Do zbrodni doszło prawie 20 lat temu w zachodnio-pomorskim. Pięciu mężczyzn miało najpierw pobić znajomego, a następnie poćwiartować ciało, upiec je i zjeść.
Do zbrodni doszło prawie 20 lat temu w zachodnio-pomorskim. Pięciu mężczyzn miało najpierw pobić znajomego, a następnie poćwiartować ciało, upiec je i zjeść. Fot. Dariusz Borowicz / Agencja Gazeta

W Szczecinie rusza sprawa zbrodni sprzed lat. Fakty, które wychodzą na jaw, przyprawiają jednak o dreszcze. Brak ciała ani tożsamości ofiary, niejasne zeznania pięciu oskarżonych, wśród których jeden podawał się za "proroka". To pierwsza sprawa, w której pada oskarżenie o kanibalizm od czasu powojennej Polski. Co stało się w miejscowości Łaski prawie 20 lat temu?

REKLAMA

Kanibalizm w Polsce – sprawa z początku wieku

Proces, o którym pisaliśmy w naTemat.pl, rusza dzisiaj, w poniedziałek 22 lutego 2021 roku. Do morderstwa i aktu kanibalizmu miało dojść prawie 20 lat temu. Dokładna data zdarzenia nie jest znana, jednak było to najprawdopodobniej przełomie lipca i października 2002 roku. Sprawa ruszyła w 2017 roku, kiedy została zgłoszona na policję przez anonimomego mężczyznę, po śmierci jednego z oskarżonych.

Bijatyka w barze i przebieg zbrodni w Łasku

Do zbrodni miało dojść w województwie zachodniopomorskim. Wszystko zaczęło się w miejscowości Łasko, niedaleko Choszczna. Pięciu znajomych - Robert M., Janusz Sz., Sylwester B., Zbigniew B. i Rafał O. spotkało się w nieistniejącej już smażalni ryb "u Ryśka". Robert M. miał dostrzec w barze mężczyznę, przez którego przed laty stracił pieniądze.
logo
Wieś Łasko. To tam miało dojść do makabrycznej zbrodni. Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta
Między mężczyznami doszło do spięcia, w wyniku którego właściciel smażalni wyprosił agresywnych klientów z baru. Na parkingu doszło do bijatyki - ofiara została ciężko pobita. Oskarżeni mieli zapakować skatowanego mężczyznę do samochodu marki Tarpan należącego do Zbigniewa M. i pojechać nad wodę.

Zbrodnia nad jeziorem

Mężczyźni udali się nad jezioro Osiek w pobliżu miejscowości Ługi, gdzie doszło do potwornej zbrodni, która pozostaje niewyjaśniona do dziś. Znajomi dręczyli ofiarę, a następnie poderżnęli jej gardło. Potem mieli poszatkować zwłoki, upiec je, a następnie skonsumować. Resztę ciała podobno utopili w jeziorze, na które wypłynęli łódką jednego z oskarżonych.

Głos "proroka" z zaświatów

Historia nie wychodziła na jaw latami. Prawdopodobnie zjedzenie ciała ofiary miało zagwarantować milczenie wszystkich biorących udział w zbrodni. Jeden z oskarżonych zaczął jednak przechwalać się czynem przed znajomymi.
Zbigniew M. znany był w swojej wsi jako "prorok". Często stawiał kolegom alkohol i opowiadał przedziwne historie. Jedną z nich miała być właśnie zbrodnia, w której wziął udział wraz z czwórką swoich znajomych. Nikt nie brał jednak historii na poważnie poza jednym ze słuchających opowieści.
Cała sprawa została zgłoszona listownie na policję, a w liście podpisał się sam Zbigniew M., który... nie żył od kilku lat. Najprawdopodobniej zbrodnię zgłosił jeden z wysłuchujących opowieści, ale odważył się na to dopiero po śmierci "proroka".

Niejasności w sprawie

Sprawa pozostaje bardzo problematyczna ze względu na wiele faktów, które do dziś pozostają niewyjaśnione.
Przede wszystkim ciało ofiary nigdy nie zostało odnalezione. Co prawda w miejscowości Strzelce Krajeńskie w rejonie Jeziora Górnego kilka lat temu wyłowiono ludzką czaszkę, nic jednak nie potwierdziło, jakoby miało to być ciało ofiary. Poza tym nie zgadza się miejsce zbrodni.
Dodatkowo tożsamość zabitego mężczyzny pozostaje nieznana. Jego personalia ma znać przebywający w areszcie Rafał O., który jako jedyny z oskarżonych przyznaje się do winy. We wskazanym przez mężczyznę miejscu zbrodni nie znaleziono jednak ciała ofiary. Może być to jednak spowodowane mulistym dnem jeziora.
Samochód, którym 5 mężczyzn miało porwać ofiarę, został zezłomowany. Łódka, która miała posłużyć do wywiezienia i utopienia zwłok, została przebadana przez śledczych. Co prawda znaleziono ślady krwi, jednak po czasie okazało się, że nie jest to ta sama łódź. Tamtą właściciel miał sprzedać lata temu.
Sprawa wyszła na jaw w 2017 roku. Rafał O. przyznał się do zabójstwa i kanibalizmu. Zbigniew B. zwany "prorokiem" zmarł w styczniu tego samego roku. Reszta podejrzanych zaprzecza wszystkim doniesieniom.
Prokuratura jako dowód ma podsłuchane rozmowy telefoniczne, w których podejrzani mężczyźni mówią o "mrocznej zbrodni sprzed lat". Na pewno będzie to trudny proces – bo bez nazwiska i ciała ofiary – o którym będzie głośno w całej Polsce.
logo