Zabili za czary, grozi im dożywocie. Wiara w magię wciąż żywa w Afryce

Szaman podczas meczu Czechy - Ghana w 2006 roku
Szaman podczas meczu Czechy - Ghana w 2006 roku Fot. Kuba Atys / Agencja Gazety
Para Kongijczyków mieszkająca w Wielkiej Brytanii dokonała zabójstwa 15-latka, którego uznała za niebezpiecznego "czarownika". Najprawdopodobniej dostaną dożywocie. Media zagraniczne alarmują, że na kontynencie afrykańskim rośnie liczba zarzutów o czary. Ofiarami są głównie dzieci. Jednak, czy wszyscy mieszkańcy Afryki wierzą w zaklęcia? W niektórych regionach odchodzą one do lamusa.


Nastolatek Kristy Bamu był wpierw torturowany, a następnie utopiony w wannie w Londynie w grudniu 2010 roku. Sprawcami morderstwa byli jego najbliżsi - siostra oraz jej partner. Młodzieniec przyjechał do Anglii na Święta Bożego Narodzenia i wówczas zaczął się jego koszmar. Chłopak jego siostry twierdził, że Kristy rzucił klątwy na jego dziecko za pomocą laleczki voodoo.

Kazał 15-latkowi zdjąć urok z jego syna. Jak? Modlić się przez 3 dni bez ani chwili przerwy, bez jedzenia i picia. Następnie partner i siostra chłopaka tak go torturowali, aż ten zmarł. Wyrok w tej sprawie ma zapaść w najbliższy poniedziałek, obu oprawcom grozi dożywocie.

Przy okazji tej historii, rodzi się pytanie, na ile wiara w czary jest obecna w przekonaniu społeczeństw afrykańskich. Jest coraz mniej jej wyznawców, coraz więcej?

Prejuce Nakoulma, piłkarz Górnika Zabrze i reprezentacji Burkina Faso, który wrócił niedawno z Pucharu Narodów Afryki uważa, że magia ma coraz mniejszy wpływ na myślenie mieszkańców kontynentu. Przynajmniej tych z jego kraju.

- Czasy, kiedy można było spotkać szamana w szatni afrykańskiej drużyny powoli odchodzą do lamusa - powiedział Nakoulma w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego". Twierdzi, że wśród jego rodaków, nie tylko piłkarzy, są muzułmanie i katolicy, a czarowników już praktycznie nikt nie słucha.


Piłkarz jest jednak w swojej opinii odosobniony. Już 2 lata temu UNICEF informował w swoim raporcie, że w Afryce rośnie liczba zarzutów o czary. Oskarżane są głównie dzieci. Najczęściej to chłopcy w wieku 8-14 lat, sieroty, bezdomne lub niepełnosprawne. Są torturowani, a niekiedy również zabijani.

Wiara, iż dziecko może praktykować czarną magię pojawiła się stosunkowo niedawno. Wcześniej zarzucano to przeważnie kobietom.

- Taka młoda osoba, oskarżona o czary, uznawana jest za dziecko-duch. Miało ono się wyrwać ze świata zmarłych i funkcjonuje teraz wśród żywych zagrażając im - twierdzi Przemysław Stępień, afrykanista, pomysłodawca festiwalu "Afrykamera".

- Oskarżenie o czary – jak pisał w znakomitej książce „Polowanie na czarownice w Europie wczesnonowożytnej” Brian P. Levack – od wieków stanowiło instrument kontroli społecznej, usuwania negatywnych napięć ze wspólnoty - podkreśla z kolei dr Błażej Popławski, historyk, afrykanista z Uniwersytetu Warszawskiego.

- "Kozłami ofiarnymi” są najczęściej osoby z grup zmarginalizowanych, o najmniejszym potencjale do zaznacza własnej opinii. Dzieci i kobiety stosunkowo łatwo oskarżyć o czary, przypisać im odpowiedzialność za niepowodzenia wspólnoty. Przejawy tego typu dyskryminacji miały i nadal mają miejsce w Afryce, jak i w innych regionach Globalnego Południa - zaznacza Popławski.

UNICEF wymienia także sposoby "oczyszczania" oskarżonych". To m.in. nalewanie benzyny w oczy i uszy, zmuszanie dzieci do przełknięcia różnych substancji, kąpiel w kwasie lub groźba poćwiartowania maczetą.

