Od dentysty wracała, o mężu zapomniała – tę historię opisuje gdańska Straż Miejska (zdjęcie poglądowe).
Od dentysty wracała, o mężu zapomniała – tę historię opisuje gdańska Straż Miejska (zdjęcie poglądowe). Fot. Olena Kachmar / 123rf

Nietypową interwencję opisała gdańska Straż Miejska. Bohaterem tej historii jest 85-letni pan i jego żona. Od razu uprzedzamy – choć było nerwowo, wszystko skończyło się szczęśliwie.

REKLAMA
Starsi państwo do gabinetu stomatologicznego poszli razem. Ona była pacjentką, on miał na nią czekać. I czekał: godzinę, dwie, trzy... w sumie prawie dziesięć. Aż w końcu starszym panem zainteresował się ktoś z przechodniów.
Wizyta się przedłużyła
Do zdarzenia doszło 12 listopada. O godz. 17.30 pod należący do Straży Miejskiej nr 986 zadzwonił mężczyzna z informacją, że przy ulicy Dmowskiego starszy pan od prawie dziesięciu godzin siedzi na ławce przed gabinetem stomatologicznym. Jak mówił zgłaszający, mężczyzna wyglądał na zagubionego i wychłodzonego.
logo
Przy ulicy Dmowskiego starszy pan przez prawie dziesięć godzin czekał na żonę, która poszła do dentysty. Fot. Straż Miejska Gdańsk
Funkcjonariusze Straży Miejskiej, którzy udali się na miejsce, zastali zziębniętego starszego pana. 85-latek wyjaśnił, że czeka na żonę, która - jak twierdził - jest w gabinecie dentystycznym. "Martwił się jedynie, że jej wizyta się przedłuża, a on już zgłodniał. Uskarżał się również na ból w nogach. Strażnicy wezwali karetkę pogotowia" – czytamy w komunikacie gdańskich strażników.
– Przybyły na miejsce lekarz stwierdził, że mężczyźnie nic nie zagraża. Nie widział też potrzeby jego hospitalizacji. O zaistniałej sytuacji chcieliśmy powiadomić rodzinę seniora. Niestety nie miał do nich żadnego kontaktu – poinformował starszy inspektor Piotr Milewski z gdańskiej Straży Miejskiej.
Żona na policji
Żony u dentysty nie było. Funkcjonariusze odwieźli 85-latka do domu. Tam też nikogo nie zastali. Żony w domu nie było, bo w tym samym czasie była... na komisariacie policji. Przyszła... zgłosić zaginięcie męża. Okazało się bowiem, że po wyjściu od dentysty zapomniała, że mąż miał na nią czekać na ławeczce przed gabinetem i poszła prosto do domu.