
"Premier uważa, że zaszczuto mu rodzinę, i idzie na wojnę z brukowcami, ale prawda jest taka, że to my zostawiliśmy jego syna ze zdjętymi gaciami na środku ulicy" – mówi cytowany przez "Newsweek" polityk z otoczenia Donalda Tuska. W najnowszym wydaniu tygodnika Michał Krzymowski pisze o tym, jak premier i jego syn radzą sobie z aferą Amber Gold.
Jak czytamy w "Newsweeku", premier był zaskoczony, że w sprawie powiązań Michała Tuska z OLT Express należącym do Marcina P., szefa Amber Gold, rozpęta się taka burza medialna. Jeden z jego współpracowników mówi, że przecież Tusk do tej pory dobrze żył z mediami i "dawał mięso tabloidom", więc nagonka jest tym bardziej niezrozumiała.
Poszukiwanie prawnika
Premier nie chce jednak godzić się na to, by niszczono jego rodzinę i dlatego sam zdecydował o wynajęciu Romana Giertycha do prowadzenia wojny przeciwko tabloidowi.
Współpracownik premiera
Tygodnik ustalił, że najpierw Tusk zlecił znalezienie prawnika rzecznikowi rządu Pawłowi Grasiowi. Ten przekazał prośbę szefowi MSZ Radosławowi Sikorskiemu, który z kolei przyjaźni się z Giertychem. "Całość została podsumowana osobistą rozmową premiera z mecenasem" – zdradza Michałowi Krzymowskiemu informator.
Czytał czy nie czytał?
Premier Tusk znalazł się w tarapatach nie tylko przez swojego syna, ale także za sprawą notatki ABW z maja tego roku, która informowała go o podejrzanej działalności Amber Gold. Do niedawna Tusk utrzymywał, że nie otrzymywał żadnych materiałów od służb, a wiedzę czerpał z mediów. Zdaniem ważnego polityka PO Tusk boi się sprawy tej notatki.
Polityk PO
Michał Krzymowski opisuje też, jak premier Tusk reagował, kiedy jego syn opisywał w mediach kulisy swojej współpracy z OLT Express i Marcinem P. Tusk senior był wtedy na urlopie, ale kiedy wrócił, poważnie się wściekł.
"Newsweek"
Więcej w najnowszym "Newsweeku"
