Kevin Roberts, szef Saatchi & Saatchi
Kevin Roberts, szef Saatchi & Saatchi Fot. Materiały prasowe

Kevin Roberts, szef jednej z największych reklamowych agencji na świecie - Saatchi & Saatchi musiał się niepomiernie zdziwić, gdy podczas jego wizyty w Warszawie spojrzał na swoją wielką podobiznę, wyklejoną na budynku polskiego oddziału firmy. Dużo pracy, kilka butelek wina, kilka pudełek pizzy wystarczyło, by zaskoczyć szefa. Okazuje się, że to swego rodzaju konkurs wśród firm przy ulicy Domaniewskiej w Warszawie.

REKLAMA
CosNowego.pl poczytaj o
O projekcie rozmawiamy z jego koordynatorem, Igorem Kaleńskim z Saatchi & Saatchi.
Skąd pomysł na taką akcję? Podpadliście szefowi i miał to być sposób na jego udobruchanie?
(śmiech) Nie. Nic z tych rzeczy. To był po prostu jeden z elementów kampanii promującej przyjazd do Warszawy Kevina Robertsa, znanego specjalisty oraz nagłośnienie jego wykładów. Ogłaszaliśmy to także m.in. w pismach branżowych.
Zakładam, że nie było łatwo wykonać taką podobiznę na szybach?
Trzeba było się napracować. Na początku potrzebowaliśmy zgody właściciela budynku, bo nasza firma zajmuje jedno z jego pięter. Dodatkowo trzeba było zdobyć zgodę prezesów pozostałych firm na to, by wkroczyć do ich biur i obkleić szyby. Byliśmy bardzo zaskoczeni ich ciepłym przyjęciem i chęcią współpracy. Pokazali jasną stronę polskiej mentalności. Nad projektem pracowało kilkadziesiąt osób.
Dużo czasu wam to zajęło?
Wyklejanie okien trochę trwało. Mieliśmy pracowitą niedzielę, kilka pudełek pizzy, parę butelek wina. Ciężko było uchwycić kontrast światła żeby uwydatnić cechy twarzy Kevina Robertsa. Na dodatek kartki post it produkowane są jasnych kolorach, nikt nie pisze na ciemnych, dlatego musieliśmy sami dodrukować dwa odcienie.

Szefowi się spodobało?
(śmiech) Na pewno. On wiedział o kampanii promocyjnej, przemilczeliśmy jedynie projekt z jego podobizną. Pozytywnie go to zaskoczyło. Cieszył się, widział w tym esencję kreatywności. Prosty pomysł, proste wykonanie. Od środka te kartki niejednokrotnie były przyklejone nierówno, czasem odstawały. Jednak efekt końcowy jest zadowalający i to urzekło szefa. Potraktował to lekko, zabawnie, z przymrożeniem oka.
Pierwszy raz wyklejaliście budynek?
Nie. To swego rodzaju rywalizacja wśród firm na ulicy Domaniewskiej. Kiedyś wykleiliśmy podobiznę Pac-mana, wisienkę. W zeszłym roku jedna z firm wykleiła podobizny ludzi na wysokości jednego piętra. Nie wiem czy przebiliśmy ich w tym roku pod względem wykonania, ale na pewno gabarytów, bo nasza "wyklejanka" zajęła pięć pięter.