Eliza Michalik o wyborach korespondencyjnych 10 maja
Eliza Michalik o wyborach korespondencyjnych 10 maja Fot. Tomasz Stańczak / AG

Pilotem, który nie patrząc na warunki pogodowe, wskazania maszyn na pokładzie, procedury i zdrowy rozsądek kieruje samolot ku ziemi. Albo, co gorsza, nie leci z nami żaden pilot. Pewne jest jedno – jeśli nie zmienimy kursu, zginiemy.

REKLAMA
Plan przeprowadzenia wyborów 10 maja to niebezpieczne szaleństwo. I, co dużo gorsze, kompletne bezprawie. Nie zgadza tu się dosłownie nic.
Zgodnie z prawem nie można zmieniać Kodeksu wyborczego już na rok przedwyborami – a zmieniono go niedawno, co czyni wprowadzone zmiany nielegalnymi. Karty do głosowania drukuje się na podstawie ustawy, która nie jest jeszcze uchwalona, jest zaledwie procedowana w Sejmie. W trybie korespondencyjnym nie można w żaden sposób zapewnić wymaganych przez Konstytucję bezpośredniości, powszechności, równości i tajności wyborów.
Wyłączone są także wszystkie bezpieczniki zabezpieczające przed ich sfałszowaniem (czerwony alert!). Unia Europejska sygnalizuje, że przeprowadzone w ten sposób wybory nie będą zgodne z europejskim prawem i niezbędnymi procedurami i wymogami prawa międzynarodowego i że nie będzie można uznać ich za legalne. Tworzą także zagrożenie epidemiologiczne, co sprawia, że organizatorzy zagrożeni są karą więzienia.
Odważna pani prokurator z Warszawy, Ewa Wrzosek, wszczyna śledztwo w sprawie organizacji wyborów w stanie zagrożenia pandemicznego, ale ktoś je umarza w rekordowym czasie trzech godzin, co jest ewidentnym dowodem bezradności organów wymiaru sprawiedliwości wobec bezprawnie postępującej władzy.

Czytaj także: "Jestem zszokowana". Druzgocące słowa prokurator po umorzeniu śledztwa ws. wyborów
Pani prokurator nie wie, kto umorzył śledztwo i na jakiej podstawie, bo przecież, jak zauważa zszokowana, „nie zostały nawet jeszcze wykonane żadne czynności procesowe”.
Związek Miast Polskich nie chce wydać (i słusznie) Poczcie Polskiej urn do głosowania, a samorządy odmawiają jej udostępnienia list wyborców, czyli imion i nazwisk mieszkańców, wraz z ich numerami PESEL i adresami zamieszkania. Sami mieszkańcy protestują i masowo składają do urzędów oświadczenia, że nie zezwalają na przekazywanie poczcie, ani nikomu innemu swoich danych osobowych.
Jest do wyborów mnóstwo zastrzeżeń nie tylko formalnych ale także po prostu zdroworozsądkowych. Nie ma podstawy prawnej, na podstawie której można by zabrać prawo wyborcze Polakom mieszkającym za granicą, a już wiadomo, że oni nie będą mieli możliwości oddać głosu. Buntują się samorządy. Nie ma chętnych do zasiadania w komisjach wyborczych. Jest olbrzymi problem z Polakami ( a jest takich sporo) którzy nie mieszkają w miejscu zameldowania.
Zresztą, już w ogóle nie ma w Polsce obowiązku meldunkowego – powstaje zatem pytanie – co z ludźmi, do których po prostu nie dotrą ich „pakiety wyborcze?”.
Nie mamy, my obywatele, gwarancji anonimowości naszego głosu, ani tego, że ktoś go nie podmieni, nie mamy gwarancji, że będziemy mieli możliwość wybrać swojego prezydenta uczciwie, nie mamy gwarancji, ze ten sposób przeprowadzenia głosowania nie pozbawi nasz zdrowia i życia.
Tak, zdecydowanie nie byliśmy jeszcze w Polsce po 89 roku w takim miejscu.Jesteśmy pasażerami tupolewa. Używam, jak wszyscy, słowa „wybory”, choć to, co odbędzie się w maju, nimi nie będzie. A karty, które niektórzy z nas zastaną w swojej skrzynce pocztowej, nie będą żadnymi „kartami do głosowania”, tylko zwykłymi świstkami papieru, pozbawionymi znaczenia i jakiejkolwiek mocy prawnej. Każdy mógłby sobie takie wydrukować na drukarce bez żadnego trybu.
Wybory bowiem, to nie tylko akt skreślenia głosu, ale o wiele więcej – to cały szereg demokratycznych przepisów, procedur i wymogów, które muszą zostać spełnione, żebyśmy mogli wybrać swoich przedstawicieli na najwyższe urzędy państwowe. Teraz nie został spełniony ani jeden z nich.
Internauci nazwali już zresztą sprawy po imieniu pisząc, że „nie wybieramy prezydenta, tylko Andrzeja Dudę”. Powszechne odczucie, zresztą prawdziwe i słuszne jest takie, że wybory są ustawione pod jednego kandydata.
Nie wiem, co mogę w tej sytuacji Państwu powiedzieć, bo naprawdę nie jest dobrze. A nawet, szczerze mówiąc jest bardzo źle – tak źle, jak nie było jeszcze nigdy od wyborów w 89 roku.
Mamy w tej chwili w Polsce całkowite bezhołowie i bezprawie, a opozycja,która jako jedyna mogłaby się temu przeciwstawić, gdyby stworzyła mocny, jednolity, zwarty front, zachowuje się skrajnie dziecinnie i niedojrzale, pogrążając w wewnętrznych kłótniach o pietruszkę. I grzęźnie w szczegółach, zamiast zająć się sprawą najważniejszą – tworzeniem własnego wyrazistego przekazu pokazującego prawdę: że rząd nie radzi sobie z epidemią ani kryzysem gospodarczym, zadłuża na potęgę, nie informując o tym opinii publicznej i łamie prawo. I że trzeba z tym skończyć.