
Podczas "Areny prezydenckiej" zorganizowanej w Lesznie przez sztab Rafała Trzaskowskiego zasłabła dziennikarka "Faktu" Agnieszka Burzyńska. Pomógł jej między innymi kandydat Koalicji Obywatelskiej. A jednak Beata Mazurek z PiS dopatruje się drugiego dna w całej sytuacji.
REKLAMA
Rafał Trzaskowski przerwał wypowiedź i podał Agnieszce Burzyńskiej wodę z mównicy, która stała w miejscu przeznaczonym dla nieobecnego Andrzeja Dudy. Przeciwnicy kandydata KO próbują lansować teorię, że była to ustawka mająca ocieplić wizerunek polityka. Znalazła się wśród nich także Beata Mazurek.
"Żałosna groteska. Typowy prymitywizm dla tego kandydata i jego obozu" – napisała w tweecie. Była rzeczniczka partii podała też dalej tweeta, którego autor twierdzi, że zasłabnięcie dziennikarki podczas debaty w Lesznie było ustawką Cezarego Tomczyka, szefa sztabu Rafała Trzaskowskiego.
Tymczasem w odpowiedzi swój stan opisała też we wtorek rano Agnieszka Burzyńska. "Było strasznie duszno. Wstałam z fotela za szybko i zakręciło mi się w głowie. Nie zemdlałam, pytania zadałam. Tyle" – opisała.
Beata Mazurek jest bardzo aktywna w ostatnich dniach kampanii prezydenckiej. "Trzaskowski boi się debaty z Polakami. Woli ustawioną debatę w WSI 24 i niemieckim Onecie. To przykład pogardy dla wyborców z mniejszych miejscowości. Mieszkańcy Końskich i Polacy już niedługo wystawią mu rachunek" – w taki sposób nazwała telewizję TVN24 po tym, jak okazało się, że to właśnie na "Arenie prezydenckiej" w Lesznie wystąpi Rafał Trzaskowski.
Na to zareagowała ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher. "Powinna się Pani wstydzić. To jest poniżej godności osoby, która reprezentuje Polaków" – skomentowała ambasador Stanów Zjednoczonych w Warszawie.
