardów, nosząc np. niebotyczne szpilki?

W szpilkach to ja wyglądam jak świeżo urodzony cielak. Mam 5 par takich butów, ale w żadnych nie chodziłam, bo stopa osoby niskorosłej jest krótka, ale szeroka. Nie założę kozaków dziecięcych na zimę, bo mam normalną łydkę, nie dziecięcą. To jest troszkę smutne.

Przyznam, że show-biznes mi takie sprawy ułatwił. Kiedy zapytano mnie w "Mam Talent", w czym chcę wystąpić, powiedziałam stylistce, że całe życie marzyłam, żeby założyć na scenę czerwony kombinezon. Stylistki zamówiły kilka sztuk, wybrałam najładniejszy, po czym dziewczyny tak go skróciły, że wyglądałam perfekcyjnie. Najpiękniejsze było to, że potem mogłam go zatrzymać.

Elf w cyrku i zabawa z prezesem


A propos show-biznesu: wspomniałaś, że mężczyzn niskorosłych w show biznesie, jest sporo, kobiet uświadczysz tam niewiele.

Mężczyzna nie musi dobrze wyglądać, żeby zrobić karierę medialną. W życiu zresztą też często się zdarza, że najbrzydsi faceci mają najładniejsze partnerki. To smutne, ale wciąż prawdziwe, że żeby dziewczyna miała szansę zaistnieć, musi mieć warunki: odpowiedni wygląd.

Poza tym branża filmowa rzadko widzi osobę niskorosłą, która mogłaby zagrać osobę niezwiązaną ze swoim wzrostem. Te obsady wiążą się z postaciami fantastycznymi, albo wymagają ośmieszenia się.

A środowisko komediowe to w ogóle męska grupa. Na ok. 120 komików zawodowych jest w Polsce może 8 dziewczyn.

Mężczyźni wciąż uchodzą za zabawniejszych.

Od dzieciństwa wolałam się przyjaźnić z chłopakami i ostatnio okazało się na terapii, że robiłam to podświadomie. Gdy stawałam w grupie dziewczynek, byłam oceniana przez kontekst wyglądu, więc czułam się gorsza i brzydsza. Wśród chłopców liczyło się to, że mam fajne gry komputerowe, świetnie jeżdżę na rowerze, jestem bojowa. Liczył się charakter, poczucie humoru.

Mężczyzna jest nauczony, że bycie zabawnym jest jego zaletą, kobieta bywa za poczucie humoru krytykowana. Inne rzeczy są – w społecznej ocenie – w jej jestestwie ważniejsze. To się wcale tak bardzo nie zmienia – ani z wiekiem, ani z postępem. Dalej czuję się bezpieczniej w męskim środowisku.

Nie lubisz kobiet?

Jestem feministką, jestem za równością, wierzę w siłę kobiet i uwielbiam silne kobiety, moje mieszkanie jest oblepione plakatami Barbary Streisand, Bette Midler Lizy Minelli, Sary Jessiki Parker. Wszystkich ikon gejów. Kobiety, na których się wzoruję, przekuły w atut to, że nie pasują do kanonów. Ja też przekuwam, pozwala mi na to humor.

Przewrotnie wybrałaś sobie zawód, który polega na rozśmieszaniu ludzi. Utrwalasz "gębę" osoby niskorosłej.

Niektórzy tak uważają. Sęk w tym, że wiele razy dostawałam propozycje zagrania elfa w centrum handlowym i nigdy się na to nie zgodziłam. Robiąc stand-up to ja decyduję, z czego ludzie się śmieją. Uważam, że to jest najlepsza forma oswajania.

Czyli misja.

Zainspirowała mnie Ellen DeGeneres, która opowiadała o wykluczeniu ze względu na swój coming out. O wszystkim można tak mówić, wszystko można obśmiać i dzięki temu poszerzyć cudzą wrażliwość. Zwracam w występach uwagę na to, jakie absurdy ludzie mi fundują – np. ofertę pracy na urodzinach prezesa, którego marzeniem jest zabawa w towarzystwie osób niskorosłych. Publiczność się z moich doświadczeń śmieje przez łzy i wiem, że – być może dzięki moim słowom – pewnie większość z nich nigdy nie wpadnie na podobny pomysł.

Czujesz różnicę w postrzeganiu swojej osoby na ulicy teraz, a 15 lat temu?

