Jarosław Kaczyński jest za redystrybucją i tym samym nie jest konserwatywny w amerykańskim słowa tego znaczeniu
Jarosław Kaczyński jest za redystrybucją i tym samym nie jest konserwatywny w amerykańskim słowa tego znaczeniu Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

"Fronda", powołując się na "Fakt", który z kolei powołuje się na "Dziennik Gazetę Prawną" dochodzi do zaskakujących wniosków. Przekaz interpretowany kolejno przez każde z tych mediów dowodzi ostatecznie, że konserwatywni PiS-owcy są bardziej szczęśliwi od Platformersów. W rzeczywistości trudno jest jednak porównywać elektorat PiS-u z wyborcami Republikanów w USA.

REKLAMA
"Dziennik Gazeta Prawna" opublikował wywiad z Johnem Jostem, amerykańskim psychologiem polityki, z którego wynika, że konserwatyści są szczęśliwsi od liberałów. Polscy dziennikarze pokusili się o przełożenie wyników tych badań na polskie realia. "Fakt" zadaje pytanie, czy to oznacza, że wyborcy PiS-u są szczęśliwsi od zwolenników partii rządzącej.
"Fronda" już nawet o to nie pyta, a stwierdza jednoznacznie w tytule "PiS-owcy szczęśliwsi od Platformersów!" powołując się na "Fakt".
Z interpretacją prawicowego portalu nie każdy się zgodzi. W Stanach Zjednoczonych pojęcie "liberała" jest zupełnie odmienne od tego w Europie. "Liberalizm" w sensie amerykańskim odnosi się do lewicowości, czyli do przywiązania do państwa opiekuńczego i redystrybucji dochodów.
W Polsce jest dokładnie odwrotnie. To przecież liberalna Platforma dąży do obniżenia podatków (przynajmniej na poziomie deklaracji) i stawia na odpowiedzialność jednostki. PiS stawia wręcz przeciwnie na "solidarność" między bogatymi i biednymi.
Psycholog tłumaczy, że ludzie, którzy traktują nierówności społeczne jako coś naturalnego są szczęśliwsi, ponieważ się na to godzą i dążą do tego, aby nie być po stronie tych pokrzywdzonych. Wierzą w to, że sami odpowiadają za swój los i często dzięki temu odnoszą sukces. Osoby, które tylko narzekają na te nierówności i domagają się redystrybucji, będą zawsze sfrustrowane tym, że są mniej zamożne. Same nie będą chciały tego zmienić, będą się tego domagały od państwa. Elektorat PiS-u chyba jednak należy do tej drugiej grupy.