
Były prezes Europejskiego Banku Centralnego (EBC), Jean-Claude Trichet, ubolewa nad brakiem efektywności działań związanych z walką z kryzysem. Rozwiązaniem dla niego jest umożliwienie Parlamentowi Europejskiemu narzucania parlamentom krajowym pakietów reform. W nowej konfiguracji instytucjonalnej UE, Rada Europejska zostałaby przekształcona w wyższą izbę parlamentu, a Komisję zastąpiłby rząd europejski.
REKLAMA
Jean-Claude Trichet podkreśla, w swoim artykule na stronie Projektu Syndicate, w którym przedstawia swoją koncepcję reformy UE, że Europejska Unia Walutowa pozwoliła osiągnąć wiele sukcesów. Inflacja w 17 krajach, które przystąpiły do euro, wynosiła przeciętnie zaledwie 2% w latach 1999-2011, a wspólna waluta przyczyniła się do powstania 15 mln miejsc pracy, podczas gdy w tym samym okresie powstało ich tylko 9 mln w USA. Nie mniej jednak od 2009 roku strefa euro przeżywa kryzys i należy mu zaradzić. Brak spójnych działań jest jedną z przyczyn pogorszenia koniunktury.
Zdaniem Tricheta UE powinna bezpośrednio decydować, jakie reformy powinno wprowadzić państwo członkowskie w kryzysie, a nie tylko móc nakładać na niego kary, które nic nie dają. Nazywa to "federacją w wyjątkowych okolicznościach" strefy euro. Sam przyznaje, że myśl, z której wynika, iż wspólna waluta powinna zakładać również przyjęcie wspólnych ograniczeń dotyczących suwerenności fiskalnej nie jest nowa.
Czytaj też: Mario Draghi uratuje euroland przed rozpadem? Wbrew Niemcom chce skupować obligacje Włoch i Hiszpanii
Najważniejszym elementem tej federacji byłaby silna legitymacja demokratyczna. Opierałaby się na demokratycznym procesie podejmowania decyzji, w którym decydenci byliby odpowiedzialni przed wyborcami. Wszystkie propozycje Komisji poparte przez Radę musiałyby również zostać przegłosowane w Parlamencie Europejskim, który jest demokratycznie wybraną instytucją.
W takiej nadzwyczajnej sytuacji, w której UE chciałaby narzucić reformy Grecji lub Hiszpanii, państwowy parlament mógłby ewentualnie wyjaśnić Parlamentowi Europejskiemu, dlaczego miałby trudności z wprowadzeniem danej reformy. Ostatnie słowo miałby jednak Parlament Europejski i mógłby wymusić na parlamencie danego kraju wdrożenia niezbędnych reform.
W przeszłości Jean-Claude Trichet proponował też ustanowienie stanowiska ministra finansów strefy euro, który byłby odpowiedzialny za "aktywowanie" federacji gospodarczo-fiskalnej w kryzysowych sytuacjach, ale stwierdza teraz, że "federacja w wyjątkowych okolicznościach" z czasem stałaby się regułą. Stopniowo minister finansów strefy euro stawałby się pełnoprawnym członkiem rządu UE, do którego należeliby inni ministrowie odpowiedzialni za inne obszary wspólnie zarządzane w ramach federacji.
W tej perspektywie Komisja Europejska stałaby się właśnie tym europejskim rządem, a Rada Europejska wyższą izbą parlamentu (tak jak Bundesrat reprezentujący Landy czyli państwa związkowe jest wyższą izbą parlamentu Republiki Federalnej Niemiec).
Były prezes Europejskiego Banku Centralnego jest świadomy tego, że jego propozycja może budzić kontrowersje, ale dochodzi do wniosku, że wydarzenia z ostatnich lat, a zwłaszcza z ostatnich miesięcy, pokazały, że tego typu reforma jest niezbędna. Stwierdza, że "Europejczycy muszą wyciągnąć wnioski z trwającego kryzysu strefy euro. Musimy jasno powiedzieć, co trzeba uczynić, aby podejmowane działania były tak demokratyczne i skuteczne, jak tego okoliczności wymagają." Propozycje, które opublikował na project-syndicate.org, ciężko będzie jednak wprowadzić w życie, bo znacząco ograniczałyby suwerenność narodową.
Czytaj też: "Jeśli nie da się zapobiec rozpadowi strefy euro, odkładanie tego, co nieuniknione tylko pogorszy sytuację"
Urodzony w 1942 r. Jean-Claude Trichet ma już swoje lata, ale nadal chce mieć wpływ na bieg wydarzeń na szczeblu europejskim. Obecny kryzys strefy euro wynika z powiązań między polityką pieniężną a polityką budżetową, więc głosu człowieka, który przez 10 lat był prezesem Narodowego Banku Francji (1993-2003), a przez 8 lat prezesem EBC (2003-2011), nie należy ignorować.