Bogdan Borusewicz opisał, jak zachowała się ekipa TVP przed jego domem.
Bogdan Borusewicz opisał, jak zachowała się ekipa TVP przed jego domem. Fot. Bartosz Bańka / Agencja Gazeta

Bogdan Borusewicz pozwał Telewizję Polską za materiał, którego stał się bohaterem. A przy okazji pokazał standardy, jakimi kieruje się TVP. Były marszałek Senatu opisał kuriozalne zachowanie ekipy z telewizji kierowanej przez Jacka Kurskiego.

REKLAMA
"Wystąpiłem przeciwko TVP do sądu za kłamliwą informację, że latałem samolotem po to, by wyprowadzać psa" – poinformował Bogdan Borusewicz, ale to dopiero początek jego wpisu.
Dalej polityk wspomniał o tym, że Jacek Kurski wysłał na początku listopada pod jego dom ekipę, która miała udokumentować wspomniane zarzuty. "Była to młoda dziennikarka z ośrodka gdańskiego i operator kamery z zewnątrz. Przyjechali samochodem prywatnym" – zaznaczył.
"Po czterech godzinach siedzenia w samochodzie pod domem i gorączkowych telefonach do Warszawy, gdy już zapadał zmrok, dziennikarka wyszła z samochodu i zapytała o mnie i mojego psa sąsiadkę, która wyszła na spacer ze swoim psem" – wskazał były marszałek Senatu.
Z relacji Borusewicza wynika, że dziennikarka przedstawiła się jako weterynarz i powiedziała, że polityk wezwał ją do swojego zwierzęcia. "Jakie było jej zaskoczenie, gdy usłyszała, że mój pies od dawna nie żyje" – stwierdził na koniec.
To nie pierwsze spięcie Borusewicza z TVP w ostatnich miesiącach. W lipcu telewizja domagała się od niego przeprosin i wpłaty pieniędzy na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy po słowach, jakie opozycjonista z czasów PRL powiedział w następstwie śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.
– Do tego mordu politycznego doprowadziła atmosfera szczucia, atmosfera nagonki, w której brały także udział publiczne media, szczególnie publiczna telewizja, i ta warszawska, i ta lokalna – twierdził.