
– Europa nie ma przyszłości, o ile nie zatrzyma procesu zmniejszania populacji – ocenił teolog Georg Weigel. Wtórują mu demografowie, którzy ostrzegają, że choć żyjemy coraz dłużej, jest nas coraz mniej. Czy Europę czeka "demograficzne samobójstwo"? Rozmawiamy z prof. Agnieszką Rossa z Zakładu Demografii i Gerontologii Społecznej Uniwersytetu Łódzkiego.
Prof. Agnieszka Rossa: Niestety jest w tym dużo racji. Co prawda ja nie nakreśliłabym tego w tak czarnych barwach, ale zdecydowanie coś w tym jest. Przez bardzo długi czas nie dbaliśmy świadomie o wsparcie rodziny. Teraz, kiedy w okres emerytalny wchodzi wyż demograficzny z lat '50, bardzo zmienia się struktura społeczna, w porównaniu do lat poprzednich, gwałtownie przybywa osób starszych.
Populacja jeszcze nie tyle się zmniejsza, co nie przyrasta w takim tempie jak dotychczas. Europa jest w fazie niskiego poziomu zarówno dzietności, jak i umieralności.
Nie szukałabym tu związku bezpośrednio z laicyzacją, ale na pewno z przemianami kulturowymi. Mamy do czynienia z przemianami modelu rodziny, wchodzimy w model nowoczesny, partnerski. Rodziny są atomizowane, zmienia się też ich struktura, obecnie dominuje model "dwoje rodziców, jedno dziecko" lub "dwoje rodziców, dwoje dzieci".
Jedyny pomysł to ukierunkować na to politykę rodzinną. Trzeba zadbać o odpowiednią pomoc socjalną, elastyczne formy pracy dla kobiet, poprawić warunki mieszkaniowe. Potrzeba zmian na wielu płaszczyznach. Uważam, że jeśli komuś się będzie opłacało mieć dzieci, to będzie je miał. Trzeba stworzyć mu warunki.
Może Francja, tam jest rozsądnie prowadzona polityka rodzinna.
Już je obserwujemy, a w najbliższej dekadzie odczujemy jeszcze bardziej boleśnie. Pierwszą reakcję naszego państwa już mieliśmy – wydłużony wiek emerytalny. W konsekwencji przyjdzie też kryzys systemu zabezpieczeń społecznych, zupełnie zmieni się też rynek dóbr i usług, bo inne będą w tym względzie zapotrzebowania.
Oczywiście napływ ludności z innych części świata. Są już takie enklawy, gdzie całe miasteczka zamieszkuje ludność napływowa z Turcji. Niektórzy przewidują, że za jakiś czas emigranci będą stanowili większość ludności w Europie, ale ja uważam, że to przejaskrawione, nie widziałabym tego tak czarno. Sytuacja co prawda nie wygląda najlepiej, ale przy odrobinie dobrej woli na pewno uda się odwrócić ten trend.
Choć powierzchnia UE jest mniejsza niż USA, na starym kontynencie mieszkają 493 miliony ludzi. To dwa razy więcej niż w Ameryce. Pod względem liczby ludności Unię prześcigają jedynie Indie i Chiny. Nieźle jest też z długością życia. Jeszcze w 1962 roku, przeciętny Europejczyk żył 67 lat, a Europejka – 73. W 2004 roku ten wiek wydłużył się odpowiednio do około 75 i 81 lat.
Jeszcze w 1960 na jedną kobietę przypadało średnio 2,5 dziecka. Teraz stopa przyrostu naturalnego spadła tak bardzo, że na jedną Europejkę przypada już tylko 1,5 dziecka. Im mniej ludzi młodych, tym bardziej kurczy się liczba pracowników w Europie. Coraz mniejsza liczba pracujących utrzymuje coraz liczniejszą grupę emerytów. Z prognoz wynika, że do 2025 roku liczba obywateli w wieku powyżej 80 lat osiągnie prawdopodobnie poziom 6,3% ogółu populacji.