Tak. Kiedyś dzieciaki krzyczały za mną, wyzywały, śmiały się, otwarcie mnie gnoiły. Gdyby do takiej sytuacji doszło teraz, zaraz by je ktoś spacyfikował. Uwrażliwiliśmy się jako społeczeństwo.

Również dzięki postaciom publicznym, jak Peter Dinklage, facet z achondroplazją, który w "Grze o Tron" grał Tyriona Lannistera, albo – nieskromnie mówiąc – dzięki mnie. Za jakiś czas niskorosły synek mojej przyjaciółki wyjdzie na ulicę i nie będzie miał takich problemów, jakie miałam ja. Mam nadzieję, że robię dobrą robotę.

Choroba dziedziczna i... in vitro


Wspomniałaś wcześniej, że bierzesz pod uwagę macierzyństwo.

Tak.

Rozumiem, że 50 proc. szans na odziedziczenie achondroplazji cię nie odstrasza?

Jest metoda, żeby tego uniknąć: in vitro. Są możliwości sprawdzenia przed wszczepieniem zarodka, czy jest w nim zmutowany gen, czy go nie ma. Usłyszałam już wiele razy, że to nie tylko eugenika, ale również hipokryzja – bo gdyby moi rodzice tak zrobili, to ja bym się nie urodziła. Ale faktem jest, że ja sobie z tym poradziłam, bo akurat "trafił mi się" taki charakter.

Gdybym urodziła dziecko z achondroplazją, a ono po odrzuceniu przez kogoś czy ogromnej przykrości, która je spotkała, przyszłoby do mnie i zapytało "dlaczego ja", to miałabym z tyłu głowy, że mogłam temu zapobiec i pozbawić je tego bólu. Myślałabym tylko o tym, kim ja jestem jako człowiek, skoro skazuję drugiego na cierpienie.

To byłaby już inna osoba.

Nie mam z tym problemu. Jeśli mogę pozbawić moje dziecko bólu, który wywołuje słowo "karzeł" – a to przecież tylko początek – to zrobię to.

Ludzie nie mają pojęcia, jak nazywać osoby z twoją przypadłością. "Niskorosłość" i "achondroplazja" nie są terminami powszechnie znanymi.

Nie wszyscy znają nazwę "achondroplazja", ale można przecież nazwać to karłowatością. Przecież mówi się, że ktoś ma zespół Downa, ale już mało kto powie, że "jest Downem".

Karzeł to pejoratywne określenie, którego zawsze używano, żeby mnie obrazić, zgnębić, zrobić krzywdę. W tym kontekście jest też używane w mowie potocznej: wystarczy przeczytać komentarze dotyczące Jarosława Kaczyńskiego. Czarnoskórzy mieli swoje słowo na "n", za które można dostać wpie*dol, a ja mam słowo na "k". Tylko że mnie się nikt nie boi.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
POLECAMY 0 0Polacy sprzątają Himalaje. Andrzej Bargiel wziął worki i poszedł na lodowiec. "Ilość śmieci szokuje"
MOTO 0 0Skoda Kodiaq, Karoq, Kamiq. Nazwy podobne, ale auta różne. Najlepiej wyjaśnia to… Krystyna Czubówna
Fundacja Citi Handlowy 0 0Organizacje pozarządowe otrzymały wsparcie. Pomoc ma trafić do m.in. migrantów
ASZdziennikMotorola 0 07 pomysłów na wieczór, które są tak fajne, że aż szkoda ich nie wrzucić na Insta
0 0Możesz się pozbyć boomboxa. Ten niezniszczalny głośnik stanie się sercem każdej imprezy
0 0Przebranie Tosi na szkolny konkurs na ustach wielu Polaków. Zareagowała sama Tokarczuk
FELIETON LIBERSKIEGO 0 0Co po Tusku? Jeśli opozycja nie wyłoni jednego kandydata, przegra po raz kolejny
0 0Orędzie Dudy jak z kampanii. Cytował Morawieckiego i.... naprawił gafę Macierewicza
dad:HERO 0 0"Trzeba mieć do kogo wracać..." płk Kruczyński z GROM o tym, jak być komandosem i ojcem
0 0Czy kobiecy sutek zgorszył Moneta? Wyprosili matkę, teraz się tłumaczą