Fot. Unsplash.com / Lidya Nada

Czy to możliwe, że jedna z najbardziej zawiłych egzystencjalnych zagadek ludzkości została w końcu rozwiązana? Czy Liz Hoggard — autorka książki pod tytułem: “Jak być szczęśliwym?” rzeczywiście znalazła odpowiedź na zadane w tytule pytanie? Cóż, na pewno udało się jej ustalić czym szczęście nie jest. A to, jak się okazuje, już całkiem sporo.

REKLAMA
Liz Hoggard to brytyjska dziennikarka, która w dziedzinie szczęścia powinna mieć spore doświadczenie — przynajmniej jeśli chodzi o postrzeganie tego stanu w kontekście zawodowym. Teksty Hoggard pojawiały się w tak renomowanych na Wyspach periodykach, jak “The Telegraph”, “Times” czy “The Observer”. Autorka “Jak być szczęśliwym?” ma również doświadczenie telewizyjne — pracowała przy popularnych brytyjskich talk-showach.
Można podejrzewać, że pomysł na książkę narodził się, gdy Hoggard pracowała na którymś z planów. Być może to właśnie tam poznała ekspertów, biorących udział w niezwykłym projekcie, który później został sfilmowany przez BBC.
Mowa o serii “Making Slough Happy”, czyli jedynym w swoim rodzaju eksperymencie, w którym wykorzystano wiedzę i doświadczenie specjalistów z dziedziny psychologii pozytywnej.

Jest dobrze. Kiedy będzie lepiej?

Jeśli myślicie, że Slough zamieszkują smutni, nieporadni “beneficiarze”, którzy całymi dniami żalą się na swój marny los, stojąc w kolejkach po zasiłki, to jesteście w błędzie.
W chwili powstania książki i wypuszczenia na antenę BBC dokumentu poziom bezrobocia plasował się tam na poziomie 3 proc., czyli był jednym z najniższych wskaźników w kraju. Ludziom żyło się dostatnio, spora część z nich prowadziła własną działalność, w mieście liczącym niecałe 120 tys. mieszkańców funkcjonowało ponad 4 tys. firm.
Na widok wykresu przedstawiającego strukturę społeczną Slough niejeden demograf zaklaskałby w ręce. Miasto zamieszkiwali zarówno starzy, jak i młodzi; osoby samotne i osoby w mniej lub bardziej formalnych związkach; wierzące w różnych bogów i niewierzące w ogóle; przedstawiciele różnych ras.
Co więc było nie tak ze Slough?
Otóż zupełnie nic. Sztab naukowców zjawił się tam w jednym celu: sprawić, żeby ludzie, którzy mają właściwie wszystko, co do szczęścia potrzebne — pracę, pieniądze, rodzinę, przyjaciół — wreszcie poczuli się szczęśliwi. A odpowiedź na pytanie, jak to zrobić nie jest wcale oczywista.
Problem pojawia się już na samym początku, czyli na etapie ustalenia, czym tak naprawdę jest szczęście. Czyż nie jest to jeden z tych stanów, który każdy z nas definiuje inaczej i który może zależeć od wielu czynników?
Zdecydowanie, czego Hoggard wcale nie ukrywa. “Nie istnieje żadna uniwersalna, dobra dla wszystkich recepta na szczęście, jednak można zrobić naprawdę wiele, aby zwiększyć swoje poczucie zadowolenia” — tłumaczy na początku książki.
Zanim jednak weźmiemy się za wdrażanie w życie planu poprawy, warto zastanowić się, z jakiego punktu startujemy. Aby ustalić nasz bazowy poziom życiowego zadowolenia możemy wypełnić “Kwestionariusz szczęścia” — dokładnie tak, jaki dostali na początku projektu ochotnicy ze Slough.
Przygotowane przez socjologów badanie ma kilka części. Zliczając punkty z poszczególnych jego sekcji można ustalić nasz bazowy poziom szczęścia w różnych dziedzinach życia.
Na początku eksperymentu mieszkańcy Slough ocenili swoje “zadowolenie z życia” na 6,5 i w zasadzie nie jest to wynik imponujący. W zestawieniu z uśrednionymi wynikami Szwajcarów (8,4), Irlandczyków (7,9) czy mieszkańców USA (7,7) wypada raczej blado.
Kwestionariusz zdecydowanie warto wypełnić samodzielnie choćby dlatego, aby przekonać się, w jaki sposób zbierane są dane do wszelkiego rodzaju zestawień pod tytułem: “Top 10 krajów, w których żyje się najlepiej”. Drugim, nie mniej ważnym powodem jest fakt, że wiedząc, jak bardzo — w matematycznym sensie — jesteśmy dzisiaj szczęśliwi, będziemy mogli porównać ten wynik z wynikiem tego samego testu, przeprowadzonego po przeczytaniu książki i wprowadzeniu w życie jej zaleceń.
Taki schemat działania przyjęto w Slough. Oczywiście nie zdradzimy wam tutaj, o ile oczek do przodu przesunęli się po zakończeniu projektu. Jak się jednak słusznie domyślacie, zmiana nastąpiła. Czy wam również uda się zmienić życie na lepsze? To zależy, bo jak już wspomnieliśmy, drogę do szczęścia każdy wydeptuje sam.
Z pewnością jednak fakty i spostrzeżenia psychologów przytaczane przez Hoggard dają do myślenia i stanowią dobry pretekst do tego, aby dla własnego dobra, a właściwie: dobrostanu, zwątpić w kilka mitów, jakimi “szczęście” obrosło. Pierwszy z brzegu: pieniądze.
logo

Bogactwo i szczęście: to skomplikowane

Powiedzieć, że nie dają szczęścia, to odważna teza. Ale Hoggard z pomocą badaczy stara się nas do niej przekonać. Nie poleca, oczywiście, eksperymentu życia w ubóstwie. Nie twierdzi również, że osobiste spełnienie da się osiągnąć nawet wtedy, gdy na koncie mamy jedynie wartości ujemne.
Niemniej jednak przy założeniu, że nasza sytuacja finansowa jest w miarę stabilna, generowanie coraz większych zysków nie jest tym, co większości z nas gwarantowałoby radość.
“Bogactwo jest jak zdrowie — jego brak oznacza kłopoty, ale posiadanie go nie gwarantuje szczęścia. Natomiast pogoń za pieniędzmi zamiast poszukiwania sensu życia to pewna droga do rozczarowania” — twierdzi Hoggard.
Z badań, na które powołuje się autorka wynika, że poziom zadowolenia z życia bogaczy, których nazwiska Forbes umieszcza na liście najbogatszych mieszkańców USA, jest mniej więcej porównywalny z tym, jaki przejawiają... przeciętni pasterze z plemienia Masajów.
Dlaczego tak się dzieje? Po części dlatego, że bogactwo to kwestia względna. Jak tłumaczy Hoggard z podwyżki będziemy cieszyć się tak długo, aż nie dowiemy się, że nasz kolega z pracy dostał większą.
Jak pokazał jeden z eksperymentów, którego wyniki przytacza Hoggard, większość badanych wolałaby zarabiać 50 tys. funtów wiedząc, że wynagrodzenie ich kolegów wynosi 25 tys. zamiast 100 tysięcy. Dlaczego? Bo w drugim scenariuszu koledzy mieliby dostawać 250 tys.
Spokojnie. Nikt nie podsunie wam pod nos kolejnego kwestionariusza, w którym zapyta, czy posiadacie podobne pokłady zawiści. Z drugiej strony, warto wstrzymać się z kategorycznymi protestami. Bo może to właśnie te małe igiełki zazdrości są tym, co blokuje was przed odczuwaniem szczęścia w swojej pełni? Kto wie.
“Jak być szczęśliwym” to kopalnia wielu tego rodzaju oświeceń, które mogą, choć oczywiście nie muszą, otworzyć wam oczy na sprawy ważne, a przymknąć na te, które w ogólnym rozrachunku okazują się nieistotne.

Artykuł powstał we współpracy z Domem Wydawniczym REBIS.