
Europejski model socjalny musi się zmienić. Tylko jak? O tym już dziś w Sopocie podczas Europejskiego Forum Nowych Idei w trakcie panelu Orlenu rozmawiali eksperci z całego świata. Czy Europę wciąż stać na nadopiekuńczość wobec swoich obywateli, a może w czasie kryzysu to obywatele muszą zaopiekować się swoimi państwami?
REKLAMA
Europejski model społeczny to jedna z największych ofiar kryzysu. Recesja w Europie sprawiła, że stare zasady socjalnego funkcjonowania pracowników muszą się natychmiast zmienić, albo na dobre lec w gruzach. Dlatego wymyślenie nowe formuły socjalnej, w której obracać się będą Europejczycy wymaga od liderów Starego Kontynentu szybkiej i wytężonej pracy. Gdy mowa o liderach, nie chodzi jednak tylko o określone kraje, czy przywódców. Są bowiem nimi także przedsiębiorcy - od największych graczy na rynkach po małe i średnie przedsiębiorstwa i zwykli obywatele.
Dlatego eksperci są przekonani, że to także od nich zależeć będzie opracowanie nowego modelu socjalnego dla Europy. W EFNI podczas dyskusji moderowanej przez prezesa PKN Orlen Jacka Krawca debatowali o tym Phillip Blond, Jose Ignacio Torreblanca, Adam Michnik, Sławomir S. Sikora i Aleksander Smolar. Starali się odpowiedzieć na pytanie, na ile dziś stać Europę i świat i gdzie w czasach kryzysu należy postawić granicę pomocy socjalnej.
Wcześniej warto jednak zastanowić się, czym obecny europejski model socjalny w rzeczywistości jest i czy absolutnie zawsze musi oznaczać wyrzucanie pieniędzy w błoto? Zdaniem X, mówiąc o uśrednionym modelu europejskim, można nazwać go po prostu nadopiekuńczym. Choćby dlatego, że zapisy Europejskiej Karty Społecznej sprawiają, że jest on zbyt drogi, co hamuje konkurencyjność i rozwój gospodarczy krajów UE.
Jednak przyglądając się temu modelowi na przykładach poszczególnych państw ocena nie jest już tak jednoznaczna. "Nadopiekuńczy” najbardziej wydaje się typ śródziemnomorski. Charakterystyczny jest dla Europy południowej i krajów takich jak Grecja, Hiszpania, Portugalia czy Włochy gdzie mamy do czynienia z wysokimi kosztami utrzymania systemu emerytalnego, wcześniejszym nabywaniem uprawnień do tych świadczeń i jednocześnie rekordowym długiem publicznym.
W kontrze można postawić tymczasem model nordycki, który jest znacznie bardziej zrównoważony i trudno nadopiekuńczym go nazwać. Poziom socjalu jest bowiem w nim wysoki, ale jednocześnie jest to równoważone wysokimi podatkami. A to wśród wielu rodzi pytanie, czy właśnie ten wzorzec nie powinien zostać przyjęty w całej Europie. Dlatego tak ważne w obliczu kryzysu zdaje się określenie ram odpowiedzialności nie tylko państwa za obywatela, ale i obywatela za państwo.
- Problem z obecnym europejskim modelem socjalnym wynika z tego, że obietnice, które on wykreował są dzisiaj po prostu nie do spełnienia. I to w ujęciu globalnym. Ludzie żyją dłużej, konkurencja się zwiększa, a tymczasem wzrost gospodarczy w większości krajów jest mniejszy - mówi w rozmowie z naTemat Ryszard Petru. Przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polski zwraca uwagę, że przy zmianie modelu, największy problem leży w mentalności obywateli Europy, którzy wciąż przyzwyczajeni są do dawnego tempa wzrostu.
- Jednak Europy na ten model nie stać. Trzeba zmieniać wiek emerytalny i regulacje rynku pracy, które działały jeszcze 20 lat temu, ale teraz w ogóle nie dają sobie rady. I wydajnymi potrafią być wciąż tylko te kraje, które swój model socjalny są w stanie sprawnie skorygować, jak Niemcy. Robią to też znacznie mniej boleśnie, niż na przykład w Hiszpanii i Grecji - podkreśla Petru.
Ekonomista zaznacza, że szczególny na tle Europy jest także model nadwiślański. Z jednej strony będący reliktem PRL-u, dalekim od najwyższych standardów, ale z drugiej jest o wiele bardziej zrównoważony, niż na południu Europy. - Są wciąż przywileje, które wprowadzał gen. Jaruzelski i żyjemy bardziej socjalnie niż Europa, jednak wiele naszych regulacji jest znacznie bardziej elastycznych. To też model, który raczej szybko nie będzie kierował się w stronę tego zachodniego, ponieważ wyraźnie widać, że wciąż nas na to po prostu nie stać - podsumowuje ekspert.
