Luke Marcinkiewicz wydał oświadczenie ws. spotkania z Rafałem Trzaskowskim.
Luke Marcinkiewicz wydał oświadczenie ws. spotkania z Rafałem Trzaskowskim. Fot. Twitter / @realLukeMar

W Supraślu mężczyzna podający się za Amerykanina zaczepił Rafała Trzaskowskiego. Kandydat Koalicji Obywatelskiej wyczuł jednak, że to ustawka. Teraz mężczyzna, który chciał wdać się w dyskusję z prezydentem Warszawy, odpiera zarzuty o tym, że został przez kogoś podstawiony.

REKLAMA
"Do sympatyków R. Trzaskowskiego, którzy wylewają na mnie hejt. Nie jestem żadnym 'opłaconym prowokatorem z TVP' ani 'udawanym Amerykaninem'. Jestem polskim patriotą oraz obywatelem USA. Wysłuchajcie nagrania. Zanim zaczniecie walczyć z hejtem, sami przestańcie go stosować!" – taki wstęp do swojego nagrania opublikował mężczyzna, który podpisuje się jako Luke Marcinkiewicz.
W poniedziałek wieczorem na swoim Twitterze opublikował wideo, w którym przekazał swoją wersję wydarzeń.
– Byłem wczoraj na spotkaniu z kandydatem na prezydenta panem Trzaskowskim. Zadałem mu pytanie bardzo kulturalnie w języku angielskim na temat jego podejścia do języków obcych. Na to pytanie nie dostałem merytorycznej odpowiedzi, a jedynie hejt pod moim adresem. Zostałem zaatakowany ustnie za mój akcent. Za to, jak mówię, jakim językiem mówię, skąd jestem – stwierdził.
Jak zaznaczył, nie jest zawodowym politykiem, nie ma też "treningu przed kamerami i przed rozmowami z osobami publicznymi". – Nie ma znaczenia, jaki się paszport posiada, znaczenie ma to, jakie wartości ma się w sercu i co się reprezentuje. Czy znamy podstawowe postaci historyczne z naszego kraju, w którym jesteśmy, czy wiemy, kto to był generał Lee, czy wiemy, czego nauczał Jan Paweł II – wymieniał. Luke Marcinkiewicz pokazał też polski i amerykański paszport.
– Fala hejtu pod moim adresem bardzo mnie smuci, pokazuje to niski poziom kultury politycznej w Polsce. Poziom naszej debaty jest naprawdę bardzo niski – dodał na koniec.
Przypomnijmy, chodzi o sytuację z ubiegłego weekendu, kiedy Rafał Trzaskowski odwiedził Podlasie. Podczas spotkania z wyborcami w Supraślu kandydata KO na prezydenta RP zaczepił mężczyzna, który twierdził, że jest Amerykaninem.
Prezydent Warszawy szybko wyczuł, że coś jest z nim nie tak i oznajmił, że "nie brzmi jak Amerykanin". Niektórzy sugerowali, że zaczepka po angielsku była ustawką Telewizji Polskiej.