
"Premier uważa, że zaszczuto mu rodzinę, i idzie na wojnę z brukowcami, ale prawda jest taka, że to my zostawiliśmy jego syna ze zdjętymi gaciami na środku ulicy" – mówi cytowany przez "Newsweek" polityk z otoczenia Donalda Tuska. W najnowszym wydaniu tygodnika Michał Krzymowski pisze o tym, jak premier i jego syn radzą sobie z aferą Amber Gold.
Tu był potrzebny ktoś, kto nie pęknie. Jak będzie trzeba, to wywali ze łba, nie oglądając się na wizerunkowe koszty.
Tygodnik ustalił, że najpierw Tusk zlecił znalezienie prawnika rzecznikowi rządu Pawłowi Grasiowi. Ten przekazał prośbę szefowi MSZ Radosławowi Sikorskiemu, który z kolei przyjaźni się z Giertychem. "Całość została podsumowana osobistą rozmową premiera z mecenasem" – zdradza Michałowi Krzymowskiemu informator.
Są tylko dwie możliwości. Albo w ogóle jej nie czytał, co oznaczałoby zaniedbanie obowiązków. Albo ją czytał i tak się przestraszył, że wezwał na rozmowę syna.
Michał Krzymowski opisuje też, jak premier Tusk reagował, kiedy jego syn opisywał w mediach kulisy swojej współpracy z OLT Express i Marcinem P. Tusk senior był wtedy na urlopie, ale kiedy wrócił, poważnie się wściekł.
13 sierpnia. Tusk przyjeżdża do kancelarii. Jest wściekły. Uważa, że media urządziły polowanie na jego rodzinę, zaszczuły mu dziecko.
Więcej w najnowszym "Newsweeku"

