W jednej z polskich elitarnych jednostek wojskowych miało dojść do fałszowania wyników egzaminów z wychowania fizycznego.
(zdjęcie jest ilustracją do treści) W jednej z polskich elitarnych jednostek wojskowych miało dojść do fałszowania wyników egzaminów z wychowania fizycznego. Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta

Krakowskie 2. Centrum Koordynacji Operacji Powietrznych jest jednostką zajmującą się planowaniem, dowodzeniem oraz koordynacją operacji lotnictwa. W latach 2013-2018 kandydaci do niej mieli przechodzić egzaminy z wuefu tylko na papierze, a dokumenty były podobno fałszowane. O sprawie pisze portal Onet.pl.

REKLAMA
Centrum Operacji Powietrznych, Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych to elitarna jednostka. Żeby się do niej dostać, trzeba przejść testy zdrowotne i sprawnościowe. Sęk w tym, że przez pięć lat, jak ustalił portal Onet.pl, badania przeprowadzał ginekolog, a testów z WF-u wcale nie było.
Czytaj także:
Pamiętacie dowódcę dywizjonu z Suwałk? Zapytaliśmy w MON o jego testy sprawnościowe. Odpowiedź was zaskoczy

Egzamin bez egzaminu

Proceder wyglądał następująco. Najpierw żołnierze 2CKOP szli do pobliskiej jednostki na badania zdrowotne, które przeprowadzał major Wojska Polskiego, a prywatnie... ginekolog. Po szybkim pytaniu "jak się czujesz?" dostawali "brak przeciwwskazań do służby" i zanosili swoje karty pani chorąży Małgorzacie Sz. lub chorążemu sztab. Andrzejowi B., żołnierzom z 2CKOP.
Nie szli jednak na egzamin sprawnościowy na halę sportową. Oceny mieli sobie zamawiać i dostawać je na piśmie dwa dni później, podpisane przez wuefistę z Regionalnego Centrum Informatyki (RCI) chorążego Marka K. Mężczyzna jest dobrym znajomym pani chorąży Sz. i chorążego B.
Jak podaje Onet, tak wyglądać miały w jednostce egzaminy z wychowania fizycznego od 2013 do 2018 roku. Do czasu, kiedy w 2CKOP pojawili się młodzi oficerowie, którzy postanowili działać. Jeden z nich na początku lutego 2019 roku wysłał do Biura Skarg i Wniosków Ministerstwa Obrony Narodowej skargę, w której poinformował o braku egzaminów i fałszowaniu dokumentów. Dodał także, że o całej sytuacji wiedział dowódca jednostki ppłk Waldemar Cedro.
Dziennikarzom udało się z nim skontaktować. Najpierw chciał wiedzieć, skąd mają jego numer, a potem stwierdził, że "to nie jest temat dla prasy, a "dla przełożonych, żandarmerii, dla takich instytucji", a nie dla mediów. Rzeczywiście sprawą zajęli się przełożeni. Pod koniec lutego w 2CKOP pojawiła się komisja, której członkowie chcieli zamieść sprawę pod dywan.

Podoficer z zarzutami

Prawie im się to udało, ale determinacja trzech świadków, którzy mieli twarde dowody, nie pozwoliła na zakończenie śledztwa. Wiosną ubiegłego roku przejęła ją Żandarmeria Wojskowa w Krakowie, która w lipcu 2019 roku wszczęła dochodzenie wobec Marka K., który teraz jest już na emeryturze. Za wystawienie dokumentu, w którym poświadcza nieprawdę, grozi mu od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.
On sam twierdzi, że zajęcia się odbywały. Nie potrafi tylko wskazać miejsca, w którym odbyły się egzaminy. Podobnie jak chorąży Małgorzata Sz. Młodzi oficerowie twierdzą, że Marek K. został kozłem ofiarnym, bo cały proceder dotyczył większej liczby osób, a wysłana komisja chciała ją zatuszować. MON nie chce odpowiedzieć, czy sprawa będzie ponownie zbadana.

Afera za aferą

Przypomnijmy, że pod koniec ubiegłego roku było głośno na temat innej kontrowersyjnej sprawy w Wojsku Polskim. Mowa o aferze hejterskiej z udziałem wysokich funkcjonariuszy państwowych, którą także ujawniał Onet. Ta tzw. fabryka trolli miała działać w Żandarmerii Wojskowej. Ofiarami hejtu były żołnierki, które skarżyły się na molestowanie i mobbing. W skandal mają być zamieszani wysocy oficerowie, w tym zastępca komendanta ŻW.
źródło: Onet.pl