
Państwo pruje się niczym stary sweter - pisze w "Rzeczpospolitej" Marek Magierowski. I stawia tezę, że wyborcy są gotowi przełknąć Annę Fotygę na stanowisku ministra spraw zagranicznych, albo oddać się pod policyjny nadzór "Krwawego Antka", byle ktoś skończył remont gierkówki, zalepił dziurę w warszawskim metrze, czy uratował Centrum Zdrowia Dziecka przed plajtą.
REKLAMA
Może tak jest. Może rzeczywiście lepiej pożegnać się z ciamciarowatą Platformą i oddać w ręce zdeterminowanej ekipy Kaczyńskiego. Może czas pożegnać Twitterowego marudę Radosława Sikorskiego i przywitać Annę Fotygę.
Może czas na czele resortów siłowych postawić Antoniego Macierewicza, który tak "sprawnie" poradził sobie z likwidacją WSI.
Do tej pory mówiło się, że nie ma alternatywy dla mało pracowitej i mało skutecznej Platformy. Że na tym polega polski dramat, że są tylko złe wybory. Teraz widać, że Jarosław Kaczyński zrobił coś takiego, że wydaje się wyborem dobrym.
Kaczyzm już nie straszy, o nieudolności Anny Fotygi już się nie pamięta, o jej antyniemieckich fobiach zapomniano dawno, o kompromitacjach Antoniego Macierewicza słuch zaginął, dziura w metrze w Warszawie wchłonęła pamięć o teoriach zamachu w Smoleńsku i o ruskiej brzozie. Dziś nieznośny wydaje się tumiwisizm Platformy, o nieznośności władzy PiS, o amatorszczyźnie PiS-owskich ministrów, o aferach z koalicjantami, o zatrudnianiu swoich, o schlebianiu Rydzykowi pamiętają tylko historycy.
Czy jesteście w stanie przyjąć Fotygę i przebaczyć Macierewiczowi byle na czele państwa stał Jarosław Kaczyński, a nie Donald Tusk, który już tak wszystkich męczy?