Stanisław Karczewski twierdzi, że ma opinie ekspertów, które dawały mu pozwolenie na płatną pracę podczas bezpłatnego urlopu.
Stanisław Karczewski twierdzi, że ma opinie ekspertów, które dawały mu pozwolenie na płatną pracę podczas bezpłatnego urlopu. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Ponad 400 tysięcy złotych – tyle miał zarobić były marszałek Senatu Stanisław Karczewski na dyżurach podczas bezpłatnego urlopu w szpitalu w Nowym Mieście nad Pilicą. Na antenie Polsat News polityk PiS tłumaczył się z tego pracowniczego absurdu i stwierdził, że ma dowody na to, że działał legalnie.

REKLAMA
– Były opinie i dobre i złe. Były też takie, które wskazywały na to, że ostateczną decyzję podejmuje Kancelaria Senatu. Warto powiedzieć, że Kancelaria Senatu, która wtedy była pod rządami Platformy Obywatelskiej, wyraziła się absolutnie pozytywnie – powiedział Stanisław Karczewski w "Gościu Wydarzeń" Polsat News.
Tak polityk PiS tłumaczył swoje zarobki na dyżurach podczas bezpłatnych urlopów w szpitalu w Nowym Mieście nad Pilicą, kiedy w tym samym czasie pełnił mandat senatora i wicemarszałka Senatu. Stwierdził, że bezpłatny urlop otrzymał jako ordynator, a pracował jako chirurg. Pełnił dyżury w święta, niedziele i noce.
– Mam bardzo dużo opinii ekspertów, profesorów. Przedstawię je i pokażę, że to było absolutnie dopuszczalne, możliwe – zarzekał się były marszałek Senatu.
źródło: Polsat News