Ewa Minge napisała o filmie "Nic się nie stało".
Ewa Minge napisała o filmie "Nic się nie stało". Fot. Instagram/eva_minge

Ewa Minge znana jest z tego, że wypowiada się na rożne społeczne tematy. Kwestią czasu było więc, kiedy projektantka zamieści wpis dotyczący afery wokół filmu "Nic się nie stało" Sylwestra Latkowskiego. Minge podważyła wiarygodność reżysera filmu TVP. Stwierdziła, że żeby rzucać oskarżenia, zawsze trzeba mieć dowody.

REKLAMA
"Mam nadzieje, że Sylwester Latkowski wywołał do tablicy ludzi z nazwiska w celu specyficznej prośby, apelu aby opowiedzieli, co widzieli... Czy widzieli – nie wiem, nie bywałam, bo ogólnie nie bywam, nie celebruję tak życia. Nie uświetniam swoją osobą żadnych takich imprez, nie jest to też mój sposób na pracę. Nie będę zabierać więc głosu w tej konkretnej sprawie. Być gdzieś to jeszcze żadna wina. Ale jeżeli takowa istnieje, to dowody, prokurator i po sprawie. Tzn. sprawa wielka ale bez domysłów, a na faktach" – napisała na Instagramie o filmie "Nic się nie stało" Ewa Minge.
Projektantka zaznaczyła jednak, że za każdym razem "zanim rzuci się kamieniem, trzeba mieć dowody". Tym samym dała prztyczek Latkowskiemu, któremu zarzuca się, że obwinia celebrytów nie mając żadnych dowodów. W dalszej części postu Minge nawiązuje do Zatoki Sztuki, w której miało dochodzić do molestowania nastolatek.
"Takich Zatok jest na świecie mnóstwo, ale gorsze są twierdze, zarezerwowane dla najmroźniejszych tego świata i najokrutniejszych. Bywają tam i nasze krajowe wątki. Samobójstwa to cześć konsekwencji działań tych 'klubików', bo samobójstwa trzeba jeszcze dożyć" – dodała projektantka.