Tysiące Polaków przyszły kibicować biało-czerwonym
Tysiące Polaków przyszły kibicować biało-czerwonym Fot. Stefan Romanik / Agencja Gazeta

Trwa pierwszy poważny test Stadionu Narodowego - największej w Polsce areny Mistrzostw Europy w piłce nożnej. Kilkadziesiąt tysięcy widzów ogląda pojedynek Polski z Portugalią. Jest trochę wolnych miejsc, ale tylko tych najdroższych. Dołączyłem do kibiców idących ulicami Warszawy na stadion, by sprawdzić, jakie są wobec niego i wobec reprezentacji oczekiwania.

REKLAMA
W metrze jeszcze spokojnie i nieśmiało spod kurtek widać kibicowskie szaliki, w wagonie tylko kilka osób ma pomalowane twarze. Do meczu jeszcze ponad dwie godziny, więc na Stadion Narodowy zmierzają Ci najbardziej niecierpliwi, którzy jak najdłużej chcieli się nacieszyć widokiem nowego obiektu. Ale to dopiero początek drogi. Z lewostronnej Warszawy na obiekt można się dostać właściwie tylko przez Most Poniatowskiego - samochodem (co policja odradzała), autobusem, tramwajem lub pieszo.

Kiedy próbowałem porozmawiać z niektórymi kibicami wpływ alkoholu był widoczny. Sklepy przy głównej arterii prowadzącej na stadion przeżywały prawdziwe oblężenie. Chociaż mecze międzynarodowe nie wywołują tak wielkich emocji jak te między drużynami z ligi, policja przygotowuje się na każdą możliwość. Stąd też wokół stadionu dziesiątki, jeśli nie setki patroli pieszych i w radiowozach. Nawet jeśli mecz przebiegnie spokojnie i nie dojdzie do żadnych zajść, nie wystawia nam chyba zbyt dobrej opinii w oczach kibiców z całej Europy, widok zionącego alkoholem polskiego kibica. Pomimo tego po drodze spotkałem wiele rodzin z małymi dziećmi.

Pod Stadionem gęsto od głów, a raczej od czapek w biało-czerwonych barwach. Ci, którzy w drogę na stadion ruszyli bez akcesoriów mogli kupić szaliki, czapki, flagi, wuwuzele, a nawet pomalować twarz w barwy naszej reprezentacji. Trochę zdziwiło mnie, że mimo sporego zagęszczenia policja nie zdecydowała się zamknąć Wybrzeża Szczecińskiego, ulicy biegnącej bezpośrednio przy Narodowym. Wąskie chodniki to utrapienie całego otoczenia stadionu - krótko po meczu, kiedy ponad 50 tys. ludzi wyleje się na ulice, wszystkie drogi dojazdowe zostaną niewątpliwie zablokowane przez kibiców. Sytuacja może poprawić się dopiero, kiedy powstanie stacja metra Stadion, ale to dopiero pieśń przyszłości - budowa ma się skończyć pod koniec 2013 roku.


Na razie jednak organizatorzy muszą sobie poradzić bez metra. Niedociągnięcia organizacyjne nie burzą wiary kibiców w sukces czerwcowej imprezy. - Polacy staną na wysokości zadania. Na sam koniec się sprężą i wszystko się uda jak należy - wykrzykuje jeden z kibiców. Jego kolega odejmując od ust wuwuzelę dodaje, że na polityków nie ma rady i nie powinniśmy się nimi przejmować, za to cieszyć się nadchodzącym piłkarskim świętem. W powodzenie projektu wierzy też były minister sportu Adam Giersz, którego spotkałem przed wejściem na stadion.


Pośród okrzyków typowo kibicowskich dało się też słyszeć głosy niezadowolenia, gdyż nie obyło się bez niedociągnięć organizacyjnych. Kibice narzekali przede wszystkim na słabe oznaczenie dróg prowadzących do wejść. Wydawać by się mogło główna brama, czyli wejście usytuowane od strony Wybrzeża Szczecińskiego, było niedostępne dla zwykłych kibiców. Mogli tamtędy tylko wejść, a raczej wjechać posiadacze przepustek VIP. Pomimo tego przeważały nastroje radości i dumy z nowego obiektu. Czy ta radość utrzyma się po meczu? Jak typujecie?