Jacek Sasin w II turze wyborów prezydenckich nie zdecydował się na głosowanie korespondencyjne.
Jacek Sasin w drugiej turze wyborów prezydenckich zagłosował na Helu. Fot. Twitter / Jacek Sasin

Jacek Sasin też zagłosował. Minister aktywów państwowych nie zdecydował się jednak na głosowanie korespondencyjne. Jak tysiące Polaków poza domem, skorzystał z zaświadczenia do głosowania, czym pochwalił się na Twitterze.

REKLAMA
Jacek Sasin przekonywał, że wybory korespondencyjne są całkowicie bezpieczne. Jednak sam skorzystał z popularnej formy oddania głosu, jakim jest zaświadczenie, które można wykorzystać w miejscowości turystycznej podczas urlopu. Tak też zrobił polityk PiS, o czym poinformował na Twitterze.
"Mój kandydat otrzymał głos ode mnie i moich przyjaciół, z którymi spędzam weekend na Helu. Tak jak tysiące Polaków w trakcie wyjazdu głosowałem korzystając z zaświadczenia" – napisał Jacek Sasin i dołączył zdjęcie sprzed lokalu wyborczego w Helu.

Ile kosztowały Polaków wybory-widmo 10 maja

Jak wyliczyli dziennikarze, wybory prezydenckie, które ostatecznie nie odbyły się 10 maja, kosztowały Polaków 70 mln złotych. Jacek Sasin, który je nadzorował jako minister aktywów państwowych znalazł jednak winnego tej sytuacji. To – zdaniem polityka PiS – politycy opozycji.
– Ja już tyle razy słyszałem, że wszyscy będziemy siedzieć, że to już nie robi wrażenia. Dobrze by było, żeby politycy trafiali do więzienia, gdy popełniają przestępstwa. W tym przypadku mówienie o więzieniu i odpowiedzialności karnej jest bzdurą. Wszystkie działania były podejmowane na podstawie ustawy – ocenił.