"Prawdziwe kolory" to najnowsza powieść obyczajowa Kristin Hannah. Tym razem autorka bestsellerowego "Słowika" przedstawia historię trzech sióstr, których świat wywraca się do góry nogami. Premiera książki w polskich księgarniach już 3 czerwca 2020 roku!
"Prawdziwe kolory" to najnowsza powieść obyczajowa Kristin Hannah. Tym razem autorka bestsellerowego "Słowika" przedstawia historię trzech sióstr, których świat wywraca się do góry nogami. Premiera książki w polskich księgarniach już 3 czerwca 2020 roku! Wydawnictwo Świat Książki

Ma na koncie 20 powieści, w tym kilka bestsellerów. W swoich książkach Kristin Hannah skupia się głównie na kobietach. "Prawdziwe kolory" nie są tu wyjątkiem. Tym razem autorka przedstawia historię trzech sióstr, których dotychczasowy stabilny świat rozpada się na kawałki z powodu zazdrości, zdrady i nieoczekiwanych namiętności.

REKLAMA

Najnowsza powieść Kristin Hannah trafi do polskich księgarni już 3 czerwca 2020 roku. Ci, którzy gustują w skłaniających do refleksji książkach o poruszającej serca tematyce, nie powinni przejść koło niej obojętnie. Z kolejną próbką twórczości autorki "Słowika", światowego bestsellera, można zapoznać się dzięki uprzejmości Wydawnictwa Świat Książki, które udostępniło w sieci fragment "Prawdziwych kolorów".

Fragment powieści "Prawdziwe kolory"

– Mówię ci, Auroro, coś dzieje się nie tak. – Też mi niespodzianka! Oto, co się dzieje, Win: jesteś idiotką. Nawet z mózgiem wielkości kontynentu nie rozumiesz, co dzieje się na twoich oczach, i teraz czujesz się oszukana. Twoja siostrzyczka jest zaręczona z mężczyzną, którego kochasz. – Nigdy nie powiedziałam, że go kocham. – A ja nigdy nie powiedziałam, że mój mąż jest nudny, ale ty to wiesz, tak samo jak ja wiem o Luke’u. Winona wyprostowała się i odepchnęła nogami od ziemi. Siedziały na huśtawce na ganku domu Aurory. Stare łańcuchy zaskrzypiały. – Ona go nie kocha, Auroro. – Co więc zamierzasz? – Cóż ja mogę? To już koniec. – Nie ma końca, dopóki klamka nie zapadnie. Musisz tylko powiedzieć Vivi Ann prawdę. Ona zrezygnuje. Nie wyjdzie za niego. Gwarantuję. Winona wpatrywała się w pogrążone w mroku podwórko siostry. Była dziesiąta wieczór i w większości sąsiednich domów pogaszono już światła. Wiosną w Oyster Shores wcześnie zapadała cisza nocna. – A więc pozostało mi przyznać, że kocham mężczyznę, który uważa mnie za dobrego prawnika i starą przyjaciółkę, i powiedzieć mojej pięknej siostrze, że moje szczęście jest ważniejsze niż jej i – jeszcze wisienka na torcie mojego poniżenia – uświadomić tacie, że jednak nie dostaniemy ziemi Luke’a dzięki małżeństwu, ponieważ żałosna Winona stanęła temu na drodze. – No, jeśli tak to widzisz... – Bo tak jest. Może mogłam coś zrobić na początku. Owszem, schrzaniłam sprawę, ale już jest za późno. Teraz muszę się wziąć w garść i dać sobie spokój. – Czyli zrezygnujesz, ale dalej będziesz zachowywać się jak jędza? Uważasz, że to w porządku? – Nie zachowuję się jak jędza. – Doprawdy? Trayna powiedziała, że któregoś dnia o mało nie odgryzłaś jej głowy. A ostatniej niedzieli po kościele nawet nie spojrzałaś na Vivi Ann i Luke’a. Potem był ten bankiet po wyścigu wokół beczek, na który nie przyszłaś. Ludzie w końcu to zauważą. Winona westchnęła. – Wiem... Chcę... – Nawet nie potrafi ła ubrać w słowa swojego nowego pragnienia. Jego nikczemność ją zawstydzała. Nie tylko chciała, żeby Luke nagle ją pokochał. To już nie wystarczało. Chciała zranić Vivi Ann, sprawić, by zrozumiała – choć ten jeden raz – jak czuje się przegrany. – Win – odezwała się cicho Aurora, dotykając jej ręki – to my, siostry Grey. Nie możemy pozwolić, żeby Luke był od nas ważniejszy. – Wiem – przyznała. Wiedziała, co jest słuszne, co powinna zrobić. Ale po prostu tego zrobić nie mogła i świadomość ta bolała nie mniej niż cała reszta. Samokontrola nigdy nie należała do jej mocnych stron. Do tej pory oznaczało to jedynie, że jadła za dużo, a za mało ćwiczyła. Teraz jednak nie kontrolowała emocji, tak jak wcześniej swoich impulsów. Niekiedy w środku nocy przyłapywała się na fantazjach, że jakaś okropna tragedia przytrafi a się Vivi Ann (nie śmierć ani nic podobnego, ale coś na tyle złego, że Luke ją zostawia), i zastanawiała się, do czego jeszcze jest zdolna. – Po prostu obserwuj Vivi Ann, dobrze? Sama zobaczysz, że ona wcale nie kocha Luke’a. – Ach, Win. – Aurora westchnęła. – Niczego nie rozumiesz. Chodzi o to, że on ją kocha. – Nie kochałby, jeśli znałby prawdę. Aurora bacznie przyglądała się siostrze; nawet w przytłumionym świetle na ganku na jej twarzy widoczny był niepokój. – Nie zrobisz jakiegoś głupstwa, prawda? Winona roześmiała się. Przyszło jej to bez wysiłku. – Ja? Jestem najinteligentniejszą osobą, jaką znasz. Nigdy nie robię głupstw. – Dzięki Bogu. – Aurora się rozluźniła. – Zaczynałaś mi przypominać bohaterkę Sublokatorki. – Znasz mnie przecież dobrze – upewniła siostrę. Jednak znacznie później, już u siebie w domu, gdy wracała myślami do Outlaw i przypominała sobie, jak Luke patrzył na Vivi Ann, sama zaczęła się niepokoić. Martwiła się o to, co pewnego dnia może zrobić.

