Maciej Maleńczuk uświetnił Forum Ekonomiczne w Krynicy swoim koncertem
Maciej Maleńczuk uświetnił Forum Ekonomiczne w Krynicy swoim koncertem Fot. Adam Golec / Agencja Gazeta

Bankiety, blichtr, złoto, wino i cygara. Czy tak wyglądają spotkania biznesmenów i polityków? Często – tak. Nie wszystkim jednak się to podoba, szczególnie, gdy wino i cygara kupują państwowe spółki. Dlatego też minister skarbu Mikołaj Budzanowski zaapelował dziś o oszczędzanie na wszystkim, co zbędne. Nadszedł czas, w którym środowiska biznesowe powinny spuścić z tonu?

REKLAMA

Historia z Krynicy. Forum Ekonomiczne trwa w najlepsze. Kilku prezesów znanych firm idzie deptakiem na obiad. Po drodze spotykają ulicznego grajka. "Chodź z nami" – zagarniają muzyka biznesmeni. Idą z nim do restauracji, grajek dzielnie przygrywa. Prezesi mają jechać potem na imprezę, ale żal im rozstawać się z nowym kolegą. Zabierają go więc ze sobą – do wielkiej, amerykańskiej limuzyny. Grajek jedzie z nimi na imprezę, w końcu czemu miałby odmówić. Właśnie w taki sposób, poza panelami i oficjalnymi spotkaniami, wygląda Forum Ekonomiczne oczami najbogatszych. Bo kto bogatemu zabroni?

Rauty nieodpowiednie Mikołaj Budzanowski krytykował Forum Ekonomiczne w Krynicy. Jak mówił dziś w TOK FM, "cel intelektualny

Sushi, szampan, buty szyte na miarę. To pierwsze potrzeby bogaczy. CZYTAJ WIĘCEJ

Forum można było osiągnąć w inny sposób i nie muszą temu towarzyszyć wydatki na wielkie imprezy i przyjęcia". Jak zaznaczył minister, "nie ma nic przeciwko" balom i rautom, ale wolałby, żeby finansował to sektor prywatny, a nie państwowy.

Budzanowski w ten sposób odniósł się do dwóch imprez. Jednej organizowanej wspólnie przez PZU i Orlen, drugiej – przez KGHM i PGNiG. Minister apelował do spółek Skarbu Państwa, by "oszczędzały i ograniczały wszystkie zbędne wydatki". Podkreślał też, że to kwestia odpowiedzialności społecznej.

Minister nie był na balu? – Zawsze jest tak, że to największe firmy sponsorują takie imprezy. A tak się składa, że największe firmy w Polsce należą do Skarbu Państwa. Niech pan minister posprzedaje spółki, to nie będzie miał o czym dyskutować – komentuje słowa Budzanowskiego Robert Gwiazdowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha. Gwiazdowski dobrze wie, o jakie imprezy mogło chodzić ministrowi, ale nie widzi w tym nic złego.

– Są imprezy chociażby Orlenu i PZU, ale nie sądzę, by te firmy ponosiły z tego tytułu wielkie wydatki. Wręcz przeciwnie, kiedyś niektóre spółki Skarbu Państwa wręcz ze sobą konkurowały pod tym względem, dzisiaj organizują imprezy razem i bardziej oszczędnie. W tym roku było nawet skromniej, niż wcześniej. Pan minister chyba nie był na prawdziwie bogatym raucie – ocenia Gwiazdowski. Szef Centrum im. Adama Smitha

Są imprezy chociażby Orlenu i PZU, ale nie sądzę, by te firmy ponosiły z tego tytułu wielkie wydatki. Wręcz przeciwnie, kiedyś niektóre spółki Skarbu Państwa wręcz ze sobą konkurowały pod tym względem, dzisiaj organizują imprezy razem i bardziej oszczędnie. W tym roku było nawet skromniej, niż wcześniej. Pan minister chyba nie był na prawdziwie bogatym raucie.

Robert Gwiazdowski

Prezydent Centrum im. Adama Smitha

dodaje, że największe imprezy i tak organizuje Krzysztof Kalicki z Deutsche Banku. I skala tych wydarzeń jest nieporównywalna. – To pierwszy minister, który wypalił coś takiego. Za czasów PiS w Krynicy nie było polityków, ale przynajmniej nikt tego nie krytykował – dodaje Robert Gwiazdowski.

Dobra impreza nie jest zła Również inni nasi rozmówcy, którzy byli w tym roku w Krynicy, przyznają: Budzanowski przesadził. – Pan minister mógłby się zająć inwestycjami, na przykład gazoportem na którym tracimy miliardy złotych, a nie tym, czy był śledzik w Krynicy, czy nie. Zarzuty zupełnie nietrafione. To czysty populizm i czepianie się, bo ta impreza jest potrzebna i bardzo dobrze zorganizowana – przekonuje poseł Andrzej Rozenek z Ruchu Palikota. Choć, jak zaznacza, w żadnym bankiecie ani imprezie udziału nie brał. Arkadiusz Mularczyk z Solidarnej Polski podkreśla zaś, że jego rażą przede wszystkim bardzo intratne kontrakty w państwowych spółkach, na przykład dla Aleksandra Grada.

Zarówno Rozenek, Gwiazdowski, jak i Mularczyk wydają się nie mieć nic przeciwko wydawaniu pieniędzy na imprezy – przynajmniej przy okazji takich wydarzeń, jak Forum w Krynicy. Poza tym dość oczywiste wydaje się, że spółki Skarbu Państwa powinny oszczędzać, zamiast wydawać na bankiety. Z drugiej jednak strony, prawnik Robert Jędrzejczyk w wywiadzie dla nas przekonywał przy okazji Forum, że to właśnie na nieformalnych imprezach podpisuje się najbardziej intratne umowy.

Może więc bale i rauty są potrzebne – bo znaleźć odpowiedniego kontrahenta to nie problem, ale namówić go do złożenia podpisu jest już trudniejsze. Szczególnie na

Uważam, że to nieprzyzwoite, by spółki skarbu państwa organizowały takie imprezy i wydawały na to setki tysięcy złotych. Czy pracownicy Orlenu wiedzą o tym, że ich firma wydaje tyle pieniędzy na bal w Krynicy? Wątpię, żeby byli z tego zadowoleni.

Michał Majewski

Dziennikarz "Wprost"

szczeblu wielomiliardowych inwestycji. Nie wiedzieć czemu, wszyscy prowadzący wielkie biznesy, z którymi rozmawialiśmy, przyznają nieoficjalnie: niby biznesem rządzą racjonalne przesłanki, ale bez alkoholu i prywatnych sympatii trudno jest się obejść.

Więcej skromności Nie wszyscy jednak zgadzają się z takim podejściem. Dziennikarz "Wprost" Michał Majewski, który kpił na Twitterze z bogactwa polityków Unii Europejskiej, wprost krytykuje państwowe firmy. – Uważam, że to nieprzyzwoite, by spółki skarbu państwa organizowały takie imprezy i wydawały na to setki tysięcy złotych. Czy pracownicy Orlenu wiedzą o tym, że ich firma wydaje tyle pieniędzy na bal w Krynicy? Wątpię, żeby byli z tego zadowoleni – ocenia Majewski. Jego zdaniem, argument o kontraktach podpisywanych na bankietach to po prostu "banialuki" i wymówka do tego, by bogaci organizowali sobie bankiety.

– Nie można zorganizować fajnego panelu, bez bankietów? – powątpiewa Majewski. Jak jednak zaznacza, o ile w państwowych spółkach taka polityka razi, to już prywatne firmy powinniśmy zostawić w spokoju. – Prywatne spółki to co innego, mogą wydawać, na co chcą – mówi dziennikarz "Wprost".

Dajcie dobry przykład Postulat Budzanowskiego popiera też – ogólnie, w oderwaniu od Krynicy – dr Wojciech Warski, przedsiębiorca i ekspert z Business Centre Club. – Rzeczywiście w czasach

Biznesmeni nie epatują bogactwem. Niektórzy chodzą w golfach, nie mają wyszukanych fryzur, nie szczycą się rozrzutnością. CZYTAJ WIĘCEJ

Prof. Jacek Wasilewski

Socjolog

kryzysu biznes powinien być skromniejszy w swoim stylu bycia. Chociażby po to, żeby dawać dobry przykład inny – przekonuje dr Warski.

Ale szefowie spółek sprzeciwiają się takim stwierdzeniom. Jak mówi nam anonimowo prezes jednego z funduszy inwestycyjnych: – Biznes w Polsce ma to poczucie społeczne i stara się żyć skromniej, niż dotychczas. A przynajmniej nie obnosić się z rozrzutnością. Myślę, że u nas nie ma tego problemu, chyba, że ludzie chcą, żebyśmy zrezygnowali ze wszystkiego, na co nas stać.

Odczepcie się od bogatych Oczywiście, zazdrość w społeczeństwie jest czymś normalnym, ale czy narastająca frustracja biednych powinna skłaniać bogatych do ograniczania się? Założyciel sieci "Polskie Jadło" Jan Kościuszko stwierdza: – Od…. się od przedsiębiorców. Gdyby Bóg chciał, żeby wszyscy byli biedni, to by tak zrobił. Nie można karać ani winić kogoś za to, że ma pieniądze i stać go na wiele rzeczy – stwierdza Kościuszko. Jak jednak zaznacza, państwowe firmy, niezależnie od kryzysu, nie powinny mieć rozdmuchanych wydatków.

Kościuszko uważa też, że bezrobocie w Polsce jest wirtualne. – Kto naprawdę chce pracować i zarobić, poradzi sobie i to osiągnie – przekonuje szef "Polskiego Jadła". Dlatego też, zamiast narzekać na styl życia bogatych, powinniśmy się wziąć do pracy i płacić podatki. A jeśli komuś się nie chce lub w siebie nie wierzy – wśród Greków na pewno znajdzie bratnie dusze.