Przemoc domowa. Dyskusja po wywiadzie Katarzyny Figury
Przemoc domowa. Dyskusja po wywiadzie Katarzyny Figury Fot. Shutterstock

Pod tekstami Anny Wittenberg o Katarzynie Figurze i Hanny Lis o przemocy domowej przeczytaliśmy wiele komentarzy z Waszymi opisami reakcji na przemoc domową. Wydaje się, że problem nie zostanie rozwiązany, jeśli wszyscy, szybko nie nauczymy się reagować na to, co dzieje się za ścianą, jeśli równie zdecydowana nie będzie reakcja instytucji państwowych i Kościoła.

REKLAMA
Słyszycie krzyki za ścianą? Nie takie wskazujące na dobrą zabawę, ale te świadczące o czyim poniżeniu, upokorzeniu, przemocy. Kiedy reagujecie? Od razu pierwszego dnia? Drugiego? Dziesiątego? Po roku? Jeśli coś takiego przeżyliście, napiszcie kiedy podjęliście interwencję. Jeśli długo z nią czekaliście, to dlaczego? Dlatego że wścibianie w nosa w cudze sprawy wydało się Wam niewłaściwe? A może z wygody?
Jeśli interweniowaliście, to z jakim skutkiem? Sami zapukaliście do sąsiada? A może wezwaliście policję. Jak jedna z naszych komentujących pani Małgorzata:
"Wzywałam kiedyś policję do maltretowanej sąsiadki i jej maleńkiego dziecka. Policja się nie zjawiła. Następnego dnia zadzwoniłam zapytać dlaczego nie zareagowali na zgłoszenie. Dyspozytorka odpowiedziała mi, że żadnego zgłoszenia... nie było. Poprosiłam o rozmowę z oficerem dyżurnym. Ten do mnie "A skąd pani wie, że ta osoba sobie życzyła obecności policji?"
Pan Marek zainspirował nas do zadania Wam dziś tych pytań:
"A teraz poważnie. Kto z was słysząc krzyki na klatce wezwał policję
lub rodzinę potencjalnej ofiary, no kto? Łatwo przy kawce w internecie
szastać empatią, to bezpieczne. Zacznijcie zmieniać świat na
wyciągnięcie ręki, nie globalnie, a będzie na pewno lepszy."
Pan Jakub wie z własnego doświadczenia, że reakcja sąsiadów jego własne życie mogłaby uczynić lepszym:
"Ja z kolei byłem w takiej rodzinie. Do dziś mam pretensje do mamy, że
zdecydowała się tak późno na rozwód. Kompletnie nie potrafię
zrozumieć, jak można rzekomo "dla dobra dzieci", skazywać ja na życie
w wieloletnim domowym terrorze psychicznym."
Pani Anna zauważa coś zaskakującego:
"Mimo tego, iz prawie wszyscy dookola wiedza co sie dzieje, taki
osobnik jest nadal tolerowany towarzysko, bliscy znajomi podaja mu
reke i nadal Sie z nim przyjaznia jakby nic sie nie stalo. Niestety
brak ostracyzmu towarzyskiego i tak przez dlugie lata."
A Wy? Zaczynacie zmieniać świat, gdy słyszycie i widzicie, że źle się w nim dzieje, że ktoś cierpi?