Jarosław Kaczyński buduje swoje państwo.
Jarosław Kaczyński buduje swoje państwo. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Dzisiaj będzie o relatywizmie spod znaku Prawa i Sprawiedliwości. Oczywiście naiwnym jest ten, kto sądzi, że polityka sama w sobie od relatywizmu stroni, ale relatywizm PiS jest systemowy i zakorzeniony w podglebiu tej partii od jej zarania.

REKLAMA
Kaczyński z relatywizmu uczynił swoiste perpetuum mobile, dobrze spięte sprzężenie zwrotne między partią i państwem. Relatywizm to jedyna filozofia władzy prezesa Kaczyńskiego.
Moralność, uczciwość, przyzwoitość i prawdomówność. To słowa w partyjnym słowniku zapisane w osobnym rozdziale pod tytułem: "prawda nie leży tam, gdzie leży, prawda leży tam, gdzie wskazuje ją naczelnik państwa". Kropka.
Widać to w sprawie ujawnienia list poparcia do neo-KRS, wyboru członków do tego gremium spośród polityków oraz wyboru sędziów do Trybunału Konstytucyjnego.
Dzisiaj więc porozmawiamy o prawie, czyli o zbiorze zasad, które mają dotyczyć wszystkich, będąc swoistym drogowskazem dla obywateli danego państwa, stąd zbiór ten nazywa się prawem, a nie lewem, bo rzecz tyczy się prawości.
Tajne listy Kaczyńskiego
Nie od dziś wiadomo, że PiS traktuje prawo jak mu wygodnie. Nie wychodzi głosowanie? Nic nie szkodzi, anulujemy. Wyrok się nie podoba? Nic nie szkodzi, nie zastosujemy się do niego, bo mamy własną interpretację. Że to prosta droga do anarchii? Nic nie szkodzi, przecież PiS traktuje państwo jak własny folwark, a obywatele są mu potrzebni tylko w dniu wyborów.
Oczywiście w okresach między wyborami udajemy, że coś dla obywateli robimy. Przede wszystkim ich kupujemy najprostszą metodą, czyli dając kieszonkowe, bo to przecież zawsze robi najlepsze wrażenie. To, że państwa nie stać w zasadzie na jego podstawowe obowiązki, nie ma znaczenia, ponieważ dalekosiężne myślenie w PiS to oksymoron.
Kaczyński stworzył więc państwo instrumentalne i instrumentalizm ten wyniósł na szczyty relatywizmu. Pasuje nam tylko to, co nam pasuje, co nam nie pasuje, systemowo odrzucamy, posiłkując się propagandą wtłaczaną do głów wyborców przy pomocy państwowych (czyli partyjnych) mass mediów.
Państwo i jego instytucje to dla Kaczyńskiego jedynie narzędzia do realizacji wyłącznego i nadrzędnego celu, jakim jest władza. Nawet członkostwo w Unii Europejskiej traktowane jest instrumentalnie – bierzemy z niej wyłącznie kasę, wartości i prawa już nie, bo uwierają i nie pasują do koncepcji.
Sądy administracyjne w dwóch instancjach nakazują ujawnienie list poparcia do nowej KRS? Sąd w Olsztynie nakazuje władzy wykonawczej stosowanie się do wyroku TSUE, żądając ujawnienia tych list? Ależ co za problem? Sędziego, który wydał ten wyrok można przecież cofnąć z delegacji i wysłać go w trybie pilnym do sądu rejonowego w Bieszczadach, bo przecież sędzia jest jak żołnierz, nie zna dnia ani godziny.
I tylko co bardziej myślący obywatele tego kraju mogą zachodzić w głowę, cóż takiego jest w tych listach (albo czego nie ma), że władza broni ich tajności jak niepodległości.
Pozostała część obywateli ma to w poważaniu, bo temat ten jest im tak odległy, jak Proxima Centauri, najbliższa Ziemi gwiazda, nie licząc rzecz jasna Słońca. Oczywiście władza bardzo dba o to, aby obywatel miał te sprawy w poważaniu. W komunie skutecznym narzędziem była tania wóda (pijanym narodem rządzi się łatwiej), dzisiaj ogłupiaczem jest 500 plus, wszak świat poszedł naprzód, więc potrzeba nieco bardziej wyrafinowanych metod.
Poza tym wóda jest dobra do tego, aby dając obywatelom 500, odebrać im to przy użyciu sprawdzonej metody sprzężenia zwrotnego: my ci 500, ty nam 800. Na tym mniej więcej polega ten cudowny mechanizm dobrobytu według naczelnika Kaczyńskiego.
Prawa niepisane w demokracji są ważniejsze od pisanych
Sejm zajął się też wyborem nowych członków do nowej KRS. Niepisanym dotąd standardem było to, że większość sejmowa nie wykorzystuje tutaj swej przewagi i wybiera do tego gremium przedstawicieli spośród różnych klubów lub kół parlamentarnych, po to, aby pluralizm w tej Radzie był maksymalnie zachowany.
Właśnie nadarzała się świetna okazja, aby stara – nowa większość wykazała się wspaniałomyślnością, ale, jak to argumentował minister Wójcik w Kawie na ławie, opozycja znów okazała się nie taka, jaką chciałaby widzieć władza, więc ze standardów pozostały tylko rzewne wspomnienia – do KRS wybrano wyłącznie polityków PiS.
I oczywiście nie chodzi o to, że obecna KRS jest ciałem fasadowym, chodzi o zachowanie właśnie owych standardów, gdyż demokracja to nie tylko zapisane prawa w Konstytucji, ale także (a może przede wszystkim) zbiór zasad niepisanych, określonych zachowań latami wdrażanych i stosowanych w demokracji.
Większość parlamentarna w tym ustroju to nie tylko przywilej dany władzy przez obywateli, ale również swoista odpowiedzialność za państwo, w tym także za wszystkich uczestników politycznej rywalizacji. Gdy władza zaczyna wykorzystywać swoją uprzywilejowaną pozycję względem mniejszości parlamentarnej, zawsze jest to oznaką jednego – koniec rządów nadchodzi, więc trzeba utrzymać w swoich rękach wpływ na jak największą liczbę instytucji, aby po utracie władzy siać jak najgłębszą destrukcję.
Gdy obserwuję zachowania polityków obozu rządzącego w różnych programach radiowych czy telewizyjnych, widzę w zasadzie wyłącznie butę rządzących, pobłażania pełne półuśmieszków, kryjące za fasadą rozbawienia zwykły ludzki strach przed utratą apanaży, które są nierozerwalną częścią władzy.
Utrata wpływu na Senat jest ciężkim ciosem dla Kaczyńskiego i doprawdy zrobi on wszystko, użyje każdej metody, aby większość w drugiej izbie odzyskać. Co do tego wątpliwości nie mam żadnych. Tym bardziej krucha większość w Senacie jest tak ważna.
Upodlony Trybunał, upodlony naród
Nadchodzący zmierzch władzy widać też w najbardziej karkołomnej decyzji od miesięcy, czyli skierowaniu do Trybunału Konstytucyjnego polityków, którzy w świadomości myślącej części narodu kojarzą się wyłącznie źle lub wręcz fatalnie.
Naprawdę żenującym jest ten spektakl bronienia zasług posła Piotrowicza i wynoszenia na piedestał wybitnych dla polskiej demokracji zasług posłanki Pawłowicz. To z czasów PRL przeniesiono zwyczaj ubarwiania życiorysów tych, których trzeba "wysłać na znaczące odcinki władzy", przy czym im większy problem z życiorysem, tym bardziej się go upiększa.
Możemy zatem usłyszeć i przeczytać, że poseł Piotrowicz to tajny szpieg opozycji w czasach Stanu Wojennego, który z poświęceniem godnym lepszej sprawy pełnił w PRL-owskiej prokuraturze funkcję obrońcy skazywanych opozycjonistów.
Zaś w sprawie księdza pedofila z Tylawy stał z boku i nawet się nie dotykał akt. Jego wiedza na temat lgnięcia dzieci do księdza była jedynie efektem powszechnej wiedzy, bo przecież każdy dorosły człowiek wie, że dzieci to wysłannicy szatana i prowokują księży świadomie oraz w określonym celu, aby zniszczyć Kościół katolicki, który jest, jak wszem i wobec wiadomo, zbiorem cnót wszelakich.
Posłanka Pawłowicz natomiast to bardzo zasłużona dla Polski działaczka, dla której szczególna dbałość o język debaty publicznej jest jej znakiem rozpoznawczym i symbolem kultury osobistej, rzadko spotykanym wśród polityków. Oboje natomiast są wyjątkowymi specjalistami od prawa i idealnie pasują do tego czegoś, co już tylko w języku potocznym nazywa się Trybunałem Konstytucyjnym.
Wszystkie trzy opisane dzisiaj wydarzenia są fragmentem szerszego planu, którego celem jest stworzenie superpaństwa, traktującego prawo wyłącznie jako środek do realizacji celu nadrzędnego, jakim jest wyciągnięcie od państwa wszystkich profitów, którymi ono dysponuje.
Budowany dualizm prawny, czyli odrębne standardy dla obywateli i odrębne dla władzy, jest żywcem przejęty z komuny, bardziej tylko ubrany w świecidełka na miarę współczesnego świata. Tworzenie państwa, w którym obywatele podlegają innym prawom niż władza, jest podłe i musi być odpowiednio osądzone. Kiedyś, bo dzisiaj oczywiście nie ma na to żadnych szans.
Spisane muszą być czyny i rozmowy, idąc śladem Miłosza, aby obywatele tego kraju odzyskali wiarę w państwo praworządne. Dzisiaj bowiem głupcami są ci, którzy stosują się do prawa, respektują wyroki sądów, płacą alimenty, mandaty i grzywny lub po prostu stosują się do wszelkich procedur procesowych.
To obrażanie obywateli jest podłe i pamiętam, jak bardzo dotykało to 30, 40 lat temu, gdy będąc młodym człowiekiem widziałem owe podwójne standardy prawa, inne dla władzy, inne dla "zwykłych ludzi".
I czekam chwili, kiedy do Polaków dotrze w końcu to, jak bardzo staliśmy się państwem wyłącznie teoretycznym, które śmieje nam się prosto w twarz.