
Wielu Polaków do tej pory nie może wyjść ze zdziwienia, jak to możliwe, że Andrzej Duda, służby specjalne, korpus dyplomatyczny i Kancelaria Prezydenta dały się nabrać rosyjskiemu komikowi. Z rozwiązaniem problemu przychodzi Roman Giertych. Mecenas napisał do prezydenta list, w którym zaprezentował mu specjalny szyfr.
REKLAMA
"Nie może pan służbom więcej ufać, dlatego pozwoliłem sobie przygotować dla pana szyfr, dzięki któremu będzie mógł pan łatwo rozpoznać, czy osoba, która do pana dzwoni, jest rzeczywiście tą, za którą się podaje" – rozpoczyna swój list do Andrzeja Dudy mecenas Roman Giertych.
Chodzi o powyborczą rozmowę prezydenta z komikiem z Rosji, który podawał się za
sekretarza generalnego ONZ. Zarówno korpus dyplomatyczny jak i służby oraz Kancelaria Prezydenta nie zorientowały się, że nie jest to António Guterres. Duda przyjął więc od niego gratulacje za wygrane wybory i łamaną angielszczyzną odpowiadał na podchwytliwe pytania o Donalda Tuska, koronawirusa czy wódkę Żubrówkę.
sekretarza generalnego ONZ. Zarówno korpus dyplomatyczny jak i służby oraz Kancelaria Prezydenta nie zorientowały się, że nie jest to António Guterres. Duda przyjął więc od niego gratulacje za wygrane wybory i łamaną angielszczyzną odpowiadał na podchwytliwe pytania o Donalda Tuska, koronawirusa czy wódkę Żubrówkę.
Dlatego Giertych postanowił pomóc prezydentowi i ułożył dla niego specjalny szyfr, dzięki któremu sprawdzi, czy osoba, z którą rozmawia, jest tą, za którą się podaje. Wystarczy jej tylko zadać serię pytań testowych.
"Załóżmy, że dzwoni do pana Królowa Angielska. Zamiast wdawać się w dalszą rozmowę, weryfikuje pan jej tożsamość i pyta: Hał old ar ju? Jak odpowie poprawnie, to zadaje pan drugie pytanie testujące: Iz it tru dat jor san łos e frjend of dis pedofajl Epstein? Jak potwierdzi, to może pan rzucić zabawny dowcip: Mejbi hi nids e akt of pardon? Hi, hi, hi. I wówczas może pan dalej prowadzić błyskotliwą konwersację" – pisze Giertych.
Inaczej rozmowa, zdaniem mecenasa, może wyglądać z Borisem Johnsonem, premierem Wielkiej Brytanii. "Gdy dzwoni Johnson, pyta pan od razu: Łos e Radek Sikorski jor kolig from Oxford? Jak zaprzeczy, znaczy, że rosyjski troll, jak potwierdzi, pyta pan dalej. Hał meny łajfs did ju hav? Jak powie poprawnie, to znaczy, że Johnson i można omawiać relacje z Wielką Brytanią" – stwierdza były lider LPR, po czym dodaje, żeby prezydent trzymał się jednak języka ojczystego, bo rozmowy po angielsku mu nie wychodzą.
