
Miasta gospodarze Euro 2012 odzyskują od UEFA setki tysięcy złotych za zdewastowane obiekty. Jak się okazuje, np. we Wrocławiu, największe szkody odnotowano nie na trybunach, ale w stadionowych sektorach dla VIP-ów.
REKLAMA
Na konto spółki zarządzającej wrocławskim stadionem wpłynęło ponad 300 tys. zł. To kara, jaką europejska federacja piłkarska, które przejmowała w zarząd polskie stadiony na Euro 2012, musi zapłacić za zniszczenia na obiektach. O ile w przypadku Wrocławia sama płyta boiska i trybuny pozostały niemal nienaruszone, o tyle w sektorach VIP zastano krajobraz jak po bitwie.
"Porysowany parkiet, potłuczone szklane blaty nad barem, pobrudzone ściany i zniszczony kanał wentylacyjny" – wylicza niektóre usterki cytowany przez "Rzeczpospolitą" Adam Burak, rzecznik spółki Wrocław 2012. Nieco lepiej było w innych miastach. Naprawa zniszczeń na stadionie w Gdańsku kosztowała 100 tys. zł. Z kolei Poznań dostał od UEFA 68 tys. zł.
Miasta liczą koszty zniszczeń, Euro dawno już za nami, a tymczasem okazuje się, że stadiony wciąż są niedokończone. Na Stadionie Narodowym w Warszawie pomieszczenia, które mają służyć jako biura, stoją w stanie surowym. We Wrocławiu nie dokończono 60 proc. z 10 tys. mkw. powierzchni biurowych.
Spółki prześcigają się w pomysłach na zarabianie na stadionach. NCS rozważa pomysł zorganizowania konkursu Pucharu Świata w skokach narciarskich w Warszawie. Stadion we Wrocławiu organizuje kolejną dużą imprezę, mecz towarzyski Brazylia - Japonia 16 października. CZYTAJ WIĘCEJ
Źródło: "Rzeczpospolita"
Źródło: "Rzeczpospolita"

