
Wolność prasy to jena z podstawowych zdobyczy demokracji, a dziennikarze tropiący afery na szczytach władzy już niejednego polityka tej władzy pozbawili. A jak to wygląda w Rosji? Dziennikarka Alisa Jarowskaja zadała prezydentowi Władimirowi nieuzgodnione wcześniej pytanie i... straciła pracę.
REKLAMA
Do zdarzenia doszło podczas corocznej konferencji prasowej Władimira Putina. To swoisty teatrzyk, w czasie którego dziennikarze udają, że zadają własne podchwytliwe pytania, a Putin udaje, że udziela na nie szczerych odpowiedzi. Tradycja tych spotkań trwa od lat, a całość jest zawsze doskonale wyreżyserowana, głównie po to, żeby do ludu rosyjskiego szedł przekaz o ciepłym i troskliwym prezydencie.
Czasem do tej machiny propagandowej jednak ktoś nasypie trochę piachu w tryby i pojawia się zgrzyt. Tak właśnie stało się, gdy Alisa Jarowskaja zadała prezydentowi pytanie, czy może przyspieszyć budowę mostu w jej okręgu, co "pomogłoby transportować dobra z Rosji do Arktyki". Podkreśliła przy tym, że gubernator okręgu "robi już w tej sprawie wszystko, co może". Putin odpowiedział, że "budowa mostu jest ważna, ale nie może być rozpatrywana bez większego kontekstu". Co oznacza zapewne, że mostu szybko nie będzie.
Jarowskaja natychmiast straciła pracę. Dlaczego? Zdaniem serwisu znak.com pytanie było nieuzgodnione, dziennikarka miała bowiem pytać o generalne szanse rozwoju gospodarczego rosyjskiej Arktyki, a nie o konkretną inwestycję. A Putin miał opowiadać o wizjach gospodarczych tak ważnej dla Rosji Arktyki, a nie o jakimś moście.
Możliwe jednak, że prawdziwą przyczyną zwolnienia dziennikarki jest nie pytanie zadane podczas spotkania, a to, co napisała o prezydencie na Facebooku. Stwierdziła bowiem, że po prezydencie "nie widać żadnych śladów botoksu czy innych operacji, po prostu wygląda na swój wiek". Wpis szybko został skasowany, ale i tak zdążył naruszyć tabu, jakim w Rosji jest wygląd i tężyzna fizyczna prezydenta Putina.
źródło: znak.com