Z jadalni Vivi Ann widziała podwórko, stajnię i padok. W różowym świetle poranka wszystko wyglądało miękko i trochę nierealnie. Wmawiała sobie, że tak jak co dzień nakrywa do stołu, że nie czeka przy oknie, ale gdy pokazał się Dallas, musiała przyznać, że się okłamuje. Z trudem przybierając obojętny wyraz twarzy, otworzyła drzwi. – Hej – powiedziała, wycierając ręce w różową ścierkę. Po raz pierwszy miała zjeść z nim śniadanie, ale od razu zrozumiała, że popełnia błąd. Uważaj, Vivi Ann. – Zamierzasz cały ranek trzymać otwarte drzwi? – burknął ojciec za jej plecami. – Wejdź, Dallas, usiądź – zaprosiła go do stołu. Vivi Ann podała śniadanie i usiadła pomiędzy mężczyznami. Kiedy ojciec skończył modlitwę, zaczęli jeść. Przez większość swojego życia Vivi Ann jadała w milczeniu. Ani ojciec, ani kowboje nie należeli do ludzi rozmownych, ale dziś rano działało jej to na nerwy. Wiedziała, że Dallas ją obserwuje, gdy powiedziała: – Zbliżają się kolejne zawody w pętaniu wołów. Trzeba rozesłać trochę ulotek. – Mogę to zrobić – zaproponował Dallas. – Powiedz tylko, gdzie. Skinęła głową. – I ten przeciek w szopie... – Wczoraj go naprawiłem. Zaskoczona, spojrzała na niego. – Nie napisałam tego. – Przynajmniej zakładasz, że umiem czytać. To już coś. Ojciec, słysząc ten komentarz, wydał jakiś dźwięk, jakby prychnął, ale nadal czytał swoją gazetę. Z trudem oderwała wzrok od Dallasa i spojrzała na ojca. – Możesz pojechać dziś ze mną do Sequim? – Jestem bardzo zajęty, Vivi – odparł ojciec, krojąc szynkę. – Sześć koni do podkucia. Ostatni aż na drodze do Quilcene. Wynalazłaś znowu jakiegoś konia potrzebującego pomocy? Skinęła głową. – Ja mogę ci pomóc – wtrącił Dallas. – Nie, dziękuję. Pomoże mi mój narzeczony. – Jak chcesz. Wstała i zaczęła zbierać naczynia. Zanim skończyła zmywać, obydwaj mężczyźni wyszli i dom opustoszał. Przez pięć godzin pracowała bez wytchnienia: udzielała lekcji, trenowała klacz Jurikasów, projektowała ulotki reklamowe. O jedenastej trzydzieści wróciła do domu i przygotowała lunch, którego połowę zawinęła i włożyła do koszyka piknikowego; drugą zaś, też zapakowaną, zostawiła na stole dla Dallasa. Następnie z żółtego kuchennego telefonu zadzwoniła do Luke’a. Odebrał prawie natychmiast. (…)

Artykuł powstał we współpracy z Wydawnictwem Świat Książki