Raport wymienia kraje, w których ten proceder ma miejsce najczęściej. To: Angola, Benin, Kamerun, Republika Środkowoafrykańska, Demokratyczna Republika Konga i Nigeria.

Warto podkreślić, że zabobony są jednak zróżnicowane, w każdym kraju afrykańskim są inne. Czym innym są przecież przesądy pochodzące z zachodniej Afryki, a czym innym te z Południa - przekonuje Stępień. O konflikcie starych wierzeń ludowych i europejskiej kultury opowiada "Rozsądny człowiek"- południowoafrykański film fabularny z 1999 roku w reżyserii Gavina Hooda.

O tym, że nie każdy mieszkaniec Afryki jest zwolennikiem teorii magicznych, przekonuje także dr Popławki. - Ograniczenie się do sensacyjnego dyskursu medialnego może powodować błędną interpretację, jakoby w wszyscy Afrykańczycy wierzyli w czary. Nie jest tak. Magia stanowi dla wielu z nich odrębną rzeczywistość, kierują się własną, spójną i funkcjonalną logiką - wskazuje afrykanista.

Wiara w magię jest nie tylko zróżnicowana w Afryce pod względem terytorialnym, ale także ma inne przyczyny.

System wierzeń tradycyjnych przechodzi na tym kontynencie gwałtowne zmiany. Trudno określić czy jest ich w opinii publicznej mniej, czy więcej. - Wyzwanie modernizacji, która następuje w wśród tamtejszych ludności, generuje różne zachowania – zarówno odwrót od tradycji (charakterystyczny bardziej dla mieszkańców miast), jak i jej renesans (częstszy w interiorze). Jednoznaczna ocena tendencji – wzrostu bądź spadku wierzeń tego typu – jest niemożliwa. Moim zdaniem, wiara w czary rośnie w regionach pokonfliktowych, gdzie niedawno zakończyły się wojny. Wiąże się to z ogólnym kryzysem instytucji społeczno-politycznych, erozją autorytetów i potrzebą wyjaśnienia zmian zachodzących wokół. „Ucieczka w zabobony” to strategia reinterpretacji świata, który się rozpadł - przekonuje Popławski.

O sile magii w społeczeństwach afrykańskich mogą przekonać się szczególnie dobitnie trenerzy i dziennikarze sportowi pracujący w tamtych rejonach. Michał Zichlarz, który kilka razy był na turnieju Pucharu Narodów Afryki, tłumaczy jak trudno jest czasem porozmawiać z piłkarzami na temat czarów.
- Choć sami przekonują nas, że w to nie wierzę, miejscowi dziennikarzem mówią jednak co innego. Zawodnicy najczęściej zaś w ogóle nie chcą o tym rozmawiać. Jest to dla nich na tyle ważny elementy życia, szczególnie sportowego, że nie chcą się z nami tym dzielić - mówi Zichlarz. - Kiedyś ciekawą historię opowiadał mi Krzysztof Zięcik, który w 2008 roku był drugim trenerem reprezentacji Gwinei. Podczas eliminacji do Mistrzostw Afryki za każdym razem wraz z piłkarzami na mecz jechał szaman. Latał, jeździł autokarami, zawsze był z zawodnikami. Nazywano go "mechanik" - bo mechanicznie załatwiał sprawy, wiedział jak z nimi rozmawiać i nie było możliwość zrezygnowania z jego obecności - podkreśla dziennikarz.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
dadHERO 0 0Prawie półtora miliona złotych na polską planszówkę. Skąd ten sukces gry "Beyond Humanity:Colonies"?
JANDA 0 0Kremy z kolagenem: nie bierz pierwszego lepszego. To skomplikowany składnik
WYWIAD 0 0Dlaczego faceci nie chcą seksu. Seksuolożka wylicza powody i radzi, jak to zmienić
0 0Słynna fabryka ogłasza zwolnienia grupowe. Miśnieńska porcelana walczy o przetrwanie
O TYM SIĘ MÓWI 0 0"Maska opadła". PiS szuka pieniędzy na swoje obietnice. Oto gdzie wszyscy za nie zapłacimy
0 0Zdrojewski "chlapnął" o jedno zdanie za dużo. PO odcięła się od jego słów