
Kto w dzieciństwie nie przepadał za baśniami? Tymi wzruszającymi i umoralniającymi historiami, często osadzonymi w niesamowitych sceneriach światów zaludnionych przez (nie)zwykłych bohaterów. Wciąż nosicie głęboko w sercu te fantastyczne opowieści? Jeśli tak, to będziecie w swoim żywiole, gdy sięgnięcie po "Bezgwiezdne Morze", najnowszą powieść Erin Morgenstern.
Gdzieś tam są drzwi, oznaczone koroną, sercem i piórem, jeszcze nieotwarte. Widzi je tuż przed sobą, lśniące w mroku. Ktoś ma klucz, który je otworzy. Za drzwiami jest inna Przystań na Bezgwiezdnym Morzu, tętniąca życiem, pełna książek, łodzi i fal obmywających opowieści o tym, co było, i o tym, co będzie.
Zachary’emu Ezrze Rawlinsowi zaczynają się trząść dłonie. Dzieje się tak dlatego, że choć pierwsza część książki to cokolwiek romantyczna opowieść o piracie, a druga to relacja z ceremonii akolitki w dziwnej podziemnej bibliotece, trzecia część to zupełnie inna bajka. Trzecia część jest o nim.
Człowiek, który dotarł do tego miejsca opowieści, ma drogę, którą musi podążyć. Niegdyś było wiele dróg, w czasach, które minęły, utraconych wiele kilometrów i stron temu. Teraz Zachary’emu Ezrze Rawlinsowi została już tylko jedna. Droga, która doprowadzi go do końca.
Artykuł powstał we współpracy z Wydawnictwem Świat Książki
