
Kamil Stoch dosadnie zareagował na fatalne warunki, w jakich wystartował na skoczni mamuciej Kulm w Austrii. I nie ma co się dziwić pretensjom skierowanym do Borka Sedlaka odpowiedzialnego za skoki zawodników. Bo widać było od razu, że mimo niezłego wybicia, nie ma szans na daleki lot.
REKLAMA
Kamil Stoch w drugiej serii poleciał po wybiciu się z mamuciej skoczni w Austrii zaledwie na 159 metrów. Polak usiadł na belkę przy wiejącym w plecy wietrze – nawet 4,5 m/s. Warunki poprawiły się po około pół minuty, a Borek Sedlak od razu zapalił zielone światło.
Jednak gdy Stoch ruszył w dół, wiatr zaczął szybko się pogarszać. Choć polski skoczek dobrze wyszedł z progu, od razu było widać, że nie poleci za daleko. Okazało się, że wylądował przed 160. metrem.
Reakcja naszego zawodnika mówiła wszystko. – No i co, panie Borku?! – powiedział Kamil Stoch, a jego rozłożone z bezradności ręce były dopełnieniem tego gestu.
Potem wyjaśnił swoją reakcję w rozmowie z TVP Sport. – Bardziej mi chodziło o to, co zrobią sędziowie po moim skoku. Nie chcę mówić złych rzeczy na sędziów, bo oni też mają trudną pracę. To było w żartobliwym kontekście. Mogli to już po pierwszej serii odwołać, bo było widać, że kręci. Ale i tak wygrał najlepszy dzisiaj – mówił.
Polski skoczek po pierwszej serii zajmował czwarte miejsce. Najlepszy ostatecznie okazał się Stefan Kraft, drugi był lider Pucharu Świata Ryoyu Kobayashi, a trzeci Timi Zając. Inni Polacy uplasowali się dalej: 9. miejsce zajął Piotr Żyła. 21. – Jakub Wolny, 28. – Aleksander Zniszczoł, a dopiero 32. – Dawid Kubacki.
