sxc.hu, Ambrozjo

TechCrunch, GigaOM, The Wall Street Journal, CNN, The Next Web – tutaj w niespełna dwa tygodnie pojawiły się artykuły na temat Silp, serwisu wykorzystującego połączenia w mediach społecznościowych do odnalezienia wymarzonej pracy. Już 700 000 osób szuka tam pracy… lub dokładniej: praca szuka ich.

REKLAMA
Czwórka „inżynierów, projektantów i geeków,” ze Szwajcarii postanowiła wykorzystać znany wszystkim fakt – większość posad zdobywa się dzięki znajomym. Ktoś kogoś szuka, ktoś kogoś zna, ktoś kogoś poleci i… gotowe. Na tej idei bazuje Silp – serwis, do którego logujemy się przez Facebooka, aby mógł on prześledzić historię naszego zatrudnienia, zbadać stanowiska naszych znajomych oraz zgromadzić dane z serwisów, do których jesteśmy podpięci (m.in. Twitter, LinkedIn, Tumblr, Behance, itp.) w celu stworzenia naszego profilu zawodowego. Sami również możemy dodawać swoje umiejętności. Po chwili nasz profil jest gotowy i już – pasywnie – szukamy pracy. Twórcy obiecują, że zaczniemy otrzymywać na maila podanego w profilu facebookowym oferty pracy idealnie do nas dopasowane. Zależy to oczywiście od ilości pracodawców i headhunterów obecnych na Silp. Mimo, że serwis ma niespełna dwa tygodnie, tych jest już sporo.
logo
Tak wygląda sieć kontaktów źródło własne
Jest nas więcej
700 000 osób do tej pory zarejestrowanych w Silp utworzyło 90 milionów połączeń. To raj dla headhunterów, którym stworzono tutaj bardzo dobre warunki do działania. Kandydatów można szukać za darmo w swojej sieci znajomych lub – po kontakcie z Silp – w sieci wszystkich zarejestrowanych w serwisie osób. Dostępne są takie kryteria jak umiejętności, zainteresowania, stanowiska, nazwy szkół, lokalizacja, itp. Po znalezieniu danej osoby widzimy jej podstawowe informacje, możemy skontaktować się z nią poprzez podanego w Facebooku maila lub wyświetlić jej oś czasu.
logo
Wyniki z listy kontaktów po wyszukaniu frazy „designer” źródło własne
logo
Możliwości wyszukiwania pracowników źródło własne
Od headhunterów dużo ważniejsi są pracodawcy – bez nich serwis nie miałby racji bytu. Tych jest już ponad tysiąc, mimo że moduł dla firm jest dopiero w fazie pilotażowej i można z niego skorzystać dopiero po kontakcie z ekipą Silp. Pracodawca może opublikować ogłoszenie o pracę, które zobaczą osoby połączone z nim prywatnie oraz przez profil firmowy. Silp automatycznie podsunie mu kandydatów, którzy spełniają dane kryteria. Każda osoba, do której dotrze dane ogłoszenie, może polecić je dalej. W ten sposób rozprzestrzenia się ono wśród naszej sieci znajomych i ich znajomych. Dla mnie liczba ta wynosi 58894 przy 302 znajomych, tak więc jeśli pracodawca dotrze ze swoim ogłoszeniem do choćby kilkunastu osób, to przy odrobinie szczęścia i kilku udostępnieniom liczba ta może wzrosnąć do tysięcy.
Silp ma na czym zarobić
Plusem Silp jest model biznesowy. Póki co w serwisie nie ma opłat, jednak wyraźnie widać miejsca, w których najprawdopodobniej będą one pobierane. Będzie trzeba płacić za przeszukiwanie pełnej bazy użytkowników Silp, za co otrzymamy dodatkowe kryteria i narzędzia wyszukiwania. Przeszukiwanie sieci naszych znajomych bez użycia tych narzędzi jest opisane jako „Try for free”, więc możliwe, że po jakimś czasie za tą funkcjonalność też trzeba będzie zapłacić. Na dziś nie wiadomo czy dodawanie ogłoszeń będzie płatne.
Najważniejsze jest jednak to, że dołączenie do bazy poszukujących pracy jest darmowe. Jeśli znajdą się tu osoby szukające pracy, ekipa Silp na pewno zarobi swoje na pracodawcach i headhunterach, którzy będą mogli przebierać w wartościowych ludziach.
700 000 to bardzo dobra liczba kandydatów jak na niespełna dwa tygodnie. Silp jest już w części przetłumaczony na polski, więc pozostaje nam zaprosić tam poszukujących pracy oraz pracodawców. Headhunterzy też mogą wpaść ;)
Tekst pochodzi z The Daily Interactive - serwisu opisującego wpływ nowych mediów na świat.