
W Polsce media dyskutują głównie o kandydacie PiS na premiera, ale to na pewno nie najważniejsze wydarzenie dnia. Tym są, bez wątpienia, wybory parlamentarne w Gruzji, które mogą zmienić wiele nie tylko dla Gruzinów, ale i całej Europy.
W gruzińskim parlamencie zasiada 235 posłów na 4-letnią kadencję. Obecnie aż 190 miejsc w parlamencie ma Zjednoczony Ruch Narodowy, partia prezydenta Micheila Saakaszwilego. Pozostałe partie to: Zjednoczona Koalicja (19 miejsc), Chrześcijańska Demokracja (6), Partia Pracy (6) i Republikanie (4). Ostatnie wybory parlamentarne w Gruzji odbyły się w 2008 roku.
łącznie frekwencja uplasuje się na poziomie powyżej 60 procent.
Obecny prezydent Gruzji urzęduje od 2004 roku, kiedy to po raz pierwszy wygrał wybory. Ma 45 lat, kończył prawo na Uniwersytecie Columbia, a polityką zaczął zajmować się już w 1995 roku. W 2003 roku był jednym z liderów Rewolucji Róż, obalającej ówczesne rządy prezydenta Eduarda Szewerdnadze. Teraz Saakaszwilemu przypisuje mu się wszechobecną korupcję, dążenie do autorytaryzmu i tworzenie państwa policyjnego (służby rozpędzały demonstracje opozycji). Lech Kaczyński odznaczył go Krzyżem Wielkim Orderu Zasługi RP za "wybitne osiągnięcia w rozwijaniu współpracy między Polską i Gruzją".
Bidzina Iwaniszwili to postać dość tajemnicza. 21 kwietnia 2012 roku utworzył opozycyjne do rządzącego ugrupowanie "Gruzińskie marzenie". Uważany za oligarchę, jego majątek wycenia się na ponad 6 miliardów dolarów. Jeszcze w latach '80 wyjechał z Gruzji do Rosji. Tam dorobił się na prywatyzacjach przeprowadzanych w latach '90. Jest ważnym udziałowcem (największym z prywatnych) w Lukoilu i Gazpromie. Iwaniszwili nie posiada nawet gruzińskiego obywatelstwa – jedynie rosyjskie i francuskie, co nie przeszkadza my kandydować w wyborach. Stąd też liczne obawy o to, czy Iwaniszwili jako prezydent nie będzie chciał podporządować Gruzji Rosji. Jest zwolennikiem poglądu, by Rosja mogła ingerować w sprawy gruzińskie.
