
Przez Waszyngton przeszedł marsz zwolenników Donalda Trumpa, którzy uważają, że nie wygrał Joe Biden, a wyniki wyborów w USA zostały sfałszowane. Doszło do starć z grupami przeciwników kończącego kadencję prezydenta. Kilka osób zostało rannych, są wśród nich policjanci.
REKLAMA
Demonstracja odbyła się w sobotę w centrum Waszyngtonu. Zebrali się tam przedstawiciele różnych środowisk – jak informuje CNN, znalazły się wśród nich m.in. antyrządowa grupa Oath Keepers, ultraprawicowi Proud Boys czy zwolennicy teorii spiskowych.
Jednym z najczęściej przewijających się w trakcie protestu haseł było "Zatrzymać kradzież" – hasło, którym w ostatnich dniach często posługiwał się odchodzący prezydent Donald Trump, polityk nie mogący się pogodzić z przegraną. Demonstranci podkreślali, że nie wierzą w zwycięstwo Joe Bidena.
Zwolennicy Trumpa są przekonani, że wybory zostały sfałszowane i domagają się ponownego przeliczenia głosów lub powtórki głosowania, które odbyło się 3 listopada. Uczestnicy marszu przeszli spod Białego Domu w okolice Sądu Najwyższego.
Czytaj także: "Planuje zniszczyć FOX News". Trump wściekł się na stację – uruchomi własną telewizję internetową
Wieczorem na ulice wyszli także przeciwnicy Donalda Trumpa. Jak podają lokalne media, mieli oni zaatakować zwolenników prezydenta. Pojawiły się informacje o kilkudziesięciu aresztowanych i kilku rannych. Obrażenia miało odnieść m.in. dwóch policjantów.
Otoczenie Trumpa nadal nie może pogodzić się z porażką, ale wygląda na to, że sam prezydent powoli zaczyna przyjmować ją do wiadomości. W sobotę – a więc w dniu protestów – wystąpił publicznie po raz pierwszy od tygodnia. Wcześniej zapewniał o swoim zwycięstwie, teraz przyznał, że nie wie, kto będzie rządził w przyszłości.
źródło: CNN
