
Działaczka LGBT Margot w zeszłym tygodniu opuściła areszt. Wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik twierdzi, że nie była w nim nękana. – Nie miał kontaktu z innymi więźniami, zostało to dopilnowane – zapewnił w rozmowie z "Rzeczpospolitą", nazywając aktywistkę "konfabulantem".
REKLAMA
– Ten mężczyzna absolutnie kłamie. Nie było w ogóle sytuacji, w której on miał kontakt z jakimkolwiek innym osadzonym, zarówno na Białołęce (w areszcie śledczym – red.), jak i w jednostce penitencjarnej w Płocku – odpowiedział Wójcik, zapytany o to, czy w areszcie doszło do nękania Margot.
Wiceminister zwrócił też uwagę, że izolacja wynikała z prośby samej działaczki. – On narzeka, że był odizolowany od reszty, że siedział w celi osobnej, był monitorowany itd. Tylko to on nas prosił o to, żeby być w osobnej celi. Prosił, bo się bał, że coś mu się może stać. I po konsultacji m.in. z psychologiem, z wychowawcą, taka decyzja została podjęta – zaznaczył.
Poseł Solidarnej Polski wyjaśnił też, skąd – jego zdaniem – mogły wziąć się pogłoski o złym traktowaniu Margot. – Był w pewnej izolacji, bo osadzenie go z innymi byłoby dla niego niebezpieczne. Jeżeli on mówi, że były jakieś okrzyki w tym więzieniu, to były, bo część więźniów dowiedziała się, gdzie przebywa – stwierdził. I dosadnie podsumował swoją wypowiedź: – Margot to konfabulat i tyle!
Działaczka została aresztowana na początku sierpnia, w związku z oskarżeniem o zniszczenie furgonetki z plakatem sugerującym, że osoby LGBT mają skłonności pedofilskie. Sąd odwoławczy uwzględnił złożone wcześniej zażalenie i 28 sierpnia Margot wyszła z aresztu.
źródło: "Rzeczpospolita"